Pewnej nocy zaczęłam rodzić. Spanikowany Hachi (jak to zwykle bywa z nowymi ojcami) poleciał po doktora. Jednak gdy przybyli,było po wszystkim. Obok mnie spało stadko szczeniaków.
-Kilka już nazwałam.-Szepnęłam.-Ta ma na imię Cheria.-Wskazałam małą,białą kulkę futra.
-Ona będzie miała na imię Lotos.
-A ten szczeniak.-Zaśmiałam się.-Będzie się zwał Cristopher. Czyli Cris.-Pokazałam czarną samiczkę
-I jeszcze ten. Ona będzie miała na imię Luna.-Wskazałam odosobnionego,czarnego szczeniaka przysuwając go do reszty.
-Ty nazwij pozostałe.-Liznęłam go w policzek.
<Co dalej?>




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz