poniedziałek, 27 października 2014

Od Luny CD cz.3

Kiedy spacerowałam po terenach watahy,wpadłam na jakiegoś wilka.
-Przepraszam!-Krzyknęłam odskakując od niego.
-Oooohh. Nic nie szkodzi.-Odezwał się trochę znajomy głos.-Jak masz na imię?
-Luna. A pani?
-Mów do mnie po imieniu. Jestem Infernus.-Przeraziłam się. Zauważyłam jednak,że jej głos jest zwykły. Nie jest ani przerażający,ani wodzący. Jest po prostu zwyczajny.-Coś się stało...Luna?
-N-nie. Nic.
-To dobrze. Słuchaj,oprowadziłabyś mnie po terenach watahy? Nie za bardzo się tu jeszcze orientuję.
-N-nie mogę. Sama ich dokładnie nie znam. Rzadko opuszczam jaskinię...sama...i nie odchodzimy daleko.
-To razem zwiedzimy. No chodź.-Pociągnęła mnie za łapę. chodziłyśmy i rozmawiałyśmy bardzo długo. Okazało się,że nie jest taka zła jak we śnie. Może to kompletnie inna wilczyca? Albo udaje...wieczorem rozdzieliłyśmy się tam,gdzie się spotkałyśmy. Nie wie,że nie widzę i nie chcę,żeby wiedziała gdzie mieszkam. W sumie...nie wiele wilków wie,że nie widzę...tylko rodzina. Kiedy doszłam do jaskini,poszłam spać.
C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz