Kiedy dołączyłem do watahy i znalazłem jaskinię,poszedłem na spacer poznając nową watahę...Wtedy wpadłem na lisicę.
-Witaj.-Powiedziała.-Ty jesteś ten nowy?-Zachichotała.
-Tak. To ja. Mam na imię Nuka.
-Myślałam,że to żeńskie imię.
-Żeńskie i męskie.-Mruknąłem.
-Wybacz. Ja mam na imię Izabell. Miło poznać. Chcesz,żebym oprowadziła cię po watasze?-Zaproponowała. Zgodziłem się. Chodziliśmy i gadaliśmy aż do wieczora. Kiedy słońce schodziło ku zachodowi,usiedliśmy na skarpie i dalej gawędziliśmy. W końcu ona zapytała biorąc mój amulet do łapy:
-Skąd masz ten medalion?-Wyjąłem go z jej łapy i pozwoliłem,aby swobodnie zwisał z mojej szyi.
-Dostałem go od mojej mistrzyni. Kiedy go dostałem,byłem bardzo mały. Powiedziała,że ten klucz pozwoli mi odnaleźć właściwe drzwi do przyszłości...mówiła,że pozwoli mi naprawić swoje błędy i pomoże zmienić przyszłość. Nigdy nie umiałem zrozumieć jej przesłania...powiedziała,że kiedy nadejdzie właściwy moment,zrozumiem.-Zaśmiałem się.
-O co chodzi?
-Nic,nie ważne.-Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.-Jest dla mnie jak matka...
-A gdzie jest teraz?
-Nie wiem...
<Co dalej?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz