Kiedy byłem w szkole,wszystkie szczeniaki dziwnie się na mnie patrzyły. Byłem samotnikiem i zawsze siedziałem cicho w kącie,ale to nie był powód do nabijania się z kogoś. Ciągle mnie wyzywały i popychały na korytarzu. Jednego dnia,kiedy wracałem ze szkoły sam,poszedłem skrótem. Nikt nigdy tam nie chodzi,ale tym razem spotkałem najgorszą szajkę z naszej klasy,które najbardziej mi dokuczała. Nałożyłem kaptur i postanowiłem jak najszybciej przejść,ale jeden z nich celowo podstawił mi noge i się przewróciłem.
-Proszę proszę,nasz mały szczniaczek nie umie chodzić.
-A co tu robi nasz puci puci?
-Zgubiłeś drogę,mały?
-Małe szczeniaczki nie powinny chodzić w niebezpieczne miejsca.
-J-jestem w tym samym wieku co wy...i nie zgubiłem drogi...w-wręcz przeciwnie...
-Masz się do nas zwracać per.Pan. Jasne?
-N-nie...
-Pyskujesz? My ci zaraz pokażemy gdzie twoje miejsce.-Wszystkie szczeniaki rzuciły się na mnie i zaczęły mnie gryźć,kopać i szarpać. Nie potrafiłem się obronić. Kiedy skończyli byłem na wpół żywy. Miałem podrapane oko,pogryzione nogi i poszarpane futro. Byłem żałosny. Zacisnąłem zęby i zacząłem płakać. Po chwili jednak wstałem,otrząsnąłem się i chwiejnym krokiem ruszyłem dalej. Bolało jak nie wiem,ale szedłem do celu aż ten cel osiągnąłem. Położyłem się przy rzece,w moim tajnym miejscu o którym nikt nie wiedział i zacząłem przemywać rany. Doprowadziłem się do porządku i jakby nigdy nic ruszyłem do domu udając,że nic się nie stało. Udawałem nawet,że nic mnie nie boli. Następnego dnia,szajka była trochę zdziwiona moją postawą,ale nie dawali po sobie tego za bardzo poznać. Mruknęli coś i poszli dalej. Jednak,tego dnia zaciągnęli mnie w jakieś zaciszne miejsce, walnęli w brzuch i zostawili. Tym razem się nie podniosłem...
<Co dalej Call?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz