Kiedy rano się obudziłam,poszłam na dwór. Odeszłam daleko od watahy i kontynuowałam naukę mojej magii. Po chwili jednak zauważyłam,że jest tak wielka,że nie umiałam nad nią panować...kiedy się obudziłam,zobaczyłam wokół mnie pustynię. Nade mną stała jakaś biała wilczyca. Wyglądała jak duch...dobry duch...
-K-kim jesteś?-Zapytałam.
-Jestem Kain. Nie bój się. Przyszłam ci pomóc...
-A-ale w czym...iiii....kim dokładnie jesteś?
-Sprawię,że część twojej magii będzie zaklęta w twoim medalionie,puki nie będziesz w stanie jej kontrolować. Co do twojego drugiego pytania...jestem kimś w rodzaju ducha,który stara się odpokutować swoje grzechy...
-Rozumiem...jakie grzechy?
-To już nie powinno cię obchodzić.
-Ach,przepraszam.
-Dasz mi swój medalion?
-Tak...-Zdjęłam mój naszyjnik.
-Zmieni się nieco jego wygląd...-Wzięła go i przycisnęłam do mojej piersi. Rozbłysło światło i zielony dym wleciał do naszyjnika,który przybrał formę zielonego kryształu.
Nałożyła go na moją szyję.
-Dziękuję ci.-Wyszeptałam,ale jej już nie było. Smutna spojrzałam na piach,który jako jedyny przetrwał mój czar...przetarłam go łapą i ujrzałam małą,zieloną roślinkę...wtedy zrozumiałam,że przyroda zawsze znajdzie sposób,by się odrodzić i nie powstrzyma jej żadna magia...kiedy chodziłam po watasze,wpadłam na jakiegoś przystojnego wilka.
-P-przepraszam.-Powiedziałam.
-Nic się nie stało. Jak masz na imię?
-Jestem Crater,a ty?
<Jak masz na imię?>


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz