Kiedy rano się obudziłam,Nori jeszcze spała. Trąciłam ją łapą. Ona coś mruknęła i spała dalej. Trąciłam ją jeszcze raz. Ta sama reakcja z dopiskiem "Jeszcze 5 minut.". Zniecierpliwiona wzięłam ją do pyska i wrzuciłam do pobliskiej rzeki. Obudziła się błyskawicznie.
-Wstajemy ZAWSZE wraz ze słońcem,jeśli nie przed. Szkoda tracić dnia na bezsensowny sen.
-Ale mi się śniły takie ładne rzeczy.-Powiedziała zawiedziona.
-Sny,Nori są prawdziwe tylko we śnie. Żyjemy w tym świecie. Nie warto jest zatapiać się w sennych marzeniach,które się nie spełnią...
-To jest magiczny świat. Tu wszystko jest możli...-Nie dokończyła zdania,bo jakby z nikąd na ziemię spadł ogromny smok.
-Schowaj się!-Krzyknęłam i wyjęłam miecz z pochwy. Ruszyłam na smoka. Zionął ogniem. Uśmiechnęłam się i wbiegłam w żywioł. Nic mi nie mógł zrobić. Kiedy to zobaczył,smok machnął łapą. Celnie. Uderzyłam w skałę. Moje bezwładne ciało osunęło się na ziemię. Zacisnęłam zęby i próbowałam wstać,jednakże mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Po chwili jednak już biegłam na stwora. Podcięłam mu skrzydła,by nie odleciał. Odcięłam mu palce,by nie drapał. Poraniłam mu ogon,by nie mógł nim machać,aż wreszcie poderżnęłam mu gardło. Kiedy wylądowałam na ziemi,otrzepałam miecz z jego krwi i schowałam go do pochwy. Kiedy to uczyniłam,upadłam nieprzytomna na ziemię...
Kiedy się obudziłam,był wieczór,a Nori leżała obok mnie. Kiedy zobaczyła,że się obudziłam,podbiegła do mnie i zapytała:
-Wszystko ok? Byłaś wspaniała!
-T-tak...musisz być głodna...-Wybełkotałam wstawając.
-Przeczekam. Odpoczywaj.
-Nie pouczaj mnie,mała.-Uśmiechnęłam się.-Chodź,nauczę cię polować i będę miała cię z głowy.
-Dobrze.-Zaśmiała się. Następnego dnia,umiała już jako tako polować. Kiedy spała,żeby oszczędzić sobie problemów,odeszłam i zostawiłam jej karteczkę z pożegnaniem i radami na przyszłość...dwa tygodnie później,spotkałam jakiegoś szczeniaka...boże..czy na tym świecie są tylko zagubione szczeniaki?
-Czy-czy ty jesteś Timore? Mroczny morderca?
-Może...-Mruknęłam.
-Mogę zostać twoim uczniem? Proszę.
-Udowodnij,że jesteś tego wart...-Powiedziałam wpadając na pomysł jak się go pozbyć.
-Jak? Jak?
-Zobaczysz...jak na razie możesz ze mną podróżować.
-Dziękuję!
-Nie podniecaj się tak.-Mruknęłam.
<A co u Ciebie Limo?>


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz