wtorek, 14 października 2014

Od Timore CD Limo

Następnego ranka,razem z Nuką poszliśmy na polowanie. Oczywiście ja sobie leżałam w cieniu,kiedy on upolował nam sporą łanię. Kiedy zjedliśmy,pokazałam mu kilka sztuczek we władaniu mieczem. Robił to wszystko z patykiem,bo jak na razie nie zamierzałam mu dać żadnej z moich cennych broni. Po dniu wolnego,ruszyliśmy dalej. Zbliżała się zima,więc było coraz zimniej nocami. Ehh...jak to zwykle bywa ze szczeniakami,Nuka przytulał się do mnie w nocy...
   Nie wiadomo kiedy,zleciało kilka miesięcy. Nuka dorósł i stał się na prawdę wspaniałym szermierzem.
Często razem walczyliśmy i cóż...przywiązałam się do tego bachora. Umiał mnie rozśmieszyć...nigdy nie maiłam dzieci,ale gdybym miała mianować kogoś,kto jest dla mnie jak syn,to właśnie jego. Niestety,pewnego dnia,kiedy bawiliśmy się tak,że ja latałam on biegł za mną,postrzelił mnie człowiek. Upadłam ze zranionym skrzydłem na ziemię. Nuka podbiegł do mnie i pomógł mi trochę. Zaczęliśmy uciekać...biegliśmy przez skarpę...wtedy jedna ze ścian osunęła się...Nuka wpadł w przepaść,a mnie przygniotły kamienie...ludzie zniknęli...kiedy w końcu udało mi się wydostać spod kamieni,próbowałam dostać się na dno,ale okazało się,że przepaść owego dna nie miała...przynajmniej nie dostępnego. Szukałam Nukę wszędzie,gdzie tylko mogłam nie zważając na ilość krwi,jaką traciłam. Szukałam do czasu,kiedy zemdlałam...
    Obudziłam się w nocy,przy ognisku w obecności jakiejś dziwnej wilczycy.
-W końcu cię znalazłam...mamo.-Wyszeptała.
-K-kim...tyy....-Wybełkotałam.
-To ja...mamo...Nori. Ty uratowałaś życie mi,teraz ja uratowałam twoje...ale sporo się napłakałam i naszukałam,nim cię odnalazłam.-Zaśmiała się.
-Nie taka była umowa. Miałam nauczyć cię polować i nigdy więcej nie zobaczyć...i nie jestem twoją matką...
-Mimo wszystko...miałam cię zostawić,skoro widziałam,że możesz się w każdej chwili wykrwawić lub wyziębić?
-Tak...
-Ale wdzięczność...zesztywniałaś od naszego ostatniego spotkania...
-Nic się nie zmieniłam...a teraz jeśli pozwolisz...-Wstałam i skierowałam się w stronę lasu.
-Chcesz teraz iść? W środku nocy?
-A czemu nie? Skrzydło zaraz będzie zdrowe...
-JESTEŚ GŁUPIA!-Krzyknęła. Z jej zamkniętych oczu poleciały łzy. Zesztywniałam. Nastała chwila ciszy.-Nie dbasz o swoje zdrowie. Nie myślisz o tych,dla których jesteś na prawdę ważna. Po prostu żyjesz...nie zdziwiłabym się,gdybyś nie przejęła się momentem,gdy twoje życie jest zagrożone....mocno zagrożone...nie umiesz cieszyć się życiem,które jest krótkie...ja...ty...jesteś dla mnie jak matka....JESTEŚ MOJĄ MATKĄ!-Kontynuowała. Westchnęłam.
-Cieszyłam się życiem...kiedyś...kiedy jeszcze nie rozumiałam,że moje życie nie jest tak krótkie jak większości moich przyjaciół...zrozumiałam to,kiedy patrzyłam na ich śmierć...czasami ze starości,czasami przedwczesną...ale zawsze było tak,że to ja parzyłam na śmierć innych...nie odwrotnie...jeszcze tysiąc lat temu byłam inna...
-T-tysiąc?-Zdziwiła się.
-Tysiąc...
-Odpychasz od siebie innych...żeby nie patrzeć na ich śmierć...i nie cierpieć...-Zaśmiałam się.
-I pomyśleć,że taka gówniara zrozumiała mnie jako pierwsza...
     Z samego rana po raz drugi zostawiłam ją samą...i uciekłam...
<Jak tam u was,Hope,Brothers?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz