poniedziałek, 20 października 2014

Od Tenebris

Kiedy z samego rana wyszłam z jaskini,w watasze poczułam nowy,obcy zapach. Pobiegłam więc czym prędzej do jego źródła. Gdy dotarłam na miejsce,zobaczyłam małego,płaczącego szczeniaka.
Powoli podeszłam do niego i położyłam mu łapę na ramieniu. Młode jak oparzone odskoczyło ode mnie.
-Kim jesteś?-Zapytało przerażone.
-Nie masz się czego bać. Nic ci nie zrobię...jak masz na imię?
-L-lotos...a pani?-Zapytała niepewnie. Zaśmiałam się.
-Ja mam na imię Tenebris. Gdzie twoi rodzice?
-M-moi...rodzice?-W tym momencie,jej źrenice się pomniejszyły,z oczu znowu popłynęły łzy i schowała pyszczek między łapkami.
-No już,już...jeśli chcesz...możemy ich poszukać.-Znów położyłam jej łapę na plecach.
-N-nie...nie ma kogo szukać...-Powiedziała z bólem.
-Tak mi przykro...-Wyszeptałam.-Jeśli chcesz,możesz zamieszkać u mnie. Mam szczeniaki,więc będziesz miała towarzystwo.
-N-nie potrzebuję współczucia...-Powiedziała to tak żałosnym głosem,jakby błagała o pomoc.
-No już...chodź do mnie...-Od tamtej pory,mała Lotos należała do naszej rodziny. Dzieci trochę się z niej podśmiewały,ale miała jednego przyjaciela.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz