Kiedy spacerowałam po terenach watahy,wpadłam na jakiegoś wilka.
-Przepraszam!-Krzyknęłam odskakując od niego.
-Oooohh. Nic nie szkodzi.-Odezwał się trochę znajomy głos.-Jak masz na imię?
-Luna. A pani?
-Mów do mnie po imieniu. Jestem Infernus.-Przeraziłam się. Zauważyłam jednak,że jej głos jest zwykły. Nie jest ani przerażający,ani wodzący. Jest po prostu zwyczajny.-Coś się stało...Luna?
-N-nie. Nic.
-To dobrze. Słuchaj,oprowadziłabyś mnie po terenach watahy? Nie za bardzo się tu jeszcze orientuję.
-N-nie mogę. Sama ich dokładnie nie znam. Rzadko opuszczam jaskinię...sama...i nie odchodzimy daleko.
-To razem zwiedzimy. No chodź.-Pociągnęła mnie za łapę. chodziłyśmy i rozmawiałyśmy bardzo długo. Okazało się,że nie jest taka zła jak we śnie. Może to kompletnie inna wilczyca? Albo udaje...wieczorem rozdzieliłyśmy się tam,gdzie się spotkałyśmy. Nie wie,że nie widzę i nie chcę,żeby wiedziała gdzie mieszkam. W sumie...nie wiele wilków wie,że nie widzę...tylko rodzina. Kiedy doszłam do jaskini,poszłam spać.
C.D.N
poniedziałek, 27 października 2014
sobota, 25 października 2014
Od Luny CD (cz.2)
"Obudziłam się w mojej jaskini. Cóż. W końcu tam poszłam spać. Coś jednak się nie zgadzało. Nie było mojej rodziny. Jaskinia stała pusta. Wyszłam z niej nawołując,ale nikt się nie odezwał. Odpowiedział mi tylko wiatr poruszający gałęzie drzew i moją sierść. Stałam wpatrując się w nocny krajobraz nie przejmując się wiatrem kołtuniącym moje włosy. Przerażona nie wiedziałam co robić. Po chwili,usłyszałam głos. Cichy,piękny głos szepczący moje imię. Powoli odwróciłam się w stronę wejścia do ciemnej,pustej jaskini. Zauważyłam tam tylko dwójkę,pięknych,żółtych oczu i czyjąś sylwetkę. Jakby skulonego zwierzaka. Był ogromny.
-Luuunaaaa. Chodź do mnie. Luuunaaaa.-Wabiła pięknym,czystym głosem powodującym ufność do jego autora. Była jak syrena.
-T-to ty przyjdź...-Wyjąkałam.
-Nie mogę.-Powiedziała smutno.-Jeśli mnie zobaczysz możesz się przerazić,ale ja nie jestem zła. Każdy kto mnie widzi ucieka,przez co nie mam przyjaciół.-Powiedziała spokojnym,acz smutnym tonem. W przerwach pomiędzy jej mówieniem nuciła jakąś spokojną,piękną melodię.-I ty też nie możesz mnie zobaczyć.
-Nie boję się ciebie. Możesz wyjść.
-Luuuunaaaaaa. No chodź...-Kontynuowała pieśń ignorując moją wypowiedź. Tak,jakby nasza rozmowa nie istniała. Coraz mniej opierałam się jej urokowi. Co jakiś czas przybliżałam się o kilka milimetrów. Nie umiałam się jej oprzeć. Działała jak magnez. Jakby mnie hipnotyzowała.
-Wyjdź. Nie będę się bać.
-Nie możesz ujrzeć mej osoby w świetle księżyca. Wtedy widać moją PRAWDZIWĄ naturę. To,to jest tylko piękna maska widoczna tylko w ciemnościach.
-Chcę ją ujrzeć.-Szepnęłam jak oczarowana. Ale...kiedy tylko weszłam w cień,kiedy minęłam jego granicę,ujrzałam coś,czego nikt nigdy nie chciałby widzieć.
Piękna kobieta,stała do mnie tyłem. Przyglądałam jej się z zaciekawieniem. Kiedy się odwróciła,ujrzałam te same,żółte oczy,ale nie były już tak piękne. Postać nie wyglądała już tak dostojnie i głos jej był straszny i chrapliwy. Jej usta były zaszyte,oczy krwawiły. Włosy jej falowały w powietrzu,wyglądając jakby chciały mnie pochwycić.
-Przyszłaś do mnie...-Zawyła strasznym,lecz czystym głosem.-Będziesz moim przyjacielem?-Jej głos zaczął chrypnąć,aż w końcu zmienił się na opisany powyżej. Zrobiłam krok w tył,ale granica światła,która była tuż za mną,zniknęła. Chmury przysłoniły księżyc,a gdy przeminęły,z za nich ukazał się czerwony,ociekający czerwoną mazią księżyc. Przez chwilę słyszałam w głowie głosy "Luna,Luna,Luna,Luna". Wyszeptały moje imię cztery razy. Było to tysiące głosów. Kiedy wypowiedziały to słowo,zamilkły. Z początku myślałam,że chodzi im o moje imię,aczkolwiek miałam pewne wątpliwości. Wtedy zauważyłam,że kobieta zaczyna się garbić,a jej skóra staje się futrem. Cała ta przemiana wyglądała obrzydliwie. Prawie zwróciłam kolację. Przede mną stanęła mniej straszna wilczyca,aczkolwiek dla szczenięcia w moim wieku,taka postać w takich okolicznościach dorównywała kobiecie.
Jej łapy były skute,zakończone przerwanymi łańcuchami. Czarne od cienia uszy,wyglądały jak długie rogi. Jej włosy przypominały czuprynę samego szatana,a ogon falował tak,jakby zwodził innych. Jak chytrego lisa-diabła.
-Cz-czym ty jesteś?-Zapytałam przerażona cofając się.
-Ja? Jestem koszmarem. Jestem córką boga chaosu i piekieł. Jestem córką szatana,a imię me,brzmi "Infernus"-Uśmiechnęła się pokazując swoje białe,ostre kły.-Wreszcie cię znalazłam.-Powiedziała rozpływając się. Po chwili cała jaskinia i całe to miejsce zaczęło się rozpływać",a ja obudziłam się w swoim łóżku dysząc.
Po śniadaniu,kiedy inne szczeniaki się bawiły, podeszłam do mamy i zapytałam:
-Mamo. Co znaczy moje imię?
-Twoje imię? Z łaciny oznacza księżyc. Timore pomogła mi w wymyślaniu imion,a co?
-nic,a nic.-Uśmiechnęłam się,ale w duszy skuliłam się ze strachu.
Jeszcze tego samego dnia,dowiedziałam się o nowej wilczycy w watasze. Poprosiłam mamę o opisanie nowego członka. Jej opis przeraził mnie. To była wilczyca ze snu.
C.D.N
-Luuunaaaa. Chodź do mnie. Luuunaaaa.-Wabiła pięknym,czystym głosem powodującym ufność do jego autora. Była jak syrena.
-T-to ty przyjdź...-Wyjąkałam.
-Nie mogę.-Powiedziała smutno.-Jeśli mnie zobaczysz możesz się przerazić,ale ja nie jestem zła. Każdy kto mnie widzi ucieka,przez co nie mam przyjaciół.-Powiedziała spokojnym,acz smutnym tonem. W przerwach pomiędzy jej mówieniem nuciła jakąś spokojną,piękną melodię.-I ty też nie możesz mnie zobaczyć.
-Nie boję się ciebie. Możesz wyjść.
-Luuuunaaaaaa. No chodź...-Kontynuowała pieśń ignorując moją wypowiedź. Tak,jakby nasza rozmowa nie istniała. Coraz mniej opierałam się jej urokowi. Co jakiś czas przybliżałam się o kilka milimetrów. Nie umiałam się jej oprzeć. Działała jak magnez. Jakby mnie hipnotyzowała.
-Wyjdź. Nie będę się bać.
-Nie możesz ujrzeć mej osoby w świetle księżyca. Wtedy widać moją PRAWDZIWĄ naturę. To,to jest tylko piękna maska widoczna tylko w ciemnościach.
-Chcę ją ujrzeć.-Szepnęłam jak oczarowana. Ale...kiedy tylko weszłam w cień,kiedy minęłam jego granicę,ujrzałam coś,czego nikt nigdy nie chciałby widzieć.
Piękna kobieta,stała do mnie tyłem. Przyglądałam jej się z zaciekawieniem. Kiedy się odwróciła,ujrzałam te same,żółte oczy,ale nie były już tak piękne. Postać nie wyglądała już tak dostojnie i głos jej był straszny i chrapliwy. Jej usta były zaszyte,oczy krwawiły. Włosy jej falowały w powietrzu,wyglądając jakby chciały mnie pochwycić.
-Przyszłaś do mnie...-Zawyła strasznym,lecz czystym głosem.-Będziesz moim przyjacielem?-Jej głos zaczął chrypnąć,aż w końcu zmienił się na opisany powyżej. Zrobiłam krok w tył,ale granica światła,która była tuż za mną,zniknęła. Chmury przysłoniły księżyc,a gdy przeminęły,z za nich ukazał się czerwony,ociekający czerwoną mazią księżyc. Przez chwilę słyszałam w głowie głosy "Luna,Luna,Luna,Luna". Wyszeptały moje imię cztery razy. Było to tysiące głosów. Kiedy wypowiedziały to słowo,zamilkły. Z początku myślałam,że chodzi im o moje imię,aczkolwiek miałam pewne wątpliwości. Wtedy zauważyłam,że kobieta zaczyna się garbić,a jej skóra staje się futrem. Cała ta przemiana wyglądała obrzydliwie. Prawie zwróciłam kolację. Przede mną stanęła mniej straszna wilczyca,aczkolwiek dla szczenięcia w moim wieku,taka postać w takich okolicznościach dorównywała kobiecie.
Jej łapy były skute,zakończone przerwanymi łańcuchami. Czarne od cienia uszy,wyglądały jak długie rogi. Jej włosy przypominały czuprynę samego szatana,a ogon falował tak,jakby zwodził innych. Jak chytrego lisa-diabła.
-Cz-czym ty jesteś?-Zapytałam przerażona cofając się.
-Ja? Jestem koszmarem. Jestem córką boga chaosu i piekieł. Jestem córką szatana,a imię me,brzmi "Infernus"-Uśmiechnęła się pokazując swoje białe,ostre kły.-Wreszcie cię znalazłam.-Powiedziała rozpływając się. Po chwili cała jaskinia i całe to miejsce zaczęło się rozpływać",a ja obudziłam się w swoim łóżku dysząc.
Po śniadaniu,kiedy inne szczeniaki się bawiły, podeszłam do mamy i zapytałam:
-Mamo. Co znaczy moje imię?
-Twoje imię? Z łaciny oznacza księżyc. Timore pomogła mi w wymyślaniu imion,a co?
-nic,a nic.-Uśmiechnęłam się,ale w duszy skuliłam się ze strachu.
Jeszcze tego samego dnia,dowiedziałam się o nowej wilczycy w watasze. Poprosiłam mamę o opisanie nowego członka. Jej opis przeraził mnie. To była wilczyca ze snu.
C.D.N
piątek, 24 października 2014
Od Luny
W nocy,kiedy wszyscy spali,wymknęłam się z jaskini. Po długiej drodze pełnej potknięć i upadków dotarłam do mojego celu-skarpy. Położyłam się przy jej samiutkim brzegu i zaczęłam rozmyślać patrząc się w górę...miałam nadzieję,że moja głowa i oczy były skierowane w stronę księżyca...nie mogłam się tego dowiedzieć...Wtedy rozległ się cichy krzyk mamy:
-Luna! Co tu robisz? Martwiłam się o ciebie...
-W-wybacz mamo..ja...chciałam popatrzeć...w gwiazdy...na księżyc...
-Rozumiem...
-Jak wyglądają gwiazdy?
-Gwiazdy? Cóż...nie widać ich stąd dokładnie...widać na czarnym niebie,setki malutkich światełek...jest też co jakiś czas pojawiająca się mgiełka pełna jeszcze mniejszych takich gwiazd...nazywa się drogą mleczną. Gwiazdy,zawsze nazywałam promykami księżyca. Były moimi światełkami od świecy. Światłami nadziei.
-A księżyc? Jak wygląda księżyc?
-Jest wielki i okrągły. Czasami zamienia się w uśmiech...pionowy uśmiech. Czasami szerszy,czasem cieńszy. Kolor ma biały. Co jakiś czas pojawiają się na nim ciemne plamy. To są kratery. Z bliska są znacznie większe...
-Chciałabym widzieć księżyc...i gwiazdy.
-Wiesz...jestem pewna,że możesz je usłyszeć.
-Usłyszeć? Gwiazdy? Przecież to niemożliwe.
-Masz lepszy słuch od każdego stworzenia jakie znam. Myślę,że jak się wsłuchasz, na pewno je usłyszysz.
-Jak można wypowiadać życzenia do melodii gwiazd?
-Melodii...gwiazd...dobrze to ujęłaś. Można. Na pewno można.
-A spełni się to życzenie?
-Na pewno kiedyś się spełni...skąd wiesz,że można wypowiadać życzenia do gwiazd?
-Lotos mi o nich opowiada. Dużo wie o gwiazdach,ale nigdy nie zdradziła mi ich wyglądu. Mówi jednak,żeby uważać czego sobie życzysz. Jej życzenie się spełniło...niestety...
-Rozumiem. A co sobie życzyła?
-Ciiiii. To tajemnica.
-A co ty byś sobie zażyczyła?
-Chciałabym widzieć.
-Widzieć? Hmmm. Myślę,że wzrok nie jest ci potrzebny. To czyni cię wyjątkową. Trzymaj swoje życzenie na coś,co na prawdę jest ci potrzebne.
-Nie potrzebuję...moich oczu?
-Oczywiście,skarbie. Masz wszystko czego trzeba.-Pocałowała mnie w głowę.-Chodź,zimno jest.
-D-dobrze.-Powiedziałam i pobiegłam do naszej jaskini...
C.D.N
-Luna! Co tu robisz? Martwiłam się o ciebie...
-W-wybacz mamo..ja...chciałam popatrzeć...w gwiazdy...na księżyc...
-Rozumiem...
-Jak wyglądają gwiazdy?
-Gwiazdy? Cóż...nie widać ich stąd dokładnie...widać na czarnym niebie,setki malutkich światełek...jest też co jakiś czas pojawiająca się mgiełka pełna jeszcze mniejszych takich gwiazd...nazywa się drogą mleczną. Gwiazdy,zawsze nazywałam promykami księżyca. Były moimi światełkami od świecy. Światłami nadziei.
-A księżyc? Jak wygląda księżyc?
-Jest wielki i okrągły. Czasami zamienia się w uśmiech...pionowy uśmiech. Czasami szerszy,czasem cieńszy. Kolor ma biały. Co jakiś czas pojawiają się na nim ciemne plamy. To są kratery. Z bliska są znacznie większe...
-Chciałabym widzieć księżyc...i gwiazdy.
-Wiesz...jestem pewna,że możesz je usłyszeć.
-Usłyszeć? Gwiazdy? Przecież to niemożliwe.
-Masz lepszy słuch od każdego stworzenia jakie znam. Myślę,że jak się wsłuchasz, na pewno je usłyszysz.
-Jak można wypowiadać życzenia do melodii gwiazd?
-Melodii...gwiazd...dobrze to ujęłaś. Można. Na pewno można.
-A spełni się to życzenie?
-Na pewno kiedyś się spełni...skąd wiesz,że można wypowiadać życzenia do gwiazd?
-Lotos mi o nich opowiada. Dużo wie o gwiazdach,ale nigdy nie zdradziła mi ich wyglądu. Mówi jednak,żeby uważać czego sobie życzysz. Jej życzenie się spełniło...niestety...
-Rozumiem. A co sobie życzyła?
-Ciiiii. To tajemnica.
-A co ty byś sobie zażyczyła?
-Chciałabym widzieć.
-Widzieć? Hmmm. Myślę,że wzrok nie jest ci potrzebny. To czyni cię wyjątkową. Trzymaj swoje życzenie na coś,co na prawdę jest ci potrzebne.
-Nie potrzebuję...moich oczu?
-Oczywiście,skarbie. Masz wszystko czego trzeba.-Pocałowała mnie w głowę.-Chodź,zimno jest.
-D-dobrze.-Powiedziałam i pobiegłam do naszej jaskini...
C.D.N
środa, 22 października 2014
Od Lotos CD Shy
Kiedy wybiegłyśmy z jaskini,wpadłyśmy na grupkę szczeniaków...dobra...ja wpadłam potykając się...jeden z nich zmierzył mnie od góry do dołu. Ja skuliłam się szepcząc:
-Przepraszam...
-Hę? Co ty do mnie gadasz?-Zapytał wkurzony szczeniak.
-P-przepraszam...-Powiedziałam jeszcze ciszej wystraszona coraz bardziej.
-Hej,chłopaki. Widzieliście to dziwadło? Mruczy coś dziwnego pod nosem...-Powiedział chwytając mnie za kark i podnosząc do góry. Skuliłam się jeszcze bardziej. Szczeniaki śmiały się ze mnie...bardzo...wtedy wkroczył Up.
-Hej! Zostawcie ją! Przeprosiła was przecież!-Powiedział...Shy mu wytłumaczyła co mówiłam...
-Co? Ja nie słyszałem żadnych przeprosin,a wy?-Zwrócił się do kolegów.
-Ale przeprosiła was! Puśćcie ją!-Powiedział.
-Bo co nam zrobisz,malcu?
-E-ej...jesteśmy w tym samym wieku...-Powiedział urażony.
-No i co z tego? Masz coś do mnie i moich ziomków?
-Tak,mam.-Wypiął klatkę piersiową na znak,że się ich nie boi.
-Hej,chłopaki,on nam skacze. Pokażmy mu gdzie jego miejsce.-Powiedzieli rzucając mną o drzewo i idąc w stronę Upa. Rzucili się na niego i zaczęli go gryźć i drapać. Patrzyłam przerażona co robią. Po chwili jednak zebrałam w sobie trochę odwagi i zanim mnie opuściła,byłam już między poszarpanym Upem,a "dresami".
-Czego tu? Ustaw się w kolejce,jak chcesz być następna.
-Z-zostawcie go...-Powiedziałam w miarę głośno.
-Bo co,mała? Jeśli zostaniesz moją dziewczyną,to przemyślę sprawę.-Szczeniaki zaczęły potwornie się śmiać.
-C-co to znaczy?-Zapytałam nie słyszawszy wcześniej tego słowa.
-Robisz z nas idiotów? Nie wiesz? W takim razie pokłoń się i przeproś.-Powiedział wilk. Up jęknął:
-L-lotos...nie...-Było to poniżenie siebie i swojej dumy. Przełknęłam ślinę i zaczęłam się obniżać,aż w końcu pokłoniłam się przed bandą.
-P-przepraszam was bardzo za moje zachowanie. Źle was oceniłam. Proszę,zostawcie Up'a i Shy.-Powiedziałam dość słyszalnie. W tym momencie wilk przygniótł moją głowę w ziemię.
-HAHAHAHAHHAAHAH! Naiwna jesteś!-Krzyknął.-CHŁOPCY,BIERZCIE ICH!-Zaczęli gryźć Up'a,kiedy ich przywódca miażdżył moją głowę. Kiedy skończyli z Upem,pogryźli mnie i poszli sobie. Shy podbiegła do nas krzycząc:
-Wszystko ok?-Płakała...
-T-tak.-Powiedział Up.-A ty,Lotos? Dziękuję,że...-Nie dokończył,bo nie było mnie już tam. Siedziałam nad wodą płacząc. Z bólu,z tego,że nie ochroniłam przyjaciela i ze wstydu. Słyszałam nawoływanie "rodziny",jednak Up znalazł mnie dopiero wieczorem. Reszta rodziny najwyraźniej szukała gdzie indziej.
-Lotos...tu jesteś...chciałem ci coś powiedzieć...-Powiedział cicho.
<Co chcesz mi powiedzieć?>
-Przepraszam...
-Hę? Co ty do mnie gadasz?-Zapytał wkurzony szczeniak.
-P-przepraszam...-Powiedziałam jeszcze ciszej wystraszona coraz bardziej.
-Hej,chłopaki. Widzieliście to dziwadło? Mruczy coś dziwnego pod nosem...-Powiedział chwytając mnie za kark i podnosząc do góry. Skuliłam się jeszcze bardziej. Szczeniaki śmiały się ze mnie...bardzo...wtedy wkroczył Up.
-Hej! Zostawcie ją! Przeprosiła was przecież!-Powiedział...Shy mu wytłumaczyła co mówiłam...
-Co? Ja nie słyszałem żadnych przeprosin,a wy?-Zwrócił się do kolegów.
-Ale przeprosiła was! Puśćcie ją!-Powiedział.
-Bo co nam zrobisz,malcu?
-E-ej...jesteśmy w tym samym wieku...-Powiedział urażony.
-No i co z tego? Masz coś do mnie i moich ziomków?
-Tak,mam.-Wypiął klatkę piersiową na znak,że się ich nie boi.
-Hej,chłopaki,on nam skacze. Pokażmy mu gdzie jego miejsce.-Powiedzieli rzucając mną o drzewo i idąc w stronę Upa. Rzucili się na niego i zaczęli go gryźć i drapać. Patrzyłam przerażona co robią. Po chwili jednak zebrałam w sobie trochę odwagi i zanim mnie opuściła,byłam już między poszarpanym Upem,a "dresami".
-Czego tu? Ustaw się w kolejce,jak chcesz być następna.
-Z-zostawcie go...-Powiedziałam w miarę głośno.
-Bo co,mała? Jeśli zostaniesz moją dziewczyną,to przemyślę sprawę.-Szczeniaki zaczęły potwornie się śmiać.
-C-co to znaczy?-Zapytałam nie słyszawszy wcześniej tego słowa.
-Robisz z nas idiotów? Nie wiesz? W takim razie pokłoń się i przeproś.-Powiedział wilk. Up jęknął:
-L-lotos...nie...-Było to poniżenie siebie i swojej dumy. Przełknęłam ślinę i zaczęłam się obniżać,aż w końcu pokłoniłam się przed bandą.
-P-przepraszam was bardzo za moje zachowanie. Źle was oceniłam. Proszę,zostawcie Up'a i Shy.-Powiedziałam dość słyszalnie. W tym momencie wilk przygniótł moją głowę w ziemię.
-HAHAHAHAHHAAHAH! Naiwna jesteś!-Krzyknął.-CHŁOPCY,BIERZCIE ICH!-Zaczęli gryźć Up'a,kiedy ich przywódca miażdżył moją głowę. Kiedy skończyli z Upem,pogryźli mnie i poszli sobie. Shy podbiegła do nas krzycząc:
-Wszystko ok?-Płakała...
-T-tak.-Powiedział Up.-A ty,Lotos? Dziękuję,że...-Nie dokończył,bo nie było mnie już tam. Siedziałam nad wodą płacząc. Z bólu,z tego,że nie ochroniłam przyjaciela i ze wstydu. Słyszałam nawoływanie "rodziny",jednak Up znalazł mnie dopiero wieczorem. Reszta rodziny najwyraźniej szukała gdzie indziej.
-Lotos...tu jesteś...chciałem ci coś powiedzieć...-Powiedział cicho.
<Co chcesz mi powiedzieć?>
Od Shy Do Taty i Lotos
Kiedy wychyliłam się troszkę zobaczyłam swoje rodzeństwo i nową wilczycę była fajniejsza niż inne szczeniaki uznała bym ,że była taka jak ja kiedy wyszłam zobaczyłam ,że Lotos się do mnie uśmiecha kiedy chciałam do niej podejść przewróciłam się ale Jump mnie złapał ... Gdy pomógł mi wstać podeszłam dwa kroki do Lotos i gdy prawie upadłam wpadłam na nią i przytuliłam ją ...
- Jak masz na imię ? - zapytała
- ...
- Ja jestem Lotos ...
- A ja jestem Shy - powiedziałam tak cichutko ,że ledwo można było mnie usłyszeć ...
- Jak ? - zapytała
- Shy ... - powiedziałam ociupinikę głosiniej
- Jak powtórz ale głośniej ... - powiedziała
- Shy - powiedziałam już normalnie
- O jakie ładne imię - powiedziała - Czuję ,że się zaprzyjaźnimy
- Ja też - powiedziałam - Ale Up też będzie mógł się z nami przyjaźnić - Lotos spojrzała na Up'a i powiedziała :
- Jasne chodzi się pobawić - powiedziała ....
( Co dalej Lotos ?)
- Jak masz na imię ? - zapytała
- ...
- Ja jestem Lotos ...
- A ja jestem Shy - powiedziałam tak cichutko ,że ledwo można było mnie usłyszeć ...
- Jak ? - zapytała
- Shy ... - powiedziałam ociupinikę głosiniej
- Jak powtórz ale głośniej ... - powiedziała
- Shy - powiedziałam już normalnie
- O jakie ładne imię - powiedziała - Czuję ,że się zaprzyjaźnimy
- Ja też - powiedziałam - Ale Up też będzie mógł się z nami przyjaźnić - Lotos spojrzała na Up'a i powiedziała :
- Jasne chodzi się pobawić - powiedziała ....
( Co dalej Lotos ?)
Od Hachiko Do Temi i małej Lotos
Cieszyłem się ,że mam kolejne szczenię by pokazać jak bardzo się cieszę podszedłem do szczenięcia i wziąłem je na plecy ona się przytuliła a moje futro dawało jej ciepło było fajnie ...
Kiedy dotarliśmy do mojej jaskini w progu stał Jump . Przywitał ładnie rodzeństwo oraz nową siostrę kiedy po chwili szczenięta pytały się gdzie jest Shy ... Kiedy Lotos zajrzała za posłanie Up'a powiedziała :
- Jest tam kto ? - szczenięta stanęły za Lotos a ona powiedziała : - Dajcie jej troszkę tlenu ... - na te słowa szczenięta odsunęły się a zza posłania było widać białą poruszającą się kuleczkę ...
( Shy coś się stało ? )
Kiedy dotarliśmy do mojej jaskini w progu stał Jump . Przywitał ładnie rodzeństwo oraz nową siostrę kiedy po chwili szczenięta pytały się gdzie jest Shy ... Kiedy Lotos zajrzała za posłanie Up'a powiedziała :
- Jest tam kto ? - szczenięta stanęły za Lotos a ona powiedziała : - Dajcie jej troszkę tlenu ... - na te słowa szczenięta odsunęły się a zza posłania było widać białą poruszającą się kuleczkę ...
( Shy coś się stało ? )
Od Temi CD Leo
Następnego dnia,z samego rana przyszedł do mnie Hachi.
-Witaj Tenebris. Mam dobre wieści! Możecie mieszkać ze mną!
-Tak się cieszę!-Przytuliłam Hachiego.
-Pakuj się i idziemy!
-Już,już. Dzieci! Przeprowadzamy się do taty! Pakujcie się!-Krzyknęłam.
-Ale super!-Wykrzyknęły wybiegając ze swoich pokoi. Tylko z jednego nie wyszedł jeden szczeniak. Podeszłam do jej pokoju.
-Co się stało Lotos?-Zapytałam.
-B-boję się...
-Czego?
-Ż-że ten pan mnie nie zaakceptuje...i...nowego miejsca...
-Nie masz się czego bać. Hachico jest bardzo dobrym wilkiem. Na pewno się ucieszy,że ma więcej wilków do kochania. Chodź...córeczko.-Powiedziałam z uśmiechem.
-C-córeczko...-Szepnęła do siebie Lotos wychodząc.
-A to co za mały brzdąc?-Zapytał Hachi przyglądając się nowemu członkowi rodziny.
-To nasza nowa córka. Znalazłam ją w lesie i przygarnęłam. Ma na imię Lotos.
-Hmm...-Na pysku Lotos malowało się napięcie i przerażenie.-Witaj w rodzinie,Lotos.-Uśmiechnął się Hachi. Córeczka się ucieszyła.
<Co dalej Hachi?>
-Witaj Tenebris. Mam dobre wieści! Możecie mieszkać ze mną!
-Tak się cieszę!-Przytuliłam Hachiego.
-Pakuj się i idziemy!
-Już,już. Dzieci! Przeprowadzamy się do taty! Pakujcie się!-Krzyknęłam.
-Ale super!-Wykrzyknęły wybiegając ze swoich pokoi. Tylko z jednego nie wyszedł jeden szczeniak. Podeszłam do jej pokoju.
-Co się stało Lotos?-Zapytałam.
-B-boję się...
-Czego?
-Ż-że ten pan mnie nie zaakceptuje...i...nowego miejsca...
-Nie masz się czego bać. Hachico jest bardzo dobrym wilkiem. Na pewno się ucieszy,że ma więcej wilków do kochania. Chodź...córeczko.-Powiedziałam z uśmiechem.
-C-córeczko...-Szepnęła do siebie Lotos wychodząc.
-A to co za mały brzdąc?-Zapytał Hachi przyglądając się nowemu członkowi rodziny.
-To nasza nowa córka. Znalazłam ją w lesie i przygarnęłam. Ma na imię Lotos.
-Hmm...-Na pysku Lotos malowało się napięcie i przerażenie.-Witaj w rodzinie,Lotos.-Uśmiechnął się Hachi. Córeczka się ucieszyła.
<Co dalej Hachi?>
Od Limo Do Timore
- Nie nawet nie mam zamiaru was śledzić ... od samego początku kiedy dowiedziałem się ,że wróciłaś postanowiłem ci powiedzieć bardzo ważną rzecz którą jest ... - przerwała mi
- Tak miłość do mnie ... odpuść Limo ...
- Co ty gadasz ja wyruszam w poszukiwanie bratniej duszy ... ponieważ ty się zmieniłaś już się nie śmiejesz nie ty przebywasz już z innymi wilkami które mają inne zachowanie wrócę albo i nie wybieram się w góry "Złamanego Kła " ...
- CO ? - zapytała - Przecież nie dożyjesz tylu lat sam ... Ledwo ja bym dała rady
- Właśnie nie potrzebuje już ciebie i miłości ... ponieważ ty nauczyłaś mnie ,że miłość nie jest nic warta - powiedziałem i odszedłem ...
- Tak miłość do mnie ... odpuść Limo ...
- Co ty gadasz ja wyruszam w poszukiwanie bratniej duszy ... ponieważ ty się zmieniłaś już się nie śmiejesz nie ty przebywasz już z innymi wilkami które mają inne zachowanie wrócę albo i nie wybieram się w góry "Złamanego Kła " ...
- CO ? - zapytała - Przecież nie dożyjesz tylu lat sam ... Ledwo ja bym dała rady
- Właśnie nie potrzebuje już ciebie i miłości ... ponieważ ty nauczyłaś mnie ,że miłość nie jest nic warta - powiedziałem i odszedłem ...
wtorek, 21 października 2014
Od Leo ( Ojca ) do Temi
- Haahhaha ! - zacząłem się śmiać
- O co ci chodzi najpierw zabraniasz mi się widywać z twoim synem a nikim mężem a teraz się śmiejesz ?!
- Takk ...- ptarłem łzę
- No dobrze ale czemu ojcze ?
- Ehh nie rozumiesz musiałem sprawdzić czy kochasz na tyle swojego męża by przyjść tu do mnie i postawić mi się ...
- Czyli to był sprawdzian ? - zapytała
- Tak ... Bo zobacz czy ja wyglądam na jakiegoś bezdusznego palanta ?
- No nie ...
- To czemu się nie cieszysz daje ci i mojemu synu błogosławieństwo ...
- Czyli możemy razem mieszkać ?
- Nie ...
- Czy to kolejny żart ?
- Nie ...
- A-ale czemu ?
- Ponieważ tu się urodził i tu umrze - powiedIqlem staniwczo pokaując łapą na ziemię
- No dobrze ale będzie mogili się widywać ?
- Oczywiście
- dziękuje - powiedziała rzucając mi się na szyje i przewracając mnie po chwili już jej nie było
( Co dalej ? )
- No dobrze ale będzie mogili się widywać ?
- Oczywiście
- dziękuje - powiedziała rzucając mi się na szyje i przewracając mnie po chwili już jej nie było
( Co dalej ? )
poniedziałek, 20 października 2014
Od Tenebris
Kiedy z samego rana wyszłam z jaskini,w watasze poczułam nowy,obcy zapach. Pobiegłam więc czym prędzej do jego źródła. Gdy dotarłam na miejsce,zobaczyłam małego,płaczącego szczeniaka.
Powoli podeszłam do niego i położyłam mu łapę na ramieniu. Młode jak oparzone odskoczyło ode mnie.
-Kim jesteś?-Zapytało przerażone.
-Nie masz się czego bać. Nic ci nie zrobię...jak masz na imię?
-L-lotos...a pani?-Zapytała niepewnie. Zaśmiałam się.
-Ja mam na imię Tenebris. Gdzie twoi rodzice?
-M-moi...rodzice?-W tym momencie,jej źrenice się pomniejszyły,z oczu znowu popłynęły łzy i schowała pyszczek między łapkami.
-No już,już...jeśli chcesz...możemy ich poszukać.-Znów położyłam jej łapę na plecach.
-N-nie...nie ma kogo szukać...-Powiedziała z bólem.
-Tak mi przykro...-Wyszeptałam.-Jeśli chcesz,możesz zamieszkać u mnie. Mam szczeniaki,więc będziesz miała towarzystwo.
-N-nie potrzebuję współczucia...-Powiedziała to tak żałosnym głosem,jakby błagała o pomoc.
-No już...chodź do mnie...-Od tamtej pory,mała Lotos należała do naszej rodziny. Dzieci trochę się z niej podśmiewały,ale miała jednego przyjaciela.
Powoli podeszłam do niego i położyłam mu łapę na ramieniu. Młode jak oparzone odskoczyło ode mnie.
-Kim jesteś?-Zapytało przerażone.
-Nie masz się czego bać. Nic ci nie zrobię...jak masz na imię?
-L-lotos...a pani?-Zapytała niepewnie. Zaśmiałam się.
-Ja mam na imię Tenebris. Gdzie twoi rodzice?
-M-moi...rodzice?-W tym momencie,jej źrenice się pomniejszyły,z oczu znowu popłynęły łzy i schowała pyszczek między łapkami.
-No już,już...jeśli chcesz...możemy ich poszukać.-Znów położyłam jej łapę na plecach.
-N-nie...nie ma kogo szukać...-Powiedziała z bólem.
-Tak mi przykro...-Wyszeptałam.-Jeśli chcesz,możesz zamieszkać u mnie. Mam szczeniaki,więc będziesz miała towarzystwo.
-N-nie potrzebuję współczucia...-Powiedziała to tak żałosnym głosem,jakby błagała o pomoc.
-No już...chodź do mnie...-Od tamtej pory,mała Lotos należała do naszej rodziny. Dzieci trochę się z niej podśmiewały,ale miała jednego przyjaciela.
Od Timore CD Limo
Biegliśmy razem jak za starych dobrych czasów. Nie czuło się tego,że nie widzieliśmy się 2,5 lat. W sumie,to nie jest aż tak dużo. W pewnym momencie,wpadł na mnie Limo. Zatrzymałam Nukę łapą i zrzuciłam z siebie wilka.
-Co tu robisz?-Zapytałam rozdrażniona.
-Yyyy...ten...tego....
<Co tu robisz Limo? Śledzisz mnie?>
-Co tu robisz?-Zapytałam rozdrażniona.
-Yyyy...ten...tego....
<Co tu robisz Limo? Śledzisz mnie?>
Od Tenebris CD Up'a
Zdenerwowałam się. Powiedziałam dzieciom,żeby zostały w jaskini i poszłam do Hachico. Up też został. Miał pilnować reszty. Kiedy tylko weszłam na teren watahy Brothers,zaskoczyły mnie wilki. Prawdopodobnie byli członkami tej watahy. Poprosiłam,by zaprowadzili mnie do...ojca. Nie chętnie,ale się zgodzili.
-Więc złamałaś moją zasadę? Jesteś na prawdę złą córką.-Mruknął teść.
-Twoje zasady są błędne.-Powiedziałam.
-Ach tak? Dlaczego niby?
-Ranią innych. Nie pozwalają uszczęśliwić twojej rodziny...
-Jestem ojcem. Ja sam uszczęśliwiam rodzinę. Ja im wystarczę. A ty nie masz czego tu szukać.
-W takim razie,jestem częścią rodziny,prawda? Jak możecie zabraniać nam się spotykać? Jesteśmy dorośli i my decydujemy o własnym losie. Nie nasi rodzice. Nie masz prawa trzymać Hachiego na siłę w tej watasze,ani zabronić mi go odwiedzać. Tak samo jak jemu mnie. Nasze watahy się nachodzą. Są praktycznie jednym. Stały się jednym od czasu,kiedy pierwsze wilki się zakochały i złączyły z różnych tych watah. Oni ją połączyli już dawno. Rób ze mną co chcesz,ale daj żyć normalnie Hachiemu i naszym dzieciom. Powiem wprost. Twoje metody są złe.-Powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
<Co odpowiedziałeś staruszku?>
-Więc złamałaś moją zasadę? Jesteś na prawdę złą córką.-Mruknął teść.
-Twoje zasady są błędne.-Powiedziałam.
-Ach tak? Dlaczego niby?
-Ranią innych. Nie pozwalają uszczęśliwić twojej rodziny...
-Jestem ojcem. Ja sam uszczęśliwiam rodzinę. Ja im wystarczę. A ty nie masz czego tu szukać.
-W takim razie,jestem częścią rodziny,prawda? Jak możecie zabraniać nam się spotykać? Jesteśmy dorośli i my decydujemy o własnym losie. Nie nasi rodzice. Nie masz prawa trzymać Hachiego na siłę w tej watasze,ani zabronić mi go odwiedzać. Tak samo jak jemu mnie. Nasze watahy się nachodzą. Są praktycznie jednym. Stały się jednym od czasu,kiedy pierwsze wilki się zakochały i złączyły z różnych tych watah. Oni ją połączyli już dawno. Rób ze mną co chcesz,ale daj żyć normalnie Hachiemu i naszym dzieciom. Powiem wprost. Twoje metody są złe.-Powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
<Co odpowiedziałeś staruszku?>
niedziela, 19 października 2014
Od Up'a Do Matki
Było mi smutno ale musiałem przekazać tą wiadomość więc zacząłem : ' Witam moją córeczkę widzę ,że nie podobają ci się zasady watahy 'Brothers in Arms' rozumiem ale wiesz nie wiem czy ci się to spodoba jak już nigdy nie zobaczysz swojego męża no i dzieci nie będę im robiły krzywdy po prostu zabronię ci wchodzić na te tereny mojej watahy tak samo nikt z mojej watahy nie będzie wchodził do ciebie pozdrawia Teść a i to nie moje zasady tylko twojej matki ' : Gdy skończyłem matka miała ogromne zapłakane oczy ...
( Co ty na to matko ?)
( Co ty na to matko ?)
Od Limo Do Timore
- Żyjesz - krzyknąłem kiedy chciałem podbiec uczeń Timore mnie zatrzymał i nie pozwolił mi się zbliżyć kiedy Corpoise też podbiegł on zatrzymał go ... Po paru minutach podeszła Sithus ją przepuścił ona powiedziała :
- Dobra robota Nuka powinieneś zostać lekarzem i prywatnym obrońcą Timore - uśmiechnęła się ja przekręciłem oczami ...
- Widać ,że wszystko się ładnie zagoiło ... - powiedziała Sithus ściągając bandaże Timore ... - No wstawaj ... - powiedziała do Timore ona kuśtykała przez chwile a gdy już się rozchodziła pobiegła do lasu za nią pobiegł Nuka ...
( Co u was ? )
- Dobra robota Nuka powinieneś zostać lekarzem i prywatnym obrońcą Timore - uśmiechnęła się ja przekręciłem oczami ...
- Widać ,że wszystko się ładnie zagoiło ... - powiedziała Sithus ściągając bandaże Timore ... - No wstawaj ... - powiedziała do Timore ona kuśtykała przez chwile a gdy już się rozchodziła pobiegła do lasu za nią pobiegł Nuka ...
( Co u was ? )
Od Temi Cd Hachiego
-Powiedz ojcu,że mogę ustąpić,jednakże nawet jeśli zamieszkałby u mnie,nie oznaczało by to,że odszedł z watahy. Poza tym,co to za rodzina,która nie pozwala odejść z watahy i zabija tych,dla których to robi? To głupie. Z pozdrowieniami,mama.-Po jakimś czasie zdyszany już Up przybiegł do mnie. Zaśmiałam się,przeprosiłam,ze jest naszym gołębiem pocztowym i odsłuchałam wiadomość:
<Jak ona brzmiała?>
<Jak ona brzmiała?>
Od Timore CD Meteora i Nuki
Kiedy rano się obudziłam,powoli wyjadały mnie sępy...miałam strasznie poharatane ciało przez ich ostre dzioby. Podniosłam się u odgoniłam ptaszyska.
-JESZCZE NIE UMARŁAM.-Krzyknęłam wścieka i smutna. Owinęłam rany bandażem i poszłam dalej. Kiedy dotarłam na tereny watahy,byłam umierająca,a wataha wydawała się być nie do poznania. Kiedy kuśtykałam oglądając ją,wyczułam znajomy zapach i znajomy głos,który ucichł. Autor tego głosu najwyraźniej mnie zobaczył. Powoli odwróciłam wzrok w lewą stronę. Ku moim oczom ukazał się Nuka...i Izabelle. Przez chwilę stał oszołomiony. Jak wyryty. Jego źrenice były małe,a dolna warga drżała. Oczy zaszkliły się. Ja też byłam zszokowana i nie mogłam się ruszyć...
-Ti-mo-re.-Wyszeptał.
-Wy się znacie?-Zapytała Izabelle.
-To...moja...mistrzyni...-Wydukał.
-ONA?! TWOJĄ....MISTRZYNIĄ?! Ok...lepiej zostawię was samych...-Powiedziała i uciekła. Umiała wyczuć atmosferę. Jako pierwsza wytrzeźwiałam i powiedziałam podchodząc udając,że nic mnie nie boli.
-No,bez przesady. Od kiedy to jestem nazywana mistrzynią,a nie starą babą...szczeniaku?-Uśmiechnęłam się. Nuka zaczął powoli do mnie podchodzić. Dalej był strasznie sztywny. Zatrzymałam się.
-No powiedz coś! Rzuć się na mnie z płaczem! Ciesz się,bądź wściekły,że cię nie zdołałam ochronić!-Powiedziałam. Po policzku spłynęła mi łza. Za nią poleciała druga z drugiego policzka. Nuka zatrzymał się przede mną i położył mi łapę na policzku.
-Znalazłem cię.-Wyszeptał. Z jego oczu zaczęły lać się łzy. Rzuciłam się na niego i przytuliłam mocno ściskając.
-Nigdy więcej mi tego nie rób...-Wyszeptałam.-Nigdy więcej...-Wtedy upadłam,a przed moimi oczami stanęła ciemność...w tle słyszałam rozpaczliwy głos Nuki,który dopiero teraz zauważył w jak bardzo tragicznym byłam stanie. Krzyknął przerażonym jękiem i zaczął wykrzykiwać moje imię...
Kiedy się obudziłam,leżałam z mojej jaskini,w łóżku. Obok łóżka leżał Nuka. Czuwał. A trochę dalej leżeli Corpoise i Limo. Melody leżała w swoim łóżku,a obok niej leżała Sithus. Byłam cała zabandażowana,a na jednej z półek leżał mój plecak. Jak tylko się poruszyłam,Nuka zerwał się z miejsca i już był przy mnie.
-Timore...tak się martwiłem.
-Ile byłam nieprzytomna?-Zapytałam.
-M-miesiąc...-Powiedział smutno.
-Ile nie było mnie w watasze?
-Limo i Corpoise mówią,że 6 lat...
-Więc straciłam 24 miesiące bezczynnie leżąc?-Zapytałam sama siebie. To wynikało z tego iż moje wszystkie omdlenia przez utratę krwi trwały łącznie 24 miesiące. Cud,że przeżyłam. W tym momencie Limo i Corpoise się obudzili.
<Co dalej chłopaki?>
-JESZCZE NIE UMARŁAM.-Krzyknęłam wścieka i smutna. Owinęłam rany bandażem i poszłam dalej. Kiedy dotarłam na tereny watahy,byłam umierająca,a wataha wydawała się być nie do poznania. Kiedy kuśtykałam oglądając ją,wyczułam znajomy zapach i znajomy głos,który ucichł. Autor tego głosu najwyraźniej mnie zobaczył. Powoli odwróciłam wzrok w lewą stronę. Ku moim oczom ukazał się Nuka...i Izabelle. Przez chwilę stał oszołomiony. Jak wyryty. Jego źrenice były małe,a dolna warga drżała. Oczy zaszkliły się. Ja też byłam zszokowana i nie mogłam się ruszyć...
-Ti-mo-re.-Wyszeptał.
-Wy się znacie?-Zapytała Izabelle.
-To...moja...mistrzyni...-Wydukał.
-ONA?! TWOJĄ....MISTRZYNIĄ?! Ok...lepiej zostawię was samych...-Powiedziała i uciekła. Umiała wyczuć atmosferę. Jako pierwsza wytrzeźwiałam i powiedziałam podchodząc udając,że nic mnie nie boli.
-No,bez przesady. Od kiedy to jestem nazywana mistrzynią,a nie starą babą...szczeniaku?-Uśmiechnęłam się. Nuka zaczął powoli do mnie podchodzić. Dalej był strasznie sztywny. Zatrzymałam się.
-No powiedz coś! Rzuć się na mnie z płaczem! Ciesz się,bądź wściekły,że cię nie zdołałam ochronić!-Powiedziałam. Po policzku spłynęła mi łza. Za nią poleciała druga z drugiego policzka. Nuka zatrzymał się przede mną i położył mi łapę na policzku.
-Znalazłem cię.-Wyszeptał. Z jego oczu zaczęły lać się łzy. Rzuciłam się na niego i przytuliłam mocno ściskając.
-Nigdy więcej mi tego nie rób...-Wyszeptałam.-Nigdy więcej...-Wtedy upadłam,a przed moimi oczami stanęła ciemność...w tle słyszałam rozpaczliwy głos Nuki,który dopiero teraz zauważył w jak bardzo tragicznym byłam stanie. Krzyknął przerażonym jękiem i zaczął wykrzykiwać moje imię...
Kiedy się obudziłam,leżałam z mojej jaskini,w łóżku. Obok łóżka leżał Nuka. Czuwał. A trochę dalej leżeli Corpoise i Limo. Melody leżała w swoim łóżku,a obok niej leżała Sithus. Byłam cała zabandażowana,a na jednej z półek leżał mój plecak. Jak tylko się poruszyłam,Nuka zerwał się z miejsca i już był przy mnie.
-Timore...tak się martwiłem.
-Ile byłam nieprzytomna?-Zapytałam.
-M-miesiąc...-Powiedział smutno.
-Ile nie było mnie w watasze?
-Limo i Corpoise mówią,że 6 lat...
-Więc straciłam 24 miesiące bezczynnie leżąc?-Zapytałam sama siebie. To wynikało z tego iż moje wszystkie omdlenia przez utratę krwi trwały łącznie 24 miesiące. Cud,że przeżyłam. W tym momencie Limo i Corpoise się obudzili.
<Co dalej chłopaki?>
Od Up Do Taty i Matki
Gdy biegłem w głowie miałem słowa taty które krążyły mi i nie miały dla mnie sensu kiedy dobiegłem do jaskni mamy moje siostry mnie otoczyły ... po dłuższym czasie zobaczyła mnie również matka kiedy zabrała dziewczyny spytała :
- Co tu robisz synku ?
- Matko mam dla ciebie złą wiadomość ...
- Co się stało ? To coś tacie czy Shy ? A może obojgu ? - zaczęła panikować a z nią siostry .
- NIE !!! Tata kazał przekazać matce ważną wiadomość ...
- Ok powiedz mi ...
- Ghmm ... - chrypłem by matka dobrze mnie zrozumiała - Więc tak cytuję : ' Moja kochana kazałem Up'ie przylecieć tu by przekazać ci bardzo ważną wiadomość ... możesz pomyśleć ,że jestem chamem gburem i najgorszym stworzeniem na ziemi gorszym od człowieka ale wiedz ,że nie mogę z tobą zamieszkać ... kiedy ja opuścił bym moją watahę to jakbym wyrzekł się mojej rodzonej rodziny a oni zabiją wilki dla których to robię przepraszam ... ' - kiedy skończyłem matka się rozpłakała
(Co dalej ? )
- Co tu robisz synku ?
- Matko mam dla ciebie złą wiadomość ...
- Co się stało ? To coś tacie czy Shy ? A może obojgu ? - zaczęła panikować a z nią siostry .
- NIE !!! Tata kazał przekazać matce ważną wiadomość ...
- Ok powiedz mi ...
- Ghmm ... - chrypłem by matka dobrze mnie zrozumiała - Więc tak cytuję : ' Moja kochana kazałem Up'ie przylecieć tu by przekazać ci bardzo ważną wiadomość ... możesz pomyśleć ,że jestem chamem gburem i najgorszym stworzeniem na ziemi gorszym od człowieka ale wiedz ,że nie mogę z tobą zamieszkać ... kiedy ja opuścił bym moją watahę to jakbym wyrzekł się mojej rodzonej rodziny a oni zabiją wilki dla których to robię przepraszam ... ' - kiedy skończyłem matka się rozpłakała
(Co dalej ? )
Od Hachko Do Luny
Rano wstałem ponieważ przyśniło mi się ,że Temi się coś stało .... kochałem ją ale ona nie rozumiała co może się stać jak oddejdę od watahy więc powiedziałem Up'ie ,żeby poszedł do mamy i powiedział to co mu powiem kiedy to mu wyszeptałem na ucho on pobiegł ..
( Jak tam Up ?)
( Jak tam Up ?)
Od Nuki CD Izy
W połowie drogi przez namawianie Izy i mój wybór postanowiliśmy przejść tereny,które planowaliśmy. Kiedy wróciliśmy tydzień temu,czekała mnie niespodzianka...
<Co dalej Timore?>
<Co dalej Timore?>
Od Tenebris CD Hachiego
-Luna,czemu wyszłaś bez mojej zgody? Mogło ci się coś stać...-Powiedziała zatroskana.
-Tata mówi,że...och.-Z jej pyska wypadła mała piłeczka,którą trzymała po przyjściu. Leżała obok niej,ale nie znalazła jej. Podałam piłkę wilczycy.
-Kochanie...dlaczego nie zauważyłaś tej piłki,skoro była obok ciebie?
-Bo..ja...n-nie widzę...-Powiedziała.
-Och skarbie...-Przytuliłam ją.-To nic.-Szepnęłam.-To nic...poradzimy sobie z tym razem.
W nocy nie mogłam spać. Długo płakałam przez to,że Hachi nie chce wrócić i tak zachował się,jak zachował...myliłam się co do niego...jednak nie jest tak wspaniały jak myślałam...zmienił się odkąd pojawiły się szczeniaki...nie takiego Hachiego pokochałam....
<Co dalej?>
-Tata mówi,że...och.-Z jej pyska wypadła mała piłeczka,którą trzymała po przyjściu. Leżała obok niej,ale nie znalazła jej. Podałam piłkę wilczycy.
-Kochanie...dlaczego nie zauważyłaś tej piłki,skoro była obok ciebie?
-Bo..ja...n-nie widzę...-Powiedziała.
-Och skarbie...-Przytuliłam ją.-To nic.-Szepnęłam.-To nic...poradzimy sobie z tym razem.
W nocy nie mogłam spać. Długo płakałam przez to,że Hachi nie chce wrócić i tak zachował się,jak zachował...myliłam się co do niego...jednak nie jest tak wspaniały jak myślałam...zmienił się odkąd pojawiły się szczeniaki...nie takiego Hachiego pokochałam....
<Co dalej?>
Od Hachiko Do Temi
Rano wstałem i gdy wróciłem z zdobyczą dzieciaki już się bawiły ale z nimi był jeszcze jeden wilczek była to Luna musiała dojść tu po moim zapachu dałem jej jedzenie ona powiedziała :
- Tato wróć do mnie i do sióstr no i do mamy ....
- Grrr - zawarczałem - ani mi się śni nie będę wracał do niej nie będę na jej utrzymaniu możemy być razem spotykać się ze sobą i inne takie ale nie mieszkać tam nie zamierzam nie zdradzę ojca i mojej rodziny ...
- To ja mam wujków ?
- Tak i to nie mało ...
- Ale ?
- Jeżeli chcesz możesz zostać ale nie musisz ..
- Zastanowię się a teraz idę do mamy paa - powiedziała i pobiegła ja bawiłem się z dziećmi
( A co tam u ciebie Luna ? )
- Tato wróć do mnie i do sióstr no i do mamy ....
- Grrr - zawarczałem - ani mi się śni nie będę wracał do niej nie będę na jej utrzymaniu możemy być razem spotykać się ze sobą i inne takie ale nie mieszkać tam nie zamierzam nie zdradzę ojca i mojej rodziny ...
- To ja mam wujków ?
- Tak i to nie mało ...
- Ale ?
- Jeżeli chcesz możesz zostać ale nie musisz ..
- Zastanowię się a teraz idę do mamy paa - powiedziała i pobiegła ja bawiłem się z dziećmi
( A co tam u ciebie Luna ? )
Od Izy Do Nuki
- Wow naprawdę twoja mistrzyni była wspaniała ..
- tak ale nie od początku ...
- A jaka ona była ?
- Była ... - całą noc mówił mi o niej kiedy rano się obudziłam leżałam na czymś co się rusza na czymś brązowym był to grzbiet Nuki ... Zeskoczyłam robiąc dwa piruety i lądując tuż przed jego pyskiem ...
- Czemu wracamy do watahy ?
- Czuje ,że ona mogła wrócić ...
- Ale ...
- Po prostu chodzi ... - powiedział
(Co dalej ? )
- tak ale nie od początku ...
- A jaka ona była ?
- Była ... - całą noc mówił mi o niej kiedy rano się obudziłam leżałam na czymś co się rusza na czymś brązowym był to grzbiet Nuki ... Zeskoczyłam robiąc dwa piruety i lądując tuż przed jego pyskiem ...
- Czemu wracamy do watahy ?
- Czuje ,że ona mogła wrócić ...
- Ale ...
- Po prostu chodzi ... - powiedział
(Co dalej ? )
Od Temi CD Hachiego
Hachi zachował się jak idiota...to było miłe,że zaproponował swoją jaskinię,ale to w jaki sposób kazał mi wybierać...Wtedy zobaczyłam światło za zaroślami. Podeszłam i odsłoniłam je...właśnie odkryłam większą część mojej jaskini. Teraz na pewno się zmieścimy. Powiedziałam o tym telepatycznie Hachiemu.
<Co ty na to?>
<Co ty na to?>
Od Nuki CD Izy
Zaimponowało mi to,jak włada mieczem,ale zdziwiło to,że miecza nie posiada. Rozmyślania przerwała mi Izy.
-Teraz ty pokaż co potrafisz.-Zaśmiała się rzucając we mnie mieczem...ostrze było skierowane w moją stronę,kiedy miecz leciał. Ominąłem go i chwyciłem za rączkę w locie. Izy spojrzała z uznaniem. Zacząłem więc show. Kiedy skończyłem Izy stała jeszcze zapatrzona.
-Kochasz to co robisz...-W końcu wyszeptała.-Wyglądałeś jakbyś tańczył z tym ostrzem...jakby był innym wilkiem...
-Wiesz...to ostrze dostałem od mojej mistrzyni...jest dla mnie cenniejsze niż życie...
-Dlatego je tak delikatnie trzymasz...
-Heh. Bez przesady. Dbam o nie...bardzo,ale miecz jest to obrony i walki. Nie wolno go oszczędzać. Ona potwierdziłaby moje słowa.
<Co dalej Izy?>
-Teraz ty pokaż co potrafisz.-Zaśmiała się rzucając we mnie mieczem...ostrze było skierowane w moją stronę,kiedy miecz leciał. Ominąłem go i chwyciłem za rączkę w locie. Izy spojrzała z uznaniem. Zacząłem więc show. Kiedy skończyłem Izy stała jeszcze zapatrzona.
-Kochasz to co robisz...-W końcu wyszeptała.-Wyglądałeś jakbyś tańczył z tym ostrzem...jakby był innym wilkiem...
-Wiesz...to ostrze dostałem od mojej mistrzyni...jest dla mnie cenniejsze niż życie...
-Dlatego je tak delikatnie trzymasz...
-Heh. Bez przesady. Dbam o nie...bardzo,ale miecz jest to obrony i walki. Nie wolno go oszczędzać. Ona potwierdziłaby moje słowa.
<Co dalej Izy?>
Od Natural Do Meteora i przerażonych szczeniaków
- Dzieci nie bójcie się to jest jak bieg geparda będzie fajnie zaufajcie mi dobrze ?
- Pani Zawsze Mu NIE !!! - krzyknęły szczeniaki przytulając się do mnie
- Ejj dziś ten pan będzie was uczył i tylko raz ... - powiedziałam
- Ok a będzie pani z nami ?
- Jeżeli pan się zgodzi ? - spojrzałam na Meteora
( Co ty na to ? )
- Pani Zawsze Mu NIE !!! - krzyknęły szczeniaki przytulając się do mnie
- Ejj dziś ten pan będzie was uczył i tylko raz ... - powiedziałam
- Ok a będzie pani z nami ?
- Jeżeli pan się zgodzi ? - spojrzałam na Meteora
( Co ty na to ? )
Od Meteora CD Natural
-Alpha poprosiła mnie,abym dzisiaj zastąpił jednego wilka z w-f-u...nie wińcie mnie jak dzieciaki będą wykończone...-Szczeniaki spojrzały przerażone. Ja się zaśmiałem.
<Co u Ciebie Timore?>
<Co u Ciebie Timore?>
Od Hachiko Do Temi
- N-naprawdę ?
- Tak ...
- Więc panu już dziękujemy a no więc .... ty będziesz Up :
- A ty mała będziesz ... Shy
- Świetnie - powiedziała ... - Ale wiesz my tu się wszyscy nie pomieścimy ... - powiedziała rozpacznym głosem
- Zamieszkajcie u mnie ...
- Ale to inna wataha a ja chcę zostać w tej ...
- Albo tam albo nigdzie -powiedziałem
- Co ty mówisz ?
- Wieś swoje szczeniaki ja biorę Jumb'a i Shay a ty rób co chcesz jeżeli chcesz wiesz gdzie mnie szukać ... powiedziałem i wrzuciłem na plecy Jump'a a Shy wziąłem w pysk i pobiegłem za tereny watahy Hope ... Teraz czekam na jej odpowiedz - powiedziałem w myślach
( Co dalej ? )
- Tak ...
- Więc panu już dziękujemy a no więc .... ty będziesz Up :
- A ty mała będziesz ... Shy
- Świetnie - powiedziała ... - Ale wiesz my tu się wszyscy nie pomieścimy ... - powiedziała rozpacznym głosem
- Zamieszkajcie u mnie ...
- Ale to inna wataha a ja chcę zostać w tej ...
- Albo tam albo nigdzie -powiedziałem
- Co ty mówisz ?
- Wieś swoje szczeniaki ja biorę Jumb'a i Shay a ty rób co chcesz jeżeli chcesz wiesz gdzie mnie szukać ... powiedziałem i wrzuciłem na plecy Jump'a a Shy wziąłem w pysk i pobiegłem za tereny watahy Hope ... Teraz czekam na jej odpowiedz - powiedziałem w myślach
( Co dalej ? )
Od Temi CD Hachiego
Pewnej nocy zaczęłam rodzić. Spanikowany Hachi (jak to zwykle bywa z nowymi ojcami) poleciał po doktora. Jednak gdy przybyli,było po wszystkim. Obok mnie spało stadko szczeniaków.
-Kilka już nazwałam.-Szepnęłam.-Ta ma na imię Cheria.-Wskazałam małą,białą kulkę futra.
-Ona będzie miała na imię Lotos.
-A ten szczeniak.-Zaśmiałam się.-Będzie się zwał Cristopher. Czyli Cris.-Pokazałam czarną samiczkę
-I jeszcze ten. Ona będzie miała na imię Luna.-Wskazałam odosobnionego,czarnego szczeniaka przysuwając go do reszty.
-Ty nazwij pozostałe.-Liznęłam go w policzek.
<Co dalej?>
-Kilka już nazwałam.-Szepnęłam.-Ta ma na imię Cheria.-Wskazałam małą,białą kulkę futra.
-Ona będzie miała na imię Lotos.
-A ten szczeniak.-Zaśmiałam się.-Będzie się zwał Cristopher. Czyli Cris.-Pokazałam czarną samiczkę
-I jeszcze ten. Ona będzie miała na imię Luna.-Wskazałam odosobnionego,czarnego szczeniaka przysuwając go do reszty.
-Ty nazwij pozostałe.-Liznęłam go w policzek.
<Co dalej?>
Od Izy Do Nuki
- Chyba nie ... - powiedziałam
- Wiesz ,że nie musisz tego robić .... Ja nie chcę cię na nic narażać ...
- Obiecuję ,że nie będziesz musiał - powiedziałam i wystartowałam w górę leciałam nad nim ...
Kiedy nastał wieczór rozpaliliśmy ognisko i oglądaliśmy mapę kiedy Nuka powiedział :
- Dziękuje ,że to właśnie ty jesteś moją towarzyszką ....
- Nie ma sprawy ... Czasem trzeba się ruszyć z domu ...
-O ile wiem jesteś Sport-męką dla ciebie to żaden wyczyn- powiedział uśmiechając się
- Tak równie dobrze władam mieczem ... -uśmiechnęłam się
- Tak a pokarz co potrafisz ... - powiedział
- Ok ... ale pożycz mi swój miecz ... - on wyją go z pochwy i rzucił mi go ja bez błędu zaczęłam skakać i wykonywać różne triki ... Kiedy skończyłam on powiedział :
- Jesteś całkiem niezła ...
( O czym pomyślałeś Nuka ? )
- Wiesz ,że nie musisz tego robić .... Ja nie chcę cię na nic narażać ...
- Obiecuję ,że nie będziesz musiał - powiedziałam i wystartowałam w górę leciałam nad nim ...
Kiedy nastał wieczór rozpaliliśmy ognisko i oglądaliśmy mapę kiedy Nuka powiedział :
- Dziękuje ,że to właśnie ty jesteś moją towarzyszką ....
- Nie ma sprawy ... Czasem trzeba się ruszyć z domu ...
-O ile wiem jesteś Sport-męką dla ciebie to żaden wyczyn- powiedział uśmiechając się
- Tak równie dobrze władam mieczem ... -uśmiechnęłam się
- Tak a pokarz co potrafisz ... - powiedział
- Ok ... ale pożycz mi swój miecz ... - on wyją go z pochwy i rzucił mi go ja bez błędu zaczęłam skakać i wykonywać różne triki ... Kiedy skończyłam on powiedział :
- Jesteś całkiem niezła ...
( O czym pomyślałeś Nuka ? )
Od Natural Do Timore
Z dnia na dzień wataha zmieniała się nieodpoznania a ja byłam szczęśliwa ,że moi podopieczni ze szkoły dla szczeniąt mnie słuchają i lubią mnie z każdym dniem przychodziłam do pracy wiedząc ,że dzieci będą grzecznie czekać na każdy dzień z nowymi wiadomościami o świecie i naturze jaka ich otacza ... Ten dzień miał zmienić moje ,życie do klasy wszedł wysoki czarny wilk ...
- Dzień dobry jestem nowym nauczycielem i wychowawcą tej klasy mam na imię Meteor ....
- Dzień dobry bardzo nam miło - powiedziałam ...
(Co dalej Metor ? )
- Dzień dobry jestem nowym nauczycielem i wychowawcą tej klasy mam na imię Meteor ....
- Dzień dobry bardzo nam miło - powiedziałam ...
(Co dalej Metor ? )
Od Hachiko Do Temi
- Naprawdę - podniosłem ją wysoko do góry i polizałem po chwili położyłem delikatnie na ziemi uśmiechając się i kładąc swoje czoło na jej czole uśmiechnąłem się przez kilka miesięcy byliśmy szczęśliwi aż któregoś dnia :
( Co się stało ? )
( Co się stało ? )
sobota, 18 października 2014
Od Nuki CD Izabelle
-Witaj Izy.-Powiedziałem stojąc za nią. Ona odwróciła się jak oparzona.
-Cz-cześć.-Powiedziała.
-Ale ta wataha się zmienia.-Westchnąłem.-Co robisz na jej granicach?
-S-spacer...-Powiedziała.-A ty? Widzę,że gdzieś wyruszasz,skoro masz plecak na plecach...
-Tak...idę przeszukać okolice w poszukiwaniu mojej mistrzyni.
-Rozumiem...mogę ci towarzyszyć?
-Nie będą się o ciebie martwić? Wyruszam na kilka dni.
<Co dalej Izabelle?>
-Cz-cześć.-Powiedziała.
-Ale ta wataha się zmienia.-Westchnąłem.-Co robisz na jej granicach?
-S-spacer...-Powiedziała.-A ty? Widzę,że gdzieś wyruszasz,skoro masz plecak na plecach...
-Tak...idę przeszukać okolice w poszukiwaniu mojej mistrzyni.
-Rozumiem...mogę ci towarzyszyć?
-Nie będą się o ciebie martwić? Wyruszam na kilka dni.
<Co dalej Izabelle?>
Od Timore CD Limo
Kiedy się obudziłam,ziewnęłam przeciągle i strzepnęłam z siebie śnieg,który na mnie spadł podczas nocy. Rozejrzałam się za zwierzyną. Upolowałam niewielką sarnę,zjadłam i poszłam dalej...kolejna zima poza watahą...ciekawe czy mnie już wykluczyli? Ile to już lat? 4? Chyba tak...Nuka...-Spojrzałam w niebo. Ujrzałam chmurę w kształcie dziwnego stwora...wyglądał jak wilk z rogami,dziwnym ogonem i łapami. "Biegł" na północ. Uznałam to za znak i skierowałam się w tamtą stronę...nie mam nic do stracenia. Kiedy dotarłam do ciemnego,opuszczonego lasu i weszłam do niego,nagle śnieg pode mną się zapadł. Wylądowałam na czterech łapach i cicho jak kot. Trafiłam do ukrytej jaskini. Wyglądała jak piekło...jednak nie była tak straszna jak ono...widziałam piekło...kiedy tak szłam powoli i cicho,usłyszałam warczenie i zobaczyłam cień wielkiego psa...dwugłowego. Za nim biegło jeszcze kilka. Wyjęłam miecz i przygotowałam się do walki. Gdy przybiegły,wybiłam je z łatwością.
Zaczęłam iść dalej. Po jakimś czasie,trafiłam do komory głównej,w której siedział ten,którego szukałam.
-Znów się spotykamy.-Powiedział przedłużonym głosem. Wyszłam z ukrycia i stanęłam z nim oko w oko.
-Zakończymy to raz na zawsze.-Powiedziałam przygotowując się do walki.-Zemszczę się.
-Ooooh? Więc wiesz,że to ja zniszczyłem twoją wioskę? Spostrzegawcza jesteś...
-Twój zapach był dość mocny...poza tym widziałam twój cień kiedy przybyłam na miejsce...kto by pomyślał,że mój własny wujek zniszczy moją rodzinę...UFALI CI!
-Wiesz,że nie byłem twoim wujkiem tylko przyjacielem rodziny...
-Wiem. Dlatego właśnie nie mogę uwierzyć,że to ty. Kochali cię jak członka rodziny...mam tylko jedno pytanie...dlaczego?
-Cóż...czasy się zmieniały...dołączałem do wielu watah. Twoja wioska była jedną,która mnie przyjęła i zaakceptowała...zaufała mimo mojego wyglądu...i po części charakteru...zobaczyli we mnie wilka,którym na prawdę jestem...ukrytym pod tą skórą.-Wskazał na swoje kopyta,ogon,grzywę i rogi.
-Więc...dlaczego...-Z oka spłynęła mi łza.
-Byli na prawdę mili i szczęśliwi...jednak z czasem...zaczęli się starzeć...byli bliscy śmierci...czułem to...moi najdrożsi przyjaciele...umierali powolnie...ty coś o tym wiesz...prawda? Próbowałem zatrzymać moją nieśmiertelność...pragnąłem umrzeć razem z nimi...jednak...nie udało mi się...postanowiłem spalić ich wioskę...wryć w swoje serce,by nie zapomnieć...nie myślałem,że ktoś przeżyje...ale cieszę się,że to właśnie ty przyszłaś dokonać zemsty...cieszę się,że to właśnie ty przeżyłaś...byłaś moją ulubienicą. Jednakże...nie zamierzam dać się zabić. Zabiję cię i będę do końca życia,szczęśliwy!-Zaczął się psychopatycznie śmiać. Zacisnęłam zęby na rękojeści miecza i błyskawicznie wyciągnęłam go z pochwy. Ze wściekłym wzrokiem i łzami w oczach ruszyłam na niego. On nadal się śmiał. Zadałam cios. Zatrzymał mój miecz rogiem. Uśmiechnął się diabelnie. Odskoczyłam. Na moim pysku malowała się wściekłość. Po chwili,jego róg pękł...i skruszył się. Z jego pyska zniknął uśmiech. Byłam całkowicie poważna. Ruszyłam znowu. Uniknął mojego ciosu uchylając się i wbił drugi róg w mój brzuch,jednak nie przebił skóry. Na chwilę straciłam oddech. Upadłam obok niego. Szybko jednak wstałam i ruszyłam ponownie. Chciał mnie kopnąć kopytem,ale uchyliłam się i przebiegłam pod jego nogą. Przejechałam mieczem po jego brzuchu. Kiedy zatrzymałam się przed nim,z brzucha trysnęło mu sporo krwi. Gardło niestety było zbyt grube i nie dostałam się do tchawicy. Ruszył na mnie z rogami. Przeskoczyłam nad nim wbijając mu miecz w kręgosłup. Usłyszałam jak chrupnęła mu kość. Wywrócił się. Przez dłuższy czas nie wstawał wyglądając na martwego. Podeszłam,żeby zabić go puki mam szansę. W tym momencie podciął mi nogi i przygniótł przednimi łapami. Nie mogłam oddychać. Mój miecz wylądował obok nas. Dosięgnęłam do niego tylną łapą i w ostatniej chwili wbiłam go w jego nogę. W chwili,kiedy zwijał się z bólu,doskoczyłam do mojej broni i pochwyciłam ją w pysk.
-To koniec.-Powiedziałam podchodząc do niego. On jednak nie zamierzał kończyć. Jego znamię przy oku zaczęło świecić.
-Oooo taaaaaak. To już koniec.-Zaczął się śmiać. Zdezorientowana nie wiedziałam z której strony zaatakuje. Całe pomieszczenie zaczęło świecić. Spod pękniętej ziemi widać było promienie światła. Grawitacja zaczęła mnie miażdżyć. Byłam na granicy wytrzymałości. Nie mam nikogo...mój cel...mój uczeń zginął...miłość wilków,które mnie kochały odrzuciłam...przyjaciół odtrąciłam...nikt nie będzie za mną tęsknił...zakończę to...teraz...-Odwinęłam bandaże z łap. W tak niewielkim pomieszczeniu moja magia zadziała również na mnie,ale nie mam innego wyjścia. Nigdy nie chciałam oglądać tych łap...spod bandaża dało się widzieć poparzone,na wpół zgnite łapy...to moje przekleństwo...kara za śmierć tak wielu istnień spowodowana przeze mnie. Za próba ratunku przyjaciela...wokół nich zaczął unosić się czarny dym.
-Tenebrarum-Szepnęłam. Wujek...nie...potwór był zdezorientowany.-ADORATE...PURE!-Krzyknęłam.-N...-Miałam dokończyć rzucać zaklęcie,kiedy usłyszałam głos Nuki:
-"Musisz walczyć! Jeśli przegrasz, zginiesz. Jeśli wygrasz, możesz żyć. Jeśli nie walczysz nie możesz wygrać!"-Powiedziałam mu to kiedyś podczas treningu...kiedy walczył z potworem i był bliski śmierci. Uśmiechnęłam się.
-Masz rację,Nuka. Zabiję go własnoręcznie,nawet jeśli to oznacza dużo gorszą śmierć,niż sobie gotowałam!-Pomyślałam. Zaczęłam się podnosić. Grawitacja wzrosła. Upadłam. Spróbowałam jeszcze raz. Udało się. Zaczęłam powoli iść w kierunku Akatsuki...
-Jak...przecież...przy takiej grawitacji...-Powiedział wystraszony. Uśmiechnęłam się.
-MYŚLISZ,ŻE TYLKO TYLE JEST W STANIE MNIE ZABIĆ?! PUKI MOGĘ SIĘ RUSZAĆ,SPRAW MI TROCHĘ ZABAWY I WAL WE MNIE Z CAŁEJ SIŁY!-Krzyknęłam uderzając się w pierś. Wściekły wziął swój topór. Ja podniosłam swój miecz. Grawitacja wróciła do normalności. Z okrzykiem wojennym ruszyłam na przeciwnika. On ruszył na mnie. Cięłam go jak nóż masło. Odcięłam mu drugi róg. Skruszyłam kopyta. "Przystrzygłam" ogon. Również oberwałam wiele razy. Ledwo trzymałam się na nogach i straciłam wiele krwi,gdy zadawałam ostatni cios.
-Tak...to już jest koniec...-Mruknęłam. Ostatkiem sił wydostałam się z "pieczary" pełnej krwi na czysty,biały śnieg. Kuśtykałam,plamiąc go krwią...teraz miałam ostatni cel...wrócić do watahy i tam skonać...
Obudziłam się na polu cała obsypana śniegiem. Było mi zimno...nie czułam jednej łapy. Obwinęłam moje przednie łapy bandażem. Nie chciałam ich już oglądać. Jakimś cudem upolowałam królika i poszłam dalej....o ile można to nazwać chodzeniem. Po iluś przechodzonych kilometrach i sporej ilości wylanej krwi znów nastała ciemność...
<Co dalej? Coś zmieniło się w watasze przez te 4 lata?>
-Znów się spotykamy.-Powiedział przedłużonym głosem. Wyszłam z ukrycia i stanęłam z nim oko w oko.
-Zakończymy to raz na zawsze.-Powiedziałam przygotowując się do walki.-Zemszczę się.
-Ooooh? Więc wiesz,że to ja zniszczyłem twoją wioskę? Spostrzegawcza jesteś...
-Twój zapach był dość mocny...poza tym widziałam twój cień kiedy przybyłam na miejsce...kto by pomyślał,że mój własny wujek zniszczy moją rodzinę...UFALI CI!
-Wiesz,że nie byłem twoim wujkiem tylko przyjacielem rodziny...
-Wiem. Dlatego właśnie nie mogę uwierzyć,że to ty. Kochali cię jak członka rodziny...mam tylko jedno pytanie...dlaczego?
-Cóż...czasy się zmieniały...dołączałem do wielu watah. Twoja wioska była jedną,która mnie przyjęła i zaakceptowała...zaufała mimo mojego wyglądu...i po części charakteru...zobaczyli we mnie wilka,którym na prawdę jestem...ukrytym pod tą skórą.-Wskazał na swoje kopyta,ogon,grzywę i rogi.
-Więc...dlaczego...-Z oka spłynęła mi łza.
-Byli na prawdę mili i szczęśliwi...jednak z czasem...zaczęli się starzeć...byli bliscy śmierci...czułem to...moi najdrożsi przyjaciele...umierali powolnie...ty coś o tym wiesz...prawda? Próbowałem zatrzymać moją nieśmiertelność...pragnąłem umrzeć razem z nimi...jednak...nie udało mi się...postanowiłem spalić ich wioskę...wryć w swoje serce,by nie zapomnieć...nie myślałem,że ktoś przeżyje...ale cieszę się,że to właśnie ty przyszłaś dokonać zemsty...cieszę się,że to właśnie ty przeżyłaś...byłaś moją ulubienicą. Jednakże...nie zamierzam dać się zabić. Zabiję cię i będę do końca życia,szczęśliwy!-Zaczął się psychopatycznie śmiać. Zacisnęłam zęby na rękojeści miecza i błyskawicznie wyciągnęłam go z pochwy. Ze wściekłym wzrokiem i łzami w oczach ruszyłam na niego. On nadal się śmiał. Zadałam cios. Zatrzymał mój miecz rogiem. Uśmiechnął się diabelnie. Odskoczyłam. Na moim pysku malowała się wściekłość. Po chwili,jego róg pękł...i skruszył się. Z jego pyska zniknął uśmiech. Byłam całkowicie poważna. Ruszyłam znowu. Uniknął mojego ciosu uchylając się i wbił drugi róg w mój brzuch,jednak nie przebił skóry. Na chwilę straciłam oddech. Upadłam obok niego. Szybko jednak wstałam i ruszyłam ponownie. Chciał mnie kopnąć kopytem,ale uchyliłam się i przebiegłam pod jego nogą. Przejechałam mieczem po jego brzuchu. Kiedy zatrzymałam się przed nim,z brzucha trysnęło mu sporo krwi. Gardło niestety było zbyt grube i nie dostałam się do tchawicy. Ruszył na mnie z rogami. Przeskoczyłam nad nim wbijając mu miecz w kręgosłup. Usłyszałam jak chrupnęła mu kość. Wywrócił się. Przez dłuższy czas nie wstawał wyglądając na martwego. Podeszłam,żeby zabić go puki mam szansę. W tym momencie podciął mi nogi i przygniótł przednimi łapami. Nie mogłam oddychać. Mój miecz wylądował obok nas. Dosięgnęłam do niego tylną łapą i w ostatniej chwili wbiłam go w jego nogę. W chwili,kiedy zwijał się z bólu,doskoczyłam do mojej broni i pochwyciłam ją w pysk.
-To koniec.-Powiedziałam podchodząc do niego. On jednak nie zamierzał kończyć. Jego znamię przy oku zaczęło świecić.
-Oooo taaaaaak. To już koniec.-Zaczął się śmiać. Zdezorientowana nie wiedziałam z której strony zaatakuje. Całe pomieszczenie zaczęło świecić. Spod pękniętej ziemi widać było promienie światła. Grawitacja zaczęła mnie miażdżyć. Byłam na granicy wytrzymałości. Nie mam nikogo...mój cel...mój uczeń zginął...miłość wilków,które mnie kochały odrzuciłam...przyjaciół odtrąciłam...nikt nie będzie za mną tęsknił...zakończę to...teraz...-Odwinęłam bandaże z łap. W tak niewielkim pomieszczeniu moja magia zadziała również na mnie,ale nie mam innego wyjścia. Nigdy nie chciałam oglądać tych łap...spod bandaża dało się widzieć poparzone,na wpół zgnite łapy...to moje przekleństwo...kara za śmierć tak wielu istnień spowodowana przeze mnie. Za próba ratunku przyjaciela...wokół nich zaczął unosić się czarny dym.
-Tenebrarum-Szepnęłam. Wujek...nie...potwór był zdezorientowany.-ADORATE...PURE!-Krzyknęłam.-N...-Miałam dokończyć rzucać zaklęcie,kiedy usłyszałam głos Nuki:
-"Musisz walczyć! Jeśli przegrasz, zginiesz. Jeśli wygrasz, możesz żyć. Jeśli nie walczysz nie możesz wygrać!"-Powiedziałam mu to kiedyś podczas treningu...kiedy walczył z potworem i był bliski śmierci. Uśmiechnęłam się.
-Masz rację,Nuka. Zabiję go własnoręcznie,nawet jeśli to oznacza dużo gorszą śmierć,niż sobie gotowałam!-Pomyślałam. Zaczęłam się podnosić. Grawitacja wzrosła. Upadłam. Spróbowałam jeszcze raz. Udało się. Zaczęłam powoli iść w kierunku Akatsuki...
-Jak...przecież...przy takiej grawitacji...-Powiedział wystraszony. Uśmiechnęłam się.
-MYŚLISZ,ŻE TYLKO TYLE JEST W STANIE MNIE ZABIĆ?! PUKI MOGĘ SIĘ RUSZAĆ,SPRAW MI TROCHĘ ZABAWY I WAL WE MNIE Z CAŁEJ SIŁY!-Krzyknęłam uderzając się w pierś. Wściekły wziął swój topór. Ja podniosłam swój miecz. Grawitacja wróciła do normalności. Z okrzykiem wojennym ruszyłam na przeciwnika. On ruszył na mnie. Cięłam go jak nóż masło. Odcięłam mu drugi róg. Skruszyłam kopyta. "Przystrzygłam" ogon. Również oberwałam wiele razy. Ledwo trzymałam się na nogach i straciłam wiele krwi,gdy zadawałam ostatni cios.
-Tak...to już jest koniec...-Mruknęłam. Ostatkiem sił wydostałam się z "pieczary" pełnej krwi na czysty,biały śnieg. Kuśtykałam,plamiąc go krwią...teraz miałam ostatni cel...wrócić do watahy i tam skonać...
Obudziłam się na polu cała obsypana śniegiem. Było mi zimno...nie czułam jednej łapy. Obwinęłam moje przednie łapy bandażem. Nie chciałam ich już oglądać. Jakimś cudem upolowałam królika i poszłam dalej....o ile można to nazwać chodzeniem. Po iluś przechodzonych kilometrach i sporej ilości wylanej krwi znów nastała ciemność...
<Co dalej? Coś zmieniło się w watasze przez te 4 lata?>
Od Temi CD Hachiego
-Dobrze.-Powiedziałam i liznęłam go w policzek. Kilka dni później,oznajmiłam iż jestem w ciąży. Urodzę za kilka miesięcy.
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Izy Do Nuki
2 miesiące później
Kiedy chodziłam po watasze zobaczyłam Nukę był nadal taki przystojny jak ostatnim razem ... Gdy chciałam do niego podejść on znikną ... Okazało się ,że to jest tylko moja wyobrażania ...
( A co u cb ? )
Od Hachiko Do Tenebis
- Tak ... Wiesz jeżeli się ciesz moim szczęściem magii to jeżeli było by więcej osób które byś kochała ?
- Co masz na myśli ?
- Tenebis chce mieć z tobą szczeniaki ...
(Co ty na to ? )
- Co masz na myśli ?
- Tenebis chce mieć z tobą szczeniaki ...
(Co ty na to ? )
Od Nuki CD Izabelle
W nocy myślałem,co Timore może teraz porabiać...przed oczami stanął mi obraz miejsca,gdzie Timore została przygwożdżona przez kamienie kiedy je zastałem. Było tam pełno krwi i piór Timore,ale jej samej nie było...wiedziałem,że wydostała się i żyje. Wierzyłem,że żyje. Jej nie pozbędzie się tak łatwo. Ciekawe czy mnie szukała tak samo jak ja jej...możliwe...chociaż...ona nie była typem wilka,który by się tym przejmował...chociaż..."pod grubą skorupą delikatne serce się kryje"...tak...
<Co dalej Izy?>
<Co dalej Izy?>
Od Tenebris CD Hachico
-Dziękuję.-Powiedziałam przytulając go.-Ale zostaw swoją magię. To cenny dar,którego się nie pozbywaj. Kiedy używasz magii,czuję się,jakbym ja też nie była zwykła. Poza tym,potrzebujesz jej by ochraniać mnie...niezdolnej do tego.-Uśmiechnęłam się. Wtedy gwiazdy oddały mu magię.
-Hm? Gwiazdy nigdy nie oddawały magii...może jednak posiadasz magię...
-Heh...z pewnością jest to magia uczuć.-Liznęłam go w policzek.
<Co dalej?>
-Hm? Gwiazdy nigdy nie oddawały magii...może jednak posiadasz magię...
-Heh...z pewnością jest to magia uczuć.-Liznęłam go w policzek.
<Co dalej?>
Od Izabell Do Nuki
- Przykro mi ... - powiedziałam i spojrzałam jemu w głąb oczu a on spojrzał w dół i powiedział :
- Taa to ja cię odprowadzę i pójdę ...
- Przepraszam nie chciałam cię ... - przerwał mi
- Nie to nie ważne ... chodzi odprowadzę cię ...
Kiedy doszliśmy do jaskini pożegnaliśmy się i poszliśmy do siebie ja przez całą noc nie spałam i myślałam o Nuce ...
(A co tam u ciebie ? )
- Taa to ja cię odprowadzę i pójdę ...
- Przepraszam nie chciałam cię ... - przerwał mi
- Nie to nie ważne ... chodzi odprowadzę cię ...
Kiedy doszliśmy do jaskini pożegnaliśmy się i poszliśmy do siebie ja przez całą noc nie spałam i myślałam o Nuce ...
(A co tam u ciebie ? )
Od Crater CD Damiena
-No i co?-Powiedziała.-Teraz możemy być raaaazeeeemmmmm.-Zaśmiała się.
-Przez ciebie myślałem,że coś się stało Crater...jesteś idiotką...-Powiedział i pobiegł. Kiedy tak biegł,zobaczył,że kilka wilków znęca się nad innym wilkiem. Kiedy przyjrzał się bardziej,zobaczył,że gryzą i drapią właśnie mnie.
<Co dalej?>
-Przez ciebie myślałem,że coś się stało Crater...jesteś idiotką...-Powiedział i pobiegł. Kiedy tak biegł,zobaczył,że kilka wilków znęca się nad innym wilkiem. Kiedy przyjrzał się bardziej,zobaczył,że gryzą i drapią właśnie mnie.
<Co dalej?>
Od Limo Do Timore
- Wiem ,że mnie nie kocha ... - powiedziałem i zamknąłem oczy ...
<Co dalej Timore?>
<Co dalej Timore?>
Od Hachiko Do Tenebis
- Nie przejmuj się - powiedziałem biorąc jej łapy i patrząc jej głęboko w oczy i mówiąc - Kocham cię taką jaką jesteś ... - pocałowałem ją ona się uśmiechnęła i otworzyła swoją piękne oczy - Ja też oddam swoją moc dla ciebie - uniosłem się i moja moc poleciała do gwiazd gdy ustąpiłem grawitacji ona podbiegła mówiąc :
-
( Co powiedziałaś? )
-
( Co powiedziałaś? )
Od Demiena Do Siostry Crater
- Co , co się stało z Crater ?
- Nic głuptasie to prymaaprylis ! Teraz możemy być sami ... Odkąd cię zobaczyłam zakochałam się ... - nie dałem jej dokończyć i odepchnąłem ją i pobiegłem krzycząc :
- Okłamałaś mnie !!!
(Co dalej ? )
- Nic głuptasie to prymaaprylis ! Teraz możemy być sami ... Odkąd cię zobaczyłam zakochałam się ... - nie dałem jej dokończyć i odepchnąłem ją i pobiegłem krzycząc :
- Okłamałaś mnie !!!
(Co dalej ? )
piątek, 17 października 2014
Od Nuki
Kiedy dołączyłem do watahy i znalazłem jaskinię,poszedłem na spacer poznając nową watahę...Wtedy wpadłem na lisicę.
-Witaj.-Powiedziała.-Ty jesteś ten nowy?-Zachichotała.
-Tak. To ja. Mam na imię Nuka.
-Myślałam,że to żeńskie imię.
-Żeńskie i męskie.-Mruknąłem.
-Wybacz. Ja mam na imię Izabell. Miło poznać. Chcesz,żebym oprowadziła cię po watasze?-Zaproponowała. Zgodziłem się. Chodziliśmy i gadaliśmy aż do wieczora. Kiedy słońce schodziło ku zachodowi,usiedliśmy na skarpie i dalej gawędziliśmy. W końcu ona zapytała biorąc mój amulet do łapy:
-Skąd masz ten medalion?-Wyjąłem go z jej łapy i pozwoliłem,aby swobodnie zwisał z mojej szyi.
-Dostałem go od mojej mistrzyni. Kiedy go dostałem,byłem bardzo mały. Powiedziała,że ten klucz pozwoli mi odnaleźć właściwe drzwi do przyszłości...mówiła,że pozwoli mi naprawić swoje błędy i pomoże zmienić przyszłość. Nigdy nie umiałem zrozumieć jej przesłania...powiedziała,że kiedy nadejdzie właściwy moment,zrozumiem.-Zaśmiałem się.
-O co chodzi?
-Nic,nie ważne.-Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.-Jest dla mnie jak matka...
-A gdzie jest teraz?
-Nie wiem...
<Co dalej?>
-Witaj.-Powiedziała.-Ty jesteś ten nowy?-Zachichotała.
-Tak. To ja. Mam na imię Nuka.
-Myślałam,że to żeńskie imię.
-Żeńskie i męskie.-Mruknąłem.
-Wybacz. Ja mam na imię Izabell. Miło poznać. Chcesz,żebym oprowadziła cię po watasze?-Zaproponowała. Zgodziłem się. Chodziliśmy i gadaliśmy aż do wieczora. Kiedy słońce schodziło ku zachodowi,usiedliśmy na skarpie i dalej gawędziliśmy. W końcu ona zapytała biorąc mój amulet do łapy:
-Skąd masz ten medalion?-Wyjąłem go z jej łapy i pozwoliłem,aby swobodnie zwisał z mojej szyi.
-Dostałem go od mojej mistrzyni. Kiedy go dostałem,byłem bardzo mały. Powiedziała,że ten klucz pozwoli mi odnaleźć właściwe drzwi do przyszłości...mówiła,że pozwoli mi naprawić swoje błędy i pomoże zmienić przyszłość. Nigdy nie umiałem zrozumieć jej przesłania...powiedziała,że kiedy nadejdzie właściwy moment,zrozumiem.-Zaśmiałem się.
-O co chodzi?
-Nic,nie ważne.-Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.-Jest dla mnie jak matka...
-A gdzie jest teraz?
-Nie wiem...
<Co dalej?>
Od Timore CD Limo
Kiedy wróciłam do swojego ciała przewróciłam oczami. Mają w głowie tylko miłość...strata czasu. Spojrzałam w dal...wiatr zaczął splatać mi włosy...przed oczami stanął mi Nuka. Strzepnęłam łzę i pobiegłam dalej. Nie dla mnie uczucia...ani łzy...biegłam przed siebie...a miesiące mijały...
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Temi CD Hachico
-Dziękuję.-Powiedziałam ze łzami w oczach. Pomyślałam "chcę mieć skrzydła z piór". Pojawiły się. Ze łzami w oczach podziwiałam je. Hachi szepnął:
-Wypróbuj.-Zamachnęłam się nimi...w tym momencie skrzydła zaczęły się rozpadać. Zdziwiona i załamana ze łzami w oczach złapałam kilka piór,które i tak zamieniły się w popiół i rozpadły się znikając...powstrzymałam płacz i uśmiechnęłam się smutno do równie smutnego Hachiego.
-N-nie martw się. Doceniam twój gest...widać...zwykłe wilki będą zwykłe aż do śmierci...
<Co dalej Hachi?>
Ps.: Nie ma tak,że jej się te skrzydła "odrodziły"
-Wypróbuj.-Zamachnęłam się nimi...w tym momencie skrzydła zaczęły się rozpadać. Zdziwiona i załamana ze łzami w oczach złapałam kilka piór,które i tak zamieniły się w popiół i rozpadły się znikając...powstrzymałam płacz i uśmiechnęłam się smutno do równie smutnego Hachiego.
-N-nie martw się. Doceniam twój gest...widać...zwykłe wilki będą zwykłe aż do śmierci...
<Co dalej Hachi?>
Ps.: Nie ma tak,że jej się te skrzydła "odrodziły"
Od Crater CD Damiena
-WSTAWAJ!-Krzyknęła moja siostra szturchając Damiena.-Coś się stało z Crater!
<Co dalej Damien?>
<Co dalej Damien?>
Od Hachiko Do Temi
Kiedy nastąpił następny dzień postanowiłem zrobić Temi małą niespodziankę a mianowicie kupić jej skrzydła więc pobiegłem na Czarny Rynek tam gdzie znajdowały się skrzydła i inne rzeczy wziełem jej medalion który potrafi zrobić tak by Crater wybrała sobie swoje skrzydła takie jakie chce ...
Po drodze zaszedłem do pola gdzie było pełno kwiatów uzbierałem bukiet i pobiegłem z nim do Crater kiedy widziałem ją podbiegłem do niej krzycząc :
- Niezpodzianka !!! - nie było to wyrazie ponieważ miałem kwiaty w buzi ona się zaśmiała przykrywając łapą usta ja je odsłoniłem odłożyłem kwiaty i powiedziałem : -Niespodzianka ... najmilsza - powiedziałem zakładając jej na szyję amulet a następnie wręczając jej kwiaty ...
(Co ty na to ? )
Po drodze zaszedłem do pola gdzie było pełno kwiatów uzbierałem bukiet i pobiegłem z nim do Crater kiedy widziałem ją podbiegłem do niej krzycząc :
- Niezpodzianka !!! - nie było to wyrazie ponieważ miałem kwiaty w buzi ona się zaśmiała przykrywając łapą usta ja je odsłoniłem odłożyłem kwiaty i powiedziałem : -Niespodzianka ... najmilsza - powiedziałem zakładając jej na szyję amulet a następnie wręczając jej kwiaty ...
(Co ty na to ? )
Od Deamian'a Do Crater
- He zabawna ta twoja dziewczyna - powiedział Desto zatrzymałem się zrobiłem duże oczy i uśmiechnąłem się rozluźniając już twarz ...
- To nie moja dziewczyna głupku - powiedziałem opuszczając głowę z uśmiechem w stronę ziemi .
- To czemu tak o nią dbasz ? Ja widzę jak ona się na ciebie patrzy - powiedział szturchając mnie ramieniem ... kiedy mnie to szturchanie wkurzyło odwzajemniłem szturchnięcie tak ,że Desto się przewrócił ...
Gdy już było spokojnie wróciliśmy do swoich jaskini czekając na kolejny dzień ...
- Obudzi się ! - krzyknęła siostra Crater
- Kim ty do cholery jesteś i czemu budzisz mnie tak wcześnie rano ? - powiedziałem zaspany
( Kim jesteś ? )
- To nie moja dziewczyna głupku - powiedziałem opuszczając głowę z uśmiechem w stronę ziemi .
- To czemu tak o nią dbasz ? Ja widzę jak ona się na ciebie patrzy - powiedział szturchając mnie ramieniem ... kiedy mnie to szturchanie wkurzyło odwzajemniłem szturchnięcie tak ,że Desto się przewrócił ...
Gdy już było spokojnie wróciliśmy do swoich jaskini czekając na kolejny dzień ...
- Obudzi się ! - krzyknęła siostra Crater
- Kim ty do cholery jesteś i czemu budzisz mnie tak wcześnie rano ? - powiedziałem zaspany
( Kim jesteś ? )
czwartek, 16 października 2014
Od Temi CD Hachico
Cieszyłam się ogromnie. Hachi to jedyny wilk,który mnie zrozumiał,docenił i poznał na prawdę. Kochałam go całym sercem i jeszcze bardziej.
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Timore CD Limo
-Czy możecie wreszcie przestać walczyć?!-Zwróciłam się do całej trójki.
-Timore...wróciłaś...-Ucieszyły się wilki.
-Nie...jestem tu tylko umysłem...ciało jest daleko stąd. Przywołały mnie wasze głupie krzyki i spory...o co poszło?-Zapytałam Corpoise,bo Limo nie był w stanie odpowiedzieć. Zemdlał.
-O...o to,że...kocham cię Timore...-Powiedział.
-Za dużo sobie pozwalasz. Timore jest moja...-Limo się ocknął.
-Moja!-Krzyknął Chek.
-ZAMKNĄĆ PSYKI!-Krzyknęłam przerywając ich kłótnie. Wszyscy ucichli.-Eo quod incensus vestrum.-Mruknęłam.-Po 1. Nie jestem niczyją własnością,żeby tak sobie mnie do kogoś przypisywać.-Powiedziałam spokojnie,ale trudno mi było ukryć wściekłość w głosie.-Po 2. Czyż nie uświadomiłam wam,że nie jestem wilczycą,która zakochuje się w każdym...poza tym...nie mam zamiaru przyjąć miłości żadnego z was...zwłaszcza jak tak się sprawy mają. Więc darujcie sobie te krzyki i wrzaski i dajcie mi w spokoju osiągnąć mój cel,a skupić się nie mogę przez te ciągłe wojny...
-Właściwie...to skąd wiedziałaś,że mamy małą potyczkę?-Zapytał Corpoise.
-Nie wasza sprawa...a teraz muszę kontynuować swoją podróż...co ja z wami mam...-Powiedziałam znikając...zanim jednak mój umysł odszedł z tamtego miejsca,usłyszałam głos:
<Czyj to głos i co mówił?>
-Timore...wróciłaś...-Ucieszyły się wilki.
-Nie...jestem tu tylko umysłem...ciało jest daleko stąd. Przywołały mnie wasze głupie krzyki i spory...o co poszło?-Zapytałam Corpoise,bo Limo nie był w stanie odpowiedzieć. Zemdlał.
-O...o to,że...kocham cię Timore...-Powiedział.
-Za dużo sobie pozwalasz. Timore jest moja...-Limo się ocknął.
-Moja!-Krzyknął Chek.
-ZAMKNĄĆ PSYKI!-Krzyknęłam przerywając ich kłótnie. Wszyscy ucichli.-Eo quod incensus vestrum.-Mruknęłam.-Po 1. Nie jestem niczyją własnością,żeby tak sobie mnie do kogoś przypisywać.-Powiedziałam spokojnie,ale trudno mi było ukryć wściekłość w głosie.-Po 2. Czyż nie uświadomiłam wam,że nie jestem wilczycą,która zakochuje się w każdym...poza tym...nie mam zamiaru przyjąć miłości żadnego z was...zwłaszcza jak tak się sprawy mają. Więc darujcie sobie te krzyki i wrzaski i dajcie mi w spokoju osiągnąć mój cel,a skupić się nie mogę przez te ciągłe wojny...
-Właściwie...to skąd wiedziałaś,że mamy małą potyczkę?-Zapytał Corpoise.
-Nie wasza sprawa...a teraz muszę kontynuować swoją podróż...co ja z wami mam...-Powiedziałam znikając...zanim jednak mój umysł odszedł z tamtego miejsca,usłyszałam głos:
<Czyj to głos i co mówił?>
Od Hachiko Do Tenebris
Gdy usłyszałem od niej prawde pobiegłem za nią i gdy ją złapałem starzałem się z nią do wody i powiedziałem :
- Jesteś piękna ...
- N-naprawdę - zarumieniła się
- Tak ale nie dlatego cię kocham ...
- T-ty t-ty mnie k-kochasz ? - zapytała uśmiechając się
- Tak - powiedziałem ona mnie pocałowała i rzuciła się na mnie ,że wpadałem plecami do wody ...
Ucieszyłem się ...
(A ty ? )
- Jesteś piękna ...
- N-naprawdę - zarumieniła się
- Tak ale nie dlatego cię kocham ...
- T-ty t-ty mnie k-kochasz ? - zapytała uśmiechając się
- Tak - powiedziałem ona mnie pocałowała i rzuciła się na mnie ,że wpadałem plecami do wody ...
Ucieszyłem się ...
(A ty ? )
Od Damiena Do Crater
- Hmm ... Jesteś zabawna - powiedziałem odchodząc ... Desto poszedł ze mną nie zdążyłem zniknąć jej z oczu kiedy ona nagle krzyknęła :
( Co krzyknęłaś Crater ? )
( Co krzyknęłaś Crater ? )
Od Limo Do Leo (Ojca)
- Twoja ? - powiedziałem do Corpoise
- Tak a co bracie ? Chciałeś ją sobie zaklepać ? Ha ! Za późno podjąłeś decyzję !
- Ale to mi powiedziała swoją historię nie to .....- skoczył na mnie łapą popchną mnie na drzewo i przyduszał mnie ...
- HAAAA !!! I kto będzie miał Timore - powiedział śmiejąc się mi w twarz ...
Gdy ojciec próbował się na niego rzucić odepchną go a on stracił przytomność nagle wbiegła Tenebis i krzyknęła :
- Ja cię kocham po co ci Timore ?
- Nie ty jesteś ... - w tym momencie pojawiła się Timore ... Corpoise puścił mnie i odepchną Tenebis biegnąc do Timore ona swoją magią walnęła nim i podbiegła do mnie pytając się :
- Czy ....- w tym momencie zasłabłem
( Co powiedziałaś Timore ? )
- Tak a co bracie ? Chciałeś ją sobie zaklepać ? Ha ! Za późno podjąłeś decyzję !
- Ale to mi powiedziała swoją historię nie to .....- skoczył na mnie łapą popchną mnie na drzewo i przyduszał mnie ...
- HAAAA !!! I kto będzie miał Timore - powiedział śmiejąc się mi w twarz ...
Gdy ojciec próbował się na niego rzucić odepchną go a on stracił przytomność nagle wbiegła Tenebis i krzyknęła :
- Ja cię kocham po co ci Timore ?
- Nie ty jesteś ... - w tym momencie pojawiła się Timore ... Corpoise puścił mnie i odepchną Tenebis biegnąc do Timore ona swoją magią walnęła nim i podbiegła do mnie pytając się :
- Czy ....- w tym momencie zasłabłem
( Co powiedziałaś Timore ? )
Od Leo Do Timore
Kiedy zobaczyłem tereny mojej watahy załamałem się i spojrzałem w niebo mówiąc :
- I co ty na to Armino ? - powiedziałem zwracając się do mojej ukochanej - Czemu nas zostawiłaś nie opanowałam wszystkich naszych synów i córek większość opuściła naszą watahę ... - powiedziałem patrząc w niebo - Corpoise ...
- Nie martw się ojcze już nigdy nie będziesz sam ... - powiedział znajomy mi głos ... odwróciłem się i zobaczyłem ... Corpoise ... wbiegłem mu wprost miałem 'męskie' łzy w oczach i pobiegłem nagle on powiedział agresywnie :
- STOP !!!!! - krzyknął i pokazał łapą bym się nie zbliżał ...
- Cz-czemu to mi robisz ? - zapytałam kładąc jego łapę na ziemi ...
- Nie przybyłem tu dla ciebie ale dla Timore ... - powiedział odwracając się i odchodząc ...
- O co ci chodzi ?! - zapytałam tonem ojca
- O co mi chodzi ?!!!! - zapytał odwracając się gwałtownie i skacząc na mnie ze łzami ... - BO KOCHAM MOJĄ UKOCHNĄ TIMORE JEST MOJA I KTO KOLWIEK KTO SIĘ DO MNIE ZBLIŻY ROZSZARPIĘ MU GARDŁO !!!!! - powiedział schodząc ze mnie .
- Twoja ? - zapytał wilk zza Corpoise
( Kto tam ? )
- I co ty na to Armino ? - powiedziałem zwracając się do mojej ukochanej - Czemu nas zostawiłaś nie opanowałam wszystkich naszych synów i córek większość opuściła naszą watahę ... - powiedziałem patrząc w niebo - Corpoise ...
- Nie martw się ojcze już nigdy nie będziesz sam ... - powiedział znajomy mi głos ... odwróciłem się i zobaczyłem ... Corpoise ... wbiegłem mu wprost miałem 'męskie' łzy w oczach i pobiegłem nagle on powiedział agresywnie :
- STOP !!!!! - krzyknął i pokazał łapą bym się nie zbliżał ...
- Cz-czemu to mi robisz ? - zapytałam kładąc jego łapę na ziemi ...
- Nie przybyłem tu dla ciebie ale dla Timore ... - powiedział odwracając się i odchodząc ...
- O co ci chodzi ?! - zapytałam tonem ojca
- O co mi chodzi ?!!!! - zapytał odwracając się gwałtownie i skacząc na mnie ze łzami ... - BO KOCHAM MOJĄ UKOCHNĄ TIMORE JEST MOJA I KTO KOLWIEK KTO SIĘ DO MNIE ZBLIŻY ROZSZARPIĘ MU GARDŁO !!!!! - powiedział schodząc ze mnie .
- Twoja ? - zapytał wilk zza Corpoise
( Kto tam ? )
wtorek, 14 października 2014
Od Tenebris
-Kocham cię...-Szepnęłam do Hachico.-Wiem,że masz dziewczynę...ale...-Nie dokończyłam zdania,bo zaczęłam uciekać...co ja sobie myślałam? Że tak po prostu wyznam komuś miłość? Że będę miała tyle odwagi? Po co w ogóle zaczynałam...głupia! Głupia Tenebris! Wtedy zorientowałam się,że spadam...spadam ze skarpy...nie zauważyłam jej i po prostu z niej skoczyłam. Zobaczyłam jak moje łzy odrywają się od oczu i lecą w górę...nie...to ja leciałam w dół...
<Co dalej Hachico?>
<Co dalej Hachico?>
Od Crater CD Damiena i Desto
-Pasujecie do siebie.-Powiedziała moja siostra. Podbiegłam do rodzeństwa i zaczęłam ich "odprowadzać" mówiąc:
-No dooobra...możecie już iść,papa!
<Co dalej?>
-No dooobra...możecie już iść,papa!
<Co dalej?>
Od Timore CD Limo
Następnego ranka,razem z Nuką poszliśmy na polowanie. Oczywiście ja sobie leżałam w cieniu,kiedy on upolował nam sporą łanię. Kiedy zjedliśmy,pokazałam mu kilka sztuczek we władaniu mieczem. Robił to wszystko z patykiem,bo jak na razie nie zamierzałam mu dać żadnej z moich cennych broni. Po dniu wolnego,ruszyliśmy dalej. Zbliżała się zima,więc było coraz zimniej nocami. Ehh...jak to zwykle bywa ze szczeniakami,Nuka przytulał się do mnie w nocy...
Nie wiadomo kiedy,zleciało kilka miesięcy. Nuka dorósł i stał się na prawdę wspaniałym szermierzem.
Często razem walczyliśmy i cóż...przywiązałam się do tego bachora. Umiał mnie rozśmieszyć...nigdy nie maiłam dzieci,ale gdybym miała mianować kogoś,kto jest dla mnie jak syn,to właśnie jego. Niestety,pewnego dnia,kiedy bawiliśmy się tak,że ja latałam on biegł za mną,postrzelił mnie człowiek. Upadłam ze zranionym skrzydłem na ziemię. Nuka podbiegł do mnie i pomógł mi trochę. Zaczęliśmy uciekać...biegliśmy przez skarpę...wtedy jedna ze ścian osunęła się...Nuka wpadł w przepaść,a mnie przygniotły kamienie...ludzie zniknęli...kiedy w końcu udało mi się wydostać spod kamieni,próbowałam dostać się na dno,ale okazało się,że przepaść owego dna nie miała...przynajmniej nie dostępnego. Szukałam Nukę wszędzie,gdzie tylko mogłam nie zważając na ilość krwi,jaką traciłam. Szukałam do czasu,kiedy zemdlałam...
Obudziłam się w nocy,przy ognisku w obecności jakiejś dziwnej wilczycy.
-W końcu cię znalazłam...mamo.-Wyszeptała.
-K-kim...tyy....-Wybełkotałam.
-To ja...mamo...Nori. Ty uratowałaś życie mi,teraz ja uratowałam twoje...ale sporo się napłakałam i naszukałam,nim cię odnalazłam.-Zaśmiała się.
-Nie taka była umowa. Miałam nauczyć cię polować i nigdy więcej nie zobaczyć...i nie jestem twoją matką...
-Mimo wszystko...miałam cię zostawić,skoro widziałam,że możesz się w każdej chwili wykrwawić lub wyziębić?
-Tak...
-Ale wdzięczność...zesztywniałaś od naszego ostatniego spotkania...
-Nic się nie zmieniłam...a teraz jeśli pozwolisz...-Wstałam i skierowałam się w stronę lasu.
-Chcesz teraz iść? W środku nocy?
-A czemu nie? Skrzydło zaraz będzie zdrowe...
-JESTEŚ GŁUPIA!-Krzyknęła. Z jej zamkniętych oczu poleciały łzy. Zesztywniałam. Nastała chwila ciszy.-Nie dbasz o swoje zdrowie. Nie myślisz o tych,dla których jesteś na prawdę ważna. Po prostu żyjesz...nie zdziwiłabym się,gdybyś nie przejęła się momentem,gdy twoje życie jest zagrożone....mocno zagrożone...nie umiesz cieszyć się życiem,które jest krótkie...ja...ty...jesteś dla mnie jak matka....JESTEŚ MOJĄ MATKĄ!-Kontynuowała. Westchnęłam.
-Cieszyłam się życiem...kiedyś...kiedy jeszcze nie rozumiałam,że moje życie nie jest tak krótkie jak większości moich przyjaciół...zrozumiałam to,kiedy patrzyłam na ich śmierć...czasami ze starości,czasami przedwczesną...ale zawsze było tak,że to ja parzyłam na śmierć innych...nie odwrotnie...jeszcze tysiąc lat temu byłam inna...
-T-tysiąc?-Zdziwiła się.
-Tysiąc...
-Odpychasz od siebie innych...żeby nie patrzeć na ich śmierć...i nie cierpieć...-Zaśmiałam się.
-I pomyśleć,że taka gówniara zrozumiała mnie jako pierwsza...
Z samego rana po raz drugi zostawiłam ją samą...i uciekłam...
<Jak tam u was,Hope,Brothers?>
Nie wiadomo kiedy,zleciało kilka miesięcy. Nuka dorósł i stał się na prawdę wspaniałym szermierzem.
Często razem walczyliśmy i cóż...przywiązałam się do tego bachora. Umiał mnie rozśmieszyć...nigdy nie maiłam dzieci,ale gdybym miała mianować kogoś,kto jest dla mnie jak syn,to właśnie jego. Niestety,pewnego dnia,kiedy bawiliśmy się tak,że ja latałam on biegł za mną,postrzelił mnie człowiek. Upadłam ze zranionym skrzydłem na ziemię. Nuka podbiegł do mnie i pomógł mi trochę. Zaczęliśmy uciekać...biegliśmy przez skarpę...wtedy jedna ze ścian osunęła się...Nuka wpadł w przepaść,a mnie przygniotły kamienie...ludzie zniknęli...kiedy w końcu udało mi się wydostać spod kamieni,próbowałam dostać się na dno,ale okazało się,że przepaść owego dna nie miała...przynajmniej nie dostępnego. Szukałam Nukę wszędzie,gdzie tylko mogłam nie zważając na ilość krwi,jaką traciłam. Szukałam do czasu,kiedy zemdlałam...
Obudziłam się w nocy,przy ognisku w obecności jakiejś dziwnej wilczycy.
-W końcu cię znalazłam...mamo.-Wyszeptała.
-K-kim...tyy....-Wybełkotałam.
-To ja...mamo...Nori. Ty uratowałaś życie mi,teraz ja uratowałam twoje...ale sporo się napłakałam i naszukałam,nim cię odnalazłam.-Zaśmiała się.
-Nie taka była umowa. Miałam nauczyć cię polować i nigdy więcej nie zobaczyć...i nie jestem twoją matką...
-Mimo wszystko...miałam cię zostawić,skoro widziałam,że możesz się w każdej chwili wykrwawić lub wyziębić?
-Tak...
-Ale wdzięczność...zesztywniałaś od naszego ostatniego spotkania...
-Nic się nie zmieniłam...a teraz jeśli pozwolisz...-Wstałam i skierowałam się w stronę lasu.
-Chcesz teraz iść? W środku nocy?
-A czemu nie? Skrzydło zaraz będzie zdrowe...
-JESTEŚ GŁUPIA!-Krzyknęła. Z jej zamkniętych oczu poleciały łzy. Zesztywniałam. Nastała chwila ciszy.-Nie dbasz o swoje zdrowie. Nie myślisz o tych,dla których jesteś na prawdę ważna. Po prostu żyjesz...nie zdziwiłabym się,gdybyś nie przejęła się momentem,gdy twoje życie jest zagrożone....mocno zagrożone...nie umiesz cieszyć się życiem,które jest krótkie...ja...ty...jesteś dla mnie jak matka....JESTEŚ MOJĄ MATKĄ!-Kontynuowała. Westchnęłam.
-Cieszyłam się życiem...kiedyś...kiedy jeszcze nie rozumiałam,że moje życie nie jest tak krótkie jak większości moich przyjaciół...zrozumiałam to,kiedy patrzyłam na ich śmierć...czasami ze starości,czasami przedwczesną...ale zawsze było tak,że to ja parzyłam na śmierć innych...nie odwrotnie...jeszcze tysiąc lat temu byłam inna...
-T-tysiąc?-Zdziwiła się.
-Tysiąc...
-Odpychasz od siebie innych...żeby nie patrzeć na ich śmierć...i nie cierpieć...-Zaśmiałam się.
-I pomyśleć,że taka gówniara zrozumiała mnie jako pierwsza...
Z samego rana po raz drugi zostawiłam ją samą...i uciekłam...
<Jak tam u was,Hope,Brothers?>
Od Sithus
Kiedy już poznałam nowych członków mojej wspaniałej watahy miałam wielką nadzieję na to ,że Timore powróci i zacznie rozumieć mój błąd nie powinnam zostawiać jej tak samej na pastwie losu ...
poniedziałek, 13 października 2014
Od Brothers In Arms
-Połowa z nas dziś odchodzi w podróż na zawsze kto idzie ze mną - zapytał Demon
- Royce , Demon , Hayden tylko wy ?- zapytał Blood
- Tak nie będziemy tu dłużej siedzieć - powiedzieli i pobiegli
- Ja idę z nimi -powiedziała Arc i poleciała ...
Zostali tylko :
Leo , Hachiko , Tark , Masumi , Limo , Blood , Blo i Chek oraz Foxis
- Royce , Demon , Hayden tylko wy ?- zapytał Blood
- Tak nie będziemy tu dłużej siedzieć - powiedzieli i pobiegli
- Ja idę z nimi -powiedziała Arc i poleciała ...
Zostali tylko :
Leo , Hachiko , Tark , Masumi , Limo , Blood , Blo i Chek oraz Foxis
Od Limo Do Timore
- I co ? - zapytała Maledoy - Odpowiedziała ci ?
- Nie niestety nie ... Chodzi ...
- Gdzie ?
- Do domu ... - powiedziałem i pobiegłem a smok wzbił się w powietrze .
Było mi przykro czekałem na powrót Timore ...
<Co dalej Timore?>
- Nie niestety nie ... Chodzi ...
- Gdzie ?
- Do domu ... - powiedziałem i pobiegłem a smok wzbił się w powietrze .
Było mi przykro czekałem na powrót Timore ...
<Co dalej Timore?>
Od Timore CD Limo
Kiedy stałam na skarpie wielkiej góry,patrząc na lasy,rzeki i jeziora widoczne stamtąd,usłyszałam głos Limo: "Timore...". Brzmiał on jak szept. Jak oparzona odwróciłam głowę w stronę dochodzącego głosu,ale nikogo tam nie było...nikogo oprócz małego szczeniaka...mojego "ucznia" o imieniu Nuka.
-Szczeniaku,idziemy!-Powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
-Dlaczego zawsze nazywasz mnie "szczeniaku"? Nigdy nie nazwałaś mnie po imieniu. A ja mam na imię N U K A a nie szczeniak.
-Wiem jak masz na imię.-Mruknęłam...Wtedy skoczył na mnie jakiś dziwny stwór...kolejny do grobu? Jednak ku mojemu zdziwieniu,szczeniak jako pierwszy rzucił się do walki. Mimo iż nie miał czym walczyć,chwycił jakiś patyk i zaczął nim okładać przeciwnika.
-Nie...pozwolę...ci...ranić...mojej...mistrzyni!-Mówił słowo po ciosie. Zaśmiałam się i krzyknęłam:
-Ale wiesz,że mnie nie zranił? Poza tym...to ja powinnam cię chronić.-Powiedziałam do siebie i wyjęłam miecz. Kiedy stwór już chciał zgnieść Nukę,kiedy stał na ziemi,poderżnęłam mu gardło i rzuciłam w przepaść. Schowałam miecz i odwróciłam się do szczeniaka.
-Zdałeś mój test...choć powiem szczerze miałam nadzieję,że oblejesz.-Mruknęłam cicho.-Nuka,od dziś jesteś...moim...uczniem...-Powiedziałam. On straszliwie się ucieszył. Westchnęłam tylko i ruszyłam dalej. Cóż...samotna podróż byłaby lepsza,ale jak się ma u boku towarzysza...dość dojrzałego...jest ok.
<Co u Ciebie Limo?>
-Szczeniaku,idziemy!-Powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
-Dlaczego zawsze nazywasz mnie "szczeniaku"? Nigdy nie nazwałaś mnie po imieniu. A ja mam na imię N U K A a nie szczeniak.
-Wiem jak masz na imię.-Mruknęłam...Wtedy skoczył na mnie jakiś dziwny stwór...kolejny do grobu? Jednak ku mojemu zdziwieniu,szczeniak jako pierwszy rzucił się do walki. Mimo iż nie miał czym walczyć,chwycił jakiś patyk i zaczął nim okładać przeciwnika.
-Nie...pozwolę...ci...ranić...mojej...mistrzyni!-Mówił słowo po ciosie. Zaśmiałam się i krzyknęłam:
-Ale wiesz,że mnie nie zranił? Poza tym...to ja powinnam cię chronić.-Powiedziałam do siebie i wyjęłam miecz. Kiedy stwór już chciał zgnieść Nukę,kiedy stał na ziemi,poderżnęłam mu gardło i rzuciłam w przepaść. Schowałam miecz i odwróciłam się do szczeniaka.
-Zdałeś mój test...choć powiem szczerze miałam nadzieję,że oblejesz.-Mruknęłam cicho.-Nuka,od dziś jesteś...moim...uczniem...-Powiedziałam. On straszliwie się ucieszył. Westchnęłam tylko i ruszyłam dalej. Cóż...samotna podróż byłaby lepsza,ale jak się ma u boku towarzysza...dość dojrzałego...jest ok.
<Co u Ciebie Limo?>
Od Demina i Desto Do Crater
Desto zaczął się śmiać za nas dwóch ale jednak to dwa głosy się śmiały za mną staną wilk był to Spid
Dziewczyny zawsze zazdrościły jej wyglądu no i chłopaka ... Ta para zawsze była ze sobą chyba nikt nie widział ich bez siebie oboje kochają się jak dwa jelenie . Nagle jedna z jej sióstr podbiegła do tej pary i powiedziała :
(Co powiedziałaś ? )
- Hahaaha Desto mój śmiech zawsze mnie rozśmiesza - powiedział siostry Crater spadły na ziemię a jak nie spadły to spadły im twarze ponieważ Spid grał w różnych filmach i był sportowcem . Już jakaś wilczyca chciała do niego podejść gdy do Spid'a dobiegła do niego Laki była to dziewczyna Spid'a .
Dziewczyny zawsze zazdrościły jej wyglądu no i chłopaka ... Ta para zawsze była ze sobą chyba nikt nie widział ich bez siebie oboje kochają się jak dwa jelenie . Nagle jedna z jej sióstr podbiegła do tej pary i powiedziała :
(Co powiedziałaś ? )
CD2 Limo Do Timore
Byłem coraz bardziej roztargniony ponieważ Timore nie było a Alpha się nie pojawiała wiec by sie rozerwać wziąłem ze sobą Melody i posłem sie przejść ona sie wzbila w powietrze i usiadła na chmurze ja polorzymrl sie pod drzewem i zasnolem po długim upływie czasu obudzila mnie wilczyca była to ... Sithus
Była bardziej dojrzała i wyglądała jak porządna piękna Alpha była zupełnie odmienioną osobą .
- Dzień dobry Limo . - powiedziała pięknym dostojnym głosem
- Cześć Sit - uśmiechołem się ona się na mnie krzywo spojrzała i powiedziała :
- Nie jestem Sit ... Jestem Sithus nie pamiętasz mojego imienia ?
- Pamiętam ale nim jeszcze odeszłaś ...- nie dała mi dokończyć
- Co ! Ja nie odeszłam ! Napisałam do Timore tak :
"Droga Timore ... Ehh jakby tu zacząć odchodzę piszę ci to wprost
ponieważ nie będzie mnie przez bardzo długi okres czasu więc powierzam ci moją
władzę i chcę abyś ty była teraz Alphą naszej watahy i strzegła ją
całym swoim sercem które jest skryte na dnie ...
Ale wiec ,że z pewnością pokocha cię ta wataha ...
Pisała Sithus "
- To właśnie chciałam przekazać jej Limo - powiedziała .- A teraz gdzie jest Timore ? - powiedziała rozglądając się - Pewnie włada gdzieś mieczem lub mówi sama do siebie w swojej jaskini - powiedziała patrząc się na mnie z uśmiechem .
- Wiesz Sithus bo Timore ...
- Co Timore ? A pewnie opiekuje się Melody tym małym smoczkiem - powiedziała
- Dokładnie to już nie takim małym smoczkiem - Melody zleciała z chmury na ziemię pokazując się dumnie Sithus .
- Wow ale wyrosłaś ... A gdzie Timore ? Limo ?
- Co ?
- Gdzie Timore ty głuptasie ...-- uśmiechnęła się
- W tym rzecz ,że ...
- Że co ? - spytała podchodząc bliżej i zachowując zimną krew.
- Bo ona zostawiła watahę i poszła w świat - powiedziałem z opuszczonym łbem gdy go podniosłem z oka Sithus popłynęła łza . Stała patrząc się w ziemię ... Zareagowałem mówiąc :
- Nie płacz Sit...hus - dokończyłem . Ona mnie odepchnęła nie za zdrobnienie i pobiegła z żalem było mi przykro po chwili zrobiło się ciemno pojawiły się gwiazdy spojrzałem na nie i z oczu poleciały mi łzy a myślach powiedziałem do Timore : Sithus wróciła ...
(Co dalej Timore ? Wrócisz do mnie ? )
niedziela, 12 października 2014
Od Crater CD Damiena
-O,widzę,że masz eskortę,pożyczysz jednego?-Zaśmiała się siostra.
-Oj przestań,nie widzisz,że oboje są jej?-Zaśmiała się druga. Położyłam łapę na czole robiąc "facepalme" i powiedziałam:
-To są moi KOLEDZY. Dacie już spokój?-Chyba się zarumieniłam. Damien i Desto zaczęli się śmiać.
<Co dalej chłopaki?>
-Oj przestań,nie widzisz,że oboje są jej?-Zaśmiała się druga. Położyłam łapę na czole robiąc "facepalme" i powiedziałam:
-To są moi KOLEDZY. Dacie już spokój?-Chyba się zarumieniłam. Damien i Desto zaczęli się śmiać.
<Co dalej chłopaki?>
CD od Limo Do Timore
Byłem coraz bardziej roztargniony ponieważ Timore nie było a Alpha się nie pojawiała wiec by sie rozerwać wziąłem ze sobą Melody i posłem sie przejść ona sie wzbila w powietrze i usiadła na chmurze ja polorzymrl sie pod drzewem i zasnolem po długim upływie czasu obudzila mnie wilczyca była to ...
CDN
CDN
Od Damiena Do Crater
- Ok to pozwól że cię odprowadzę .-powiedziałem idąc bok w bok z wilczycą po chwili po drugiej stronie boku wilczycy pojawił się Desto . Oboje pilnowalismy wilczycy nagle pojawiło się chyba jej rodzeństwo bo ona się uśmiechnęła a wilki podniegly do niej mówiąc głupie rzeczy :
( Jakie rzeczy mówiło twoje rodzeństwo ?)
( Jakie rzeczy mówiło twoje rodzeństwo ?)
CD Timore cz.2
Kiedy rano się obudziłam,Nori jeszcze spała. Trąciłam ją łapą. Ona coś mruknęła i spała dalej. Trąciłam ją jeszcze raz. Ta sama reakcja z dopiskiem "Jeszcze 5 minut.". Zniecierpliwiona wzięłam ją do pyska i wrzuciłam do pobliskiej rzeki. Obudziła się błyskawicznie.
-Wstajemy ZAWSZE wraz ze słońcem,jeśli nie przed. Szkoda tracić dnia na bezsensowny sen.
-Ale mi się śniły takie ładne rzeczy.-Powiedziała zawiedziona.
-Sny,Nori są prawdziwe tylko we śnie. Żyjemy w tym świecie. Nie warto jest zatapiać się w sennych marzeniach,które się nie spełnią...
-To jest magiczny świat. Tu wszystko jest możli...-Nie dokończyła zdania,bo jakby z nikąd na ziemię spadł ogromny smok.
-Schowaj się!-Krzyknęłam i wyjęłam miecz z pochwy. Ruszyłam na smoka. Zionął ogniem. Uśmiechnęłam się i wbiegłam w żywioł. Nic mi nie mógł zrobić. Kiedy to zobaczył,smok machnął łapą. Celnie. Uderzyłam w skałę. Moje bezwładne ciało osunęło się na ziemię. Zacisnęłam zęby i próbowałam wstać,jednakże mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Po chwili jednak już biegłam na stwora. Podcięłam mu skrzydła,by nie odleciał. Odcięłam mu palce,by nie drapał. Poraniłam mu ogon,by nie mógł nim machać,aż wreszcie poderżnęłam mu gardło. Kiedy wylądowałam na ziemi,otrzepałam miecz z jego krwi i schowałam go do pochwy. Kiedy to uczyniłam,upadłam nieprzytomna na ziemię...
Kiedy się obudziłam,był wieczór,a Nori leżała obok mnie. Kiedy zobaczyła,że się obudziłam,podbiegła do mnie i zapytała:
-Wszystko ok? Byłaś wspaniała!
-T-tak...musisz być głodna...-Wybełkotałam wstawając.
-Przeczekam. Odpoczywaj.
-Nie pouczaj mnie,mała.-Uśmiechnęłam się.-Chodź,nauczę cię polować i będę miała cię z głowy.
-Dobrze.-Zaśmiała się. Następnego dnia,umiała już jako tako polować. Kiedy spała,żeby oszczędzić sobie problemów,odeszłam i zostawiłam jej karteczkę z pożegnaniem i radami na przyszłość...dwa tygodnie później,spotkałam jakiegoś szczeniaka...boże..czy na tym świecie są tylko zagubione szczeniaki?
-Czy-czy ty jesteś Timore? Mroczny morderca?
-Może...-Mruknęłam.
-Mogę zostać twoim uczniem? Proszę.
-Udowodnij,że jesteś tego wart...-Powiedziałam wpadając na pomysł jak się go pozbyć.
-Jak? Jak?
-Zobaczysz...jak na razie możesz ze mną podróżować.
-Dziękuję!
-Nie podniecaj się tak.-Mruknęłam.
<A co u Ciebie Limo?>
-Wstajemy ZAWSZE wraz ze słońcem,jeśli nie przed. Szkoda tracić dnia na bezsensowny sen.
-Ale mi się śniły takie ładne rzeczy.-Powiedziała zawiedziona.
-Sny,Nori są prawdziwe tylko we śnie. Żyjemy w tym świecie. Nie warto jest zatapiać się w sennych marzeniach,które się nie spełnią...
-To jest magiczny świat. Tu wszystko jest możli...-Nie dokończyła zdania,bo jakby z nikąd na ziemię spadł ogromny smok.
-Schowaj się!-Krzyknęłam i wyjęłam miecz z pochwy. Ruszyłam na smoka. Zionął ogniem. Uśmiechnęłam się i wbiegłam w żywioł. Nic mi nie mógł zrobić. Kiedy to zobaczył,smok machnął łapą. Celnie. Uderzyłam w skałę. Moje bezwładne ciało osunęło się na ziemię. Zacisnęłam zęby i próbowałam wstać,jednakże mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Po chwili jednak już biegłam na stwora. Podcięłam mu skrzydła,by nie odleciał. Odcięłam mu palce,by nie drapał. Poraniłam mu ogon,by nie mógł nim machać,aż wreszcie poderżnęłam mu gardło. Kiedy wylądowałam na ziemi,otrzepałam miecz z jego krwi i schowałam go do pochwy. Kiedy to uczyniłam,upadłam nieprzytomna na ziemię...
Kiedy się obudziłam,był wieczór,a Nori leżała obok mnie. Kiedy zobaczyła,że się obudziłam,podbiegła do mnie i zapytała:
-Wszystko ok? Byłaś wspaniała!
-T-tak...musisz być głodna...-Wybełkotałam wstawając.
-Przeczekam. Odpoczywaj.
-Nie pouczaj mnie,mała.-Uśmiechnęłam się.-Chodź,nauczę cię polować i będę miała cię z głowy.
-Dobrze.-Zaśmiała się. Następnego dnia,umiała już jako tako polować. Kiedy spała,żeby oszczędzić sobie problemów,odeszłam i zostawiłam jej karteczkę z pożegnaniem i radami na przyszłość...dwa tygodnie później,spotkałam jakiegoś szczeniaka...boże..czy na tym świecie są tylko zagubione szczeniaki?
-Czy-czy ty jesteś Timore? Mroczny morderca?
-Może...-Mruknęłam.
-Mogę zostać twoim uczniem? Proszę.
-Udowodnij,że jesteś tego wart...-Powiedziałam wpadając na pomysł jak się go pozbyć.
-Jak? Jak?
-Zobaczysz...jak na razie możesz ze mną podróżować.
-Dziękuję!
-Nie podniecaj się tak.-Mruknęłam.
<A co u Ciebie Limo?>
Od Crater CD Damiena
-Cześć,Desto. Miło mi cię poznać.-Uśmiechnęłam się. Zwróciłam się do Damiena.-W sumie...to co ja tutaj robię?
-Zemdlałaś...
-Ach,rozumiem...dziękuję,że mi pomogłeś.
-Nie ma sprawy.-Spróbowałam wstać. Szaman od razu powiedział:
-Musisz leżeć!
-Nic mi nie jest. Tobie też dziękuję.-Powiedziałam do szamana i zeskoczyłam ze stołu. Zachwiałam się i Damien już rzucił się,żeby mnie złapać,ale powstrzymałam go łapą i zatrzymałam zawroty głowy.-Już wszystko dobrze.-Uśmiechnęłam się.
<Co dalej?>
-Zemdlałaś...
-Ach,rozumiem...dziękuję,że mi pomogłeś.
-Nie ma sprawy.-Spróbowałam wstać. Szaman od razu powiedział:
-Musisz leżeć!
-Nic mi nie jest. Tobie też dziękuję.-Powiedziałam do szamana i zeskoczyłam ze stołu. Zachwiałam się i Damien już rzucił się,żeby mnie złapać,ale powstrzymałam go łapą i zatrzymałam zawroty głowy.-Już wszystko dobrze.-Uśmiechnęłam się.
<Co dalej?>
Od Damien Do Crater
- Dzień dobry jestem Damien - powiedziałem do małej zielonej wilczycy .
- Dzzz... - zemdlała złapałem ją i zaniosłem do pobliskiej kliniki .
- Dzień dobry ! - powiedział szaman .
- Cześć ! Zemdlała ... - powiedziałem pokazując wilkowi wilczyce .
- Walnęła się o coś spadając ? - zapytał oglądając ją
- Nie jest to nie możliwe ponieważ złapałem ją ...
- A dobrze to nie powinno być z nią problemów ... - powiedział szykując jakąś magiczną miksturę
- A jeżeli mogę to z jakiej przyczyny zemdlała ? - zapytałem bo nie dawało mi to spokoju
- Nic mi nie jest ... - powiedziała cicho ochrypłym głosem podnosząc lekko głowę do góry patrząc na mnie i szamana ...
- Leż !!!!!!!!!! - krzykną szaman
- Dobrze będzie leżeć a ty nie krzycz masz być miły bo inaczej .... - moje tatuaże zaczęły świeci
- Ehhh dobrze ... - powiedział do mnie - proszę leż ... -zwrócił się do wilczycy - Dziękuję - powiedziałam siadając i patrząc na wilczycę .
- I jak ze mną będzie ? - zapytała wilczyca
- Nie już jutro wyjdziesz z tond . - powiedział robiąc jej okład - A teraz możecie sobie pogadać.
- Więc ... tak Crater nie wiem czy słyszałaś jestem Damien .
- Tak to akurat słyszałam ... - powiedziała
- Tak ...
- Masz rodzeństwo ? - zapytała
- Tak mam młodszego brata ... A ty ?
- Ja mam też ... - uśmiechnęła się
- Poczekaj ... - powiedziałem i wyszedłem z jaskini po chwili zawyłem po paru sekundach pojawił się mój brat Desto :
- Zmieniasz kolory jak nie wiem kto ... - powiedziałem
- Tak bo mogę powiedział - po co mnie tu wołasz .
- Chcę byś poznał moją koleżankę .- powiedziałem po chwili ja i brat byliśmy już przy Crater :
- To właśnie jest mój brat Desto . Desto a to jest Crater :
- Hej - powiedział Desto
( Co dalej Crater ? )
sobota, 11 października 2014
Od Timore CD Limo
-Kłamca.-Syknęłam uśmiechnięta i wybiegłam z jaskini. Z wyjścia jeszcze szepnęłam:-Byłeś jedynym wilkiem,który potrafił mnie wzruszyć.-I pobiegłam przed siebie. Alfę niech sami wybiorą...ja nigdy nie nadawałam się na przywódcę...przewodnika innych wilków...jestem samotnikiem...
Opuściłam tereny watahy i skierowałam się na północ. Kontynuowałam moją wędrówkę,którą przerwałam dołączając do watahy...heh...wędrówki zazwyczaj są przerywane...na kilka lat...spędziłam w tej watasze...5 lat...tak. Nadszedł czas na wyruszenie w drogę. Przepraszam cię mamo,na chwilę zapomniałam po co zostałam stworzona...jaki był mój cel. Ale już go pamiętam. Już do niego zmierzam. Odnajdę Holocausto i zemszczę się za zniszczenie mojej wioski...mojej przeszłości i przyszłości. Mojego życia. Przeskoczyłam rzekę i wkroczyłam na teren pustynny. Przez tydzień biegłam po piaszczystym krajobrazie aż w końcu natrafiłam na lasy. Kiedy do nich dotarłam,napiłam się wody z niedalekiej rzeki i odpoczęłam. Obudził mnie odgłos łamanej gałęzi. Błyskawicznie skoczyłam na sprawcę odgłosu.
-P-p-p-p-przepraszam!-Wykrzyknęła wystraszona wilczyca...wilczątko...
-Co tu robisz? Dlaczego się zakradałaś?
-Z-z-zobaczyłam na brzegu śpiącego wilka i bałam się czy może nic mu nie jest...tym wilkiem byłaś ty...
-Domyśliłam się...-Mruknęłam i zaczęłam odchodzić.
-P-poczekaj! Jestem Nori. Nie mam rodziców...boję się...nie umiem polować...proszę...mogę iść z tobą?
-Tam dokąd idę...spotkasz tylko piekło...znajdź sobie inną niańkę...-Powiedziałam.-Prawdopodobnie nie wrócę stamtąd żywa.-Mruknęłam.
-Nawet gdyby był tam tylko lód...ogień bądź mrok...nie ulęknę się...nie zostawię cię...proszę...
-...Nie...-Burknęłam i poszłam. Po jakiś 10 minutach zatrzymałam się i powiedziałam.-Ile zamierzasz za mną iść?
-Aż się zgodzisz,bym była twoim uczniem...
-NIE!-Krzyknęłam i pobiegłam.
-Błagam...-Powiedziała kiedy leżałam przy ognisku. Leżałam zmęczona,a ona przy mnie. Przewróciłam oczami i mruknęłam:
-Nauczę cię polować...nie licz na więcej i nie przywiązuj się do mnie...gdyby przyszło ci to do głowy...kiedy cię tego nauczę nigdy więcej się nie spotkamy,rozumiesz?
-Tak! Dziękuję ci!-Przytuliła się do mnie.
-Zasada 1. Nie przytulaj się do mnie...-Powiedziałam.-A teraz spać.-I zasnęłam.
C.D.N
Opuściłam tereny watahy i skierowałam się na północ. Kontynuowałam moją wędrówkę,którą przerwałam dołączając do watahy...heh...wędrówki zazwyczaj są przerywane...na kilka lat...spędziłam w tej watasze...5 lat...tak. Nadszedł czas na wyruszenie w drogę. Przepraszam cię mamo,na chwilę zapomniałam po co zostałam stworzona...jaki był mój cel. Ale już go pamiętam. Już do niego zmierzam. Odnajdę Holocausto i zemszczę się za zniszczenie mojej wioski...mojej przeszłości i przyszłości. Mojego życia. Przeskoczyłam rzekę i wkroczyłam na teren pustynny. Przez tydzień biegłam po piaszczystym krajobrazie aż w końcu natrafiłam na lasy. Kiedy do nich dotarłam,napiłam się wody z niedalekiej rzeki i odpoczęłam. Obudził mnie odgłos łamanej gałęzi. Błyskawicznie skoczyłam na sprawcę odgłosu.
-P-p-p-p-przepraszam!-Wykrzyknęła wystraszona wilczyca...wilczątko...
-Co tu robisz? Dlaczego się zakradałaś?
-Z-z-zobaczyłam na brzegu śpiącego wilka i bałam się czy może nic mu nie jest...tym wilkiem byłaś ty...
-Domyśliłam się...-Mruknęłam i zaczęłam odchodzić.
-P-poczekaj! Jestem Nori. Nie mam rodziców...boję się...nie umiem polować...proszę...mogę iść z tobą?
-Tam dokąd idę...spotkasz tylko piekło...znajdź sobie inną niańkę...-Powiedziałam.-Prawdopodobnie nie wrócę stamtąd żywa.-Mruknęłam.
-Nawet gdyby był tam tylko lód...ogień bądź mrok...nie ulęknę się...nie zostawię cię...proszę...
-...Nie...-Burknęłam i poszłam. Po jakiś 10 minutach zatrzymałam się i powiedziałam.-Ile zamierzasz za mną iść?
-Aż się zgodzisz,bym była twoim uczniem...
-NIE!-Krzyknęłam i pobiegłam.
-Błagam...-Powiedziała kiedy leżałam przy ognisku. Leżałam zmęczona,a ona przy mnie. Przewróciłam oczami i mruknęłam:
-Nauczę cię polować...nie licz na więcej i nie przywiązuj się do mnie...gdyby przyszło ci to do głowy...kiedy cię tego nauczę nigdy więcej się nie spotkamy,rozumiesz?
-Tak! Dziękuję ci!-Przytuliła się do mnie.
-Zasada 1. Nie przytulaj się do mnie...-Powiedziałam.-A teraz spać.-I zasnęłam.
C.D.N
Od Limo Do Tomore
W tym momecie złapałem ją za łapę i przytulilem do siebie mówiąc do niej w myślach : " uważaj na siebie i pamiętaj że sercem i duszą będę przy tobie ..." Na te słowa podniosła głowę mówiąc :
- Uważaj na siebie i zaopiekuj sie Melody ...
- Dobrze ale masz mi wrócić cała i zdrowa ... - spojrzała na mnie uśmiechając sie ja sie zaruminilem i powiedziałem :
- Ze zgledów na Melody oczywiście ... - powiedziałem wykrecajac się z sytułacji ona podbiegła szybko do mnie i ...
( Co dalej ?)
- Uważaj na siebie i zaopiekuj sie Melody ...
- Dobrze ale masz mi wrócić cała i zdrowa ... - spojrzała na mnie uśmiechając sie ja sie zaruminilem i powiedziałem :
- Ze zgledów na Melody oczywiście ... - powiedziałem wykrecajac się z sytułacji ona podbiegła szybko do mnie i ...
( Co dalej ?)
Od Timore CD Limo
Kiedy dobiegłam do swojej jaskini,Melody kiedy mnie zobaczyła bała się mnie...myślała,że to Tantibus.
-Nie ruszaj się.-Powiedziałam.-To ja,Timore. Twoja rana...jeśli jej nie uleczę,Tantibus może cię opętać. Proszę...uwierz...mi...-Powiedziałam.
-D-dobrze...-Uleczyłam jej łapę.
-Gdzie Limo?
-Poszedł do siebie.
-Dziękuję. Lecę do niego.-Wybiegłam z jaskini i rozwinęłam skrzydła. Poleciałam do jaskini Limo.
-Limo? Jesteś tu?-Zawołałam.
-Czego chcesz?-Odpowiedział.
-Dziękuję...-Powiedziałam.-Znalazłam sposób na trzymanie Tantibus w zamknięciu.
-Już myślałem,że przeszła po mnie...-Mruknął.-Zmieniłaś się odkąd cię poznałem...
-Jedyne co się we mnie zmieniło to to,że stałam się silniejsza...wiesz...wyruszę teraz w długą podróż...sama...nie wiem czy wrócę...zaopiekujesz się Melody?
<Co dalej Limo?>
-Nie ruszaj się.-Powiedziałam.-To ja,Timore. Twoja rana...jeśli jej nie uleczę,Tantibus może cię opętać. Proszę...uwierz...mi...-Powiedziałam.
-D-dobrze...-Uleczyłam jej łapę.
-Gdzie Limo?
-Poszedł do siebie.
-Dziękuję. Lecę do niego.-Wybiegłam z jaskini i rozwinęłam skrzydła. Poleciałam do jaskini Limo.
-Limo? Jesteś tu?-Zawołałam.
-Czego chcesz?-Odpowiedział.
-Dziękuję...-Powiedziałam.-Znalazłam sposób na trzymanie Tantibus w zamknięciu.
-Już myślałem,że przeszła po mnie...-Mruknął.-Zmieniłaś się odkąd cię poznałem...
-Jedyne co się we mnie zmieniło to to,że stałam się silniejsza...wiesz...wyruszę teraz w długą podróż...sama...nie wiem czy wrócę...zaopiekujesz się Melody?
<Co dalej Limo?>
piątek, 10 października 2014
Od Limo Do Timore
Po całym 'incydencie' postanowiłem wrócić do watahy Arms i jak najszybciej zapomnieć o miłości do Timore ona strasznie się zmienia miałem dość i wróciłem z bólem serca do domu ...
(Co dalej ? )
(Co dalej ? )
Od Crater
Kiedy rano się obudziłam,poszłam na dwór. Odeszłam daleko od watahy i kontynuowałam naukę mojej magii. Po chwili jednak zauważyłam,że jest tak wielka,że nie umiałam nad nią panować...kiedy się obudziłam,zobaczyłam wokół mnie pustynię. Nade mną stała jakaś biała wilczyca. Wyglądała jak duch...dobry duch...
-K-kim jesteś?-Zapytałam.
-Jestem Kain. Nie bój się. Przyszłam ci pomóc...
-A-ale w czym...iiii....kim dokładnie jesteś?
-Sprawię,że część twojej magii będzie zaklęta w twoim medalionie,puki nie będziesz w stanie jej kontrolować. Co do twojego drugiego pytania...jestem kimś w rodzaju ducha,który stara się odpokutować swoje grzechy...
-Rozumiem...jakie grzechy?
-To już nie powinno cię obchodzić.
-Ach,przepraszam.
-Dasz mi swój medalion?
-Tak...-Zdjęłam mój naszyjnik.
-Zmieni się nieco jego wygląd...-Wzięła go i przycisnęłam do mojej piersi. Rozbłysło światło i zielony dym wleciał do naszyjnika,który przybrał formę zielonego kryształu.
Nałożyła go na moją szyję.
-Dziękuję ci.-Wyszeptałam,ale jej już nie było. Smutna spojrzałam na piach,który jako jedyny przetrwał mój czar...przetarłam go łapą i ujrzałam małą,zieloną roślinkę...wtedy zrozumiałam,że przyroda zawsze znajdzie sposób,by się odrodzić i nie powstrzyma jej żadna magia...kiedy chodziłam po watasze,wpadłam na jakiegoś przystojnego wilka.
-P-przepraszam.-Powiedziałam.
-Nic się nie stało. Jak masz na imię?
-Jestem Crater,a ty?
<Jak masz na imię?>
-K-kim jesteś?-Zapytałam.
-Jestem Kain. Nie bój się. Przyszłam ci pomóc...
-A-ale w czym...iiii....kim dokładnie jesteś?
-Sprawię,że część twojej magii będzie zaklęta w twoim medalionie,puki nie będziesz w stanie jej kontrolować. Co do twojego drugiego pytania...jestem kimś w rodzaju ducha,który stara się odpokutować swoje grzechy...
-Rozumiem...jakie grzechy?
-To już nie powinno cię obchodzić.
-Ach,przepraszam.
-Dasz mi swój medalion?
-Tak...-Zdjęłam mój naszyjnik.
-Zmieni się nieco jego wygląd...-Wzięła go i przycisnęłam do mojej piersi. Rozbłysło światło i zielony dym wleciał do naszyjnika,który przybrał formę zielonego kryształu.
Nałożyła go na moją szyję.
-Dziękuję ci.-Wyszeptałam,ale jej już nie było. Smutna spojrzałam na piach,który jako jedyny przetrwał mój czar...przetarłam go łapą i ujrzałam małą,zieloną roślinkę...wtedy zrozumiałam,że przyroda zawsze znajdzie sposób,by się odrodzić i nie powstrzyma jej żadna magia...kiedy chodziłam po watasze,wpadłam na jakiegoś przystojnego wilka.
-P-przepraszam.-Powiedziałam.
-Nic się nie stało. Jak masz na imię?
-Jestem Crater,a ty?
<Jak masz na imię?>
środa, 8 października 2014
Od Timore CD Limo
Kiedy Tantibus w moim ciele biegła przed siebie z szyderczym śmiechem próbowałam odzyskać kontrolę. Po chwili jednak zatrzymała się. Jej uśmiech zniknął i dotknęła policzka. Zobaczyłam łzę.
-HAH! A WIĘC JEDNAK ZMIĘKŁAŚ!-Krzyknęła do mnie. Miała rację. Przez to,że zaczęłam być zależna stałam się słabsza. Wściekłam się. Po chwili zauważyłam,że moje ciało zaczęło palić się czarnym ogniem z białymi pasmami. Ogień ten jednak nie parzył mnie. Jednakże na Tantibus to nie działało. Zaczęła turlać się po ziemi z bólu i krzyczeć,żebym przestała. Wtedy odnalazłam światełko w tunelu. I tym światełkiem był ten ogień. Rozpaliłam moje ciało jeszcze bardziej. Ona zaczęła odlatywać. Wtedy przejęłam kontrolę. Domyśliłam się,że ten ognień był połączeniem moich żywiołów. Ognia(ogień),życia(białe pasma) i śmierci(czarny kolor ognia). Kiedy przejęłam kontrolę,ogień zniknął,ale nie wyczuwałam obecności Tantibus. Wiedziałam jednak,że tak łatwo się jej nie pozbędę. W sumie,lubiłam ją. Wtedy zobaczyłam,że moje ciało drży. Ale to nie były zwykłe drgania. To było coś jakby zakłócenia w telewizji.
-Tak szybko?-Zapytałam sama siebie.-Minęło ledwie 2 tysiące lat!-Rozejrzałam się gdzie jestem i ruszyłam w stronę zapachu Limo i Melody. Muszę ją uleczyć bo inaczej Tantibus może się schronić w jej ciele. Jak wirus.
<Co dalej Limo?>
-HAH! A WIĘC JEDNAK ZMIĘKŁAŚ!-Krzyknęła do mnie. Miała rację. Przez to,że zaczęłam być zależna stałam się słabsza. Wściekłam się. Po chwili zauważyłam,że moje ciało zaczęło palić się czarnym ogniem z białymi pasmami. Ogień ten jednak nie parzył mnie. Jednakże na Tantibus to nie działało. Zaczęła turlać się po ziemi z bólu i krzyczeć,żebym przestała. Wtedy odnalazłam światełko w tunelu. I tym światełkiem był ten ogień. Rozpaliłam moje ciało jeszcze bardziej. Ona zaczęła odlatywać. Wtedy przejęłam kontrolę. Domyśliłam się,że ten ognień był połączeniem moich żywiołów. Ognia(ogień),życia(białe pasma) i śmierci(czarny kolor ognia). Kiedy przejęłam kontrolę,ogień zniknął,ale nie wyczuwałam obecności Tantibus. Wiedziałam jednak,że tak łatwo się jej nie pozbędę. W sumie,lubiłam ją. Wtedy zobaczyłam,że moje ciało drży. Ale to nie były zwykłe drgania. To było coś jakby zakłócenia w telewizji.
-Tak szybko?-Zapytałam sama siebie.-Minęło ledwie 2 tysiące lat!-Rozejrzałam się gdzie jestem i ruszyłam w stronę zapachu Limo i Melody. Muszę ją uleczyć bo inaczej Tantibus może się schronić w jej ciele. Jak wirus.
<Co dalej Limo?>
poniedziałek, 6 października 2014
Od Call Do Bella
Kiedy po dłuższym czasie choroby wróciłam do zdrowia postanowiłam odwiedzić Bella miał dziś urodziny więc zabrałam wszystkie moje kamienie ubrałam czarną kamizelkę z długim kapturem tak by nie było widać mojego pyska i pobiegłam na ' Czarny Rynek ' były tam figurki mikstury i skrzydła postanowiłam kupić mu Amulet dający smoka wiem ,że zawsze o nim marzył więc gdy już wyrałam podeszłam do wilka :
- Dziękuję - powiedziałam i pobiegam po chwili zatrzymałam się i założyłam amulet również siciągając kaptur od mojego czrnego płaszczu . - Jest piękny ... - powiedziałam sama do siebie. Nagle jakiś głos z krzaków powiedział :
- Faktycznie piękny ... Tak jak jego właścicielka ... - powiedział wilk wychodząc zza drzewa .
- Kim jesteś ? - odsuwając się o krok .
- Hehe nie musisz się mnie bać - powiedział podchodząc do mnie bliżej . Ja cofnęłam się o krok i walnęłam w drzewo . - Oj nie przejmuj się mną - powiedział gładząc mnie po policzku podsuwając się do mnie i zaczynając mnie lizać po ustach ... Ja nie mogłam odejść zaczęłam płakać nagle jakieś wilki wyszły zza krzaków i zaczęli się śmiać mówiąc :
- Ładna sztuka podzielisz się ?
- Weź znając Eryka nie podzieli się zrobi co należy i zostawi ze szczeniakami ...
- Na te słowa zaczęłam się szarpać jego koledzy walnęli mnie kamieniem w głowę i straciłam przytomność ... po dłuższym czasie obudziłam się na łożu w płatkach róż przywiązana łańcuchami ... Wokół mnie stało Wilcze Wino i świece gdy spojrzałam dalej zobaczyłam wilka który mnie znalazł w lesie . Nagle podszedł i powiedział do mnie :
- Fajnie było więc zostaniesz ze mną jeszcze jakiś czas a potem cię wypuszczę ale było fajnie teraz moi koledzy chcą się pobawić chyba im pozwolisz ... - powiedział pokazując by następny wilk wszedł do jaskini ... te wilki były dużo starsze ode mnie ... po chwil zaczęłam krzyczeć ... wilk walną mnie w głowę zasłonił usta i widziałam jak brał kamienie od wilka który po chwili się do mnie zbliżał ... po kilku sekundach zemdlałam traciłam coraz więcej krwi kiedy się obudziłam była zima leżałam ze swoim płaszczem kamieniem i amuletem dla Bella na śniegu z dala od watahy koło mojej głowy było pełno krwi z ostatku sił zawyłam i padłam ... po czasie ktoś zamoczył moją twarz w wodzie kiedy otworzyłam lekko oczy zobaczyłam Bella zaczęłam płakać on mnie przytulił i powiedział szeptem :
- Już wszystko dobrze nie płacz ...
- Ale ... - nie dał mi dokończyć
- Ciii nie martw się już wszystko jest dobrze ... śpij ... musisz odpoczywać ... - z jego oka poleciała łezka nagle poczułam silny ból brzucha parsknęłam z bólu Bell się przeraził zawył po szamana kiedy on przyszedł uśpił mnie i kiedy się obudziłam wokół mnie leżało stadko szczeniąt przeraziłam się tym bo wiedziałam ,że nie są to dzieci kogoś kogo kocham tylko kogoś z przymusu ... nie , nie z przymusu z chcenia jakiegoś zboczonego wilka zaczęłam płakać nagle jakieś szczenię podeszło do mnie mówiąc :
- Mamusiu czemu płaczesz tatuś powiedział ,że będziemy szczęśliwko rodzinko ... - spojrzałam się na Bella on się uśmiechną a ja przytuliłam szczenię mówiąc :
- Masz rację Kold masz rację będziemy najszczęśliwszą rodzinką na świecie ...
- A jak się nazwiesz mamusiu braciszków i siostrzyczków ? - uśmiechnęłam się ponieważ wymowa małego mnie rozbijała .
- Więc niech się tu zbliży ... niech będą wszystkie szczeniaki . - pierwsza była Moon była taka słodka ale pomimo to puki nie dorośnie nie będzie Seki ... powiedziałam to samo co myślałam ...
- Ty będziesz Okami ... - powiedziałam
- A ty będziesz Shar - powiedziałam po chwilce wszystkie szczeniaki mnie .
Po chwili przypomniało mi się co mam dla Anabella poprosiłam Shera by podał mi mój płaszcz wyjęłam z niego prezent dla Bella i dałam mu go :
( Co ty na to Bell ? )
- Witam ! - powiedział z uśmiechem wilk ... - W czym mogę pomóc ?
- Dzień doby chciała bym kupić ten amulet - powiedziałam wycinając łapą z koszyka amulet :

- Jakieś specjalne życzenie widzę nie wiedziałem ,że młode interesują smoki - powiedział zapakowując amulet tak by się nie zgubił i nie potłukł w kieszeni mojego płaszczu .

- Jakieś specjalne życzenie widzę nie wiedziałem ,że młode interesują smoki - powiedział zapakowując amulet tak by się nie zgubił i nie potłukł w kieszeni mojego płaszczu .
- Tak to dla przyjaciela - powiedziałam zabierając przedmiot i paktując go do kieszeni a przy tym wyciągając kamienie .
- Więc twój przyjaciel dostanie drogi prezent - powiedział licząc klejnoty .
- Dokładnie ... - powiedziałam odchodząc ...
- Poczekaj ! - krzykną wilk ja się zatrzymałam i stanęłam w miejscu czekając na następne słowa wilka . - Mam dodatek ...
- Jaki dodatek - powiedziałam podbiegając do wilka .
- Tu masz prezent dla ciebie nikt go nie kupował przez wiele lat a ja mam takich wiele więc pomyślałem ,że może chciała byś ?
-Jasne - wzięłam amulet i rozpakowałam go był piękny :
Jego kamień był piękny mienił się czerwienią i to taką jaką kochałam ...- Dziękuję - powiedziałam i pobiegam po chwili zatrzymałam się i założyłam amulet również siciągając kaptur od mojego czrnego płaszczu . - Jest piękny ... - powiedziałam sama do siebie. Nagle jakiś głos z krzaków powiedział :
- Faktycznie piękny ... Tak jak jego właścicielka ... - powiedział wilk wychodząc zza drzewa .
- Kim jesteś ? - odsuwając się o krok .
- Hehe nie musisz się mnie bać - powiedział podchodząc do mnie bliżej . Ja cofnęłam się o krok i walnęłam w drzewo . - Oj nie przejmuj się mną - powiedział gładząc mnie po policzku podsuwając się do mnie i zaczynając mnie lizać po ustach ... Ja nie mogłam odejść zaczęłam płakać nagle jakieś wilki wyszły zza krzaków i zaczęli się śmiać mówiąc :
- Ładna sztuka podzielisz się ?
- Weź znając Eryka nie podzieli się zrobi co należy i zostawi ze szczeniakami ...
- Na te słowa zaczęłam się szarpać jego koledzy walnęli mnie kamieniem w głowę i straciłam przytomność ... po dłuższym czasie obudziłam się na łożu w płatkach róż przywiązana łańcuchami ... Wokół mnie stało Wilcze Wino i świece gdy spojrzałam dalej zobaczyłam wilka który mnie znalazł w lesie . Nagle podszedł i powiedział do mnie :
- Fajnie było więc zostaniesz ze mną jeszcze jakiś czas a potem cię wypuszczę ale było fajnie teraz moi koledzy chcą się pobawić chyba im pozwolisz ... - powiedział pokazując by następny wilk wszedł do jaskini ... te wilki były dużo starsze ode mnie ... po chwil zaczęłam krzyczeć ... wilk walną mnie w głowę zasłonił usta i widziałam jak brał kamienie od wilka który po chwili się do mnie zbliżał ... po kilku sekundach zemdlałam traciłam coraz więcej krwi kiedy się obudziłam była zima leżałam ze swoim płaszczem kamieniem i amuletem dla Bella na śniegu z dala od watahy koło mojej głowy było pełno krwi z ostatku sił zawyłam i padłam ... po czasie ktoś zamoczył moją twarz w wodzie kiedy otworzyłam lekko oczy zobaczyłam Bella zaczęłam płakać on mnie przytulił i powiedział szeptem :
- Już wszystko dobrze nie płacz ...
- Ale ... - nie dał mi dokończyć
- Ciii nie martw się już wszystko jest dobrze ... śpij ... musisz odpoczywać ... - z jego oka poleciała łezka nagle poczułam silny ból brzucha parsknęłam z bólu Bell się przeraził zawył po szamana kiedy on przyszedł uśpił mnie i kiedy się obudziłam wokół mnie leżało stadko szczeniąt przeraziłam się tym bo wiedziałam ,że nie są to dzieci kogoś kogo kocham tylko kogoś z przymusu ... nie , nie z przymusu z chcenia jakiegoś zboczonego wilka zaczęłam płakać nagle jakieś szczenię podeszło do mnie mówiąc :
- Mamusiu czemu płaczesz tatuś powiedział ,że będziemy szczęśliwko rodzinko ... - spojrzałam się na Bella on się uśmiechną a ja przytuliłam szczenię mówiąc :
- Masz rację Kold masz rację będziemy najszczęśliwszą rodzinką na świecie ...
- A jak się nazwiesz mamusiu braciszków i siostrzyczków ? - uśmiechnęłam się ponieważ wymowa małego mnie rozbijała .
- Więc niech się tu zbliży ... niech będą wszystkie szczeniaki . - pierwsza była Moon była taka słodka ale pomimo to puki nie dorośnie nie będzie Seki ... powiedziałam to samo co myślałam ...
- Ty będziesz Okami ... - powiedziałam
- A ty będziesz Shar - powiedziałam po chwilce wszystkie szczeniaki mnie .
A Bell spojrzał w niebo a jego przyjaciel a zresztą sami zobaczcie :]Po chwili przypomniało mi się co mam dla Anabella poprosiłam Shera by podał mi mój płaszcz wyjęłam z niego prezent dla Bella i dałam mu go :
( Co ty na to Bell ? )
Subskrybuj:
Posty (Atom)































