"Obudziłam się w mojej jaskini. Cóż. W końcu tam poszłam spać. Coś jednak się nie zgadzało. Nie było mojej rodziny. Jaskinia stała pusta. Wyszłam z niej nawołując,ale nikt się nie odezwał. Odpowiedział mi tylko wiatr poruszający gałęzie drzew i moją sierść. Stałam wpatrując się w nocny krajobraz nie przejmując się wiatrem kołtuniącym moje włosy. Przerażona nie wiedziałam co robić. Po chwili,usłyszałam głos. Cichy,piękny głos szepczący moje imię. Powoli odwróciłam się w stronę wejścia do ciemnej,pustej jaskini. Zauważyłam tam tylko dwójkę,pięknych,żółtych oczu i czyjąś sylwetkę. Jakby skulonego zwierzaka. Był ogromny.
-Luuunaaaa. Chodź do mnie. Luuunaaaa.-Wabiła pięknym,czystym głosem powodującym ufność do jego autora. Była jak syrena.
-T-to ty przyjdź...-Wyjąkałam.
-Nie mogę.-Powiedziała smutno.-Jeśli mnie zobaczysz możesz się przerazić,ale ja nie jestem zła. Każdy kto mnie widzi ucieka,przez co nie mam przyjaciół.-Powiedziała spokojnym,acz smutnym tonem. W przerwach pomiędzy jej mówieniem nuciła jakąś spokojną,piękną melodię.-I ty też nie możesz mnie zobaczyć.
-Nie boję się ciebie. Możesz wyjść.
-Luuuunaaaaaa. No chodź...-Kontynuowała pieśń ignorując moją wypowiedź. Tak,jakby nasza rozmowa nie istniała. Coraz mniej opierałam się jej urokowi. Co jakiś czas przybliżałam się o kilka milimetrów. Nie umiałam się jej oprzeć. Działała jak magnez. Jakby mnie hipnotyzowała.
-Wyjdź. Nie będę się bać.
-Nie możesz ujrzeć mej osoby w świetle księżyca. Wtedy widać moją PRAWDZIWĄ naturę. To,to jest tylko piękna maska widoczna tylko w ciemnościach.
-Chcę ją ujrzeć.-Szepnęłam jak oczarowana. Ale...kiedy tylko weszłam w cień,kiedy minęłam jego granicę,ujrzałam coś,czego nikt nigdy nie chciałby widzieć.
Piękna kobieta,stała do mnie tyłem. Przyglądałam jej się z zaciekawieniem. Kiedy się odwróciła,ujrzałam te same,żółte oczy,ale nie były już tak piękne. Postać nie wyglądała już tak dostojnie i głos jej był straszny i chrapliwy. Jej usta były zaszyte,oczy krwawiły. Włosy jej falowały w powietrzu,wyglądając jakby chciały mnie pochwycić.
-Przyszłaś do mnie...-Zawyła strasznym,lecz czystym głosem.-Będziesz moim przyjacielem?-Jej głos zaczął chrypnąć,aż w końcu zmienił się na opisany powyżej. Zrobiłam krok w tył,ale granica światła,która była tuż za mną,zniknęła. Chmury przysłoniły księżyc,a gdy przeminęły,z za nich ukazał się czerwony,ociekający czerwoną mazią księżyc. Przez chwilę słyszałam w głowie głosy "Luna,Luna,Luna,Luna". Wyszeptały moje imię cztery razy. Było to tysiące głosów. Kiedy wypowiedziały to słowo,zamilkły. Z początku myślałam,że chodzi im o moje imię,aczkolwiek miałam pewne wątpliwości. Wtedy zauważyłam,że kobieta zaczyna się garbić,a jej skóra staje się futrem. Cała ta przemiana wyglądała obrzydliwie. Prawie zwróciłam kolację. Przede mną stanęła mniej straszna wilczyca,aczkolwiek dla szczenięcia w moim wieku,taka postać w takich okolicznościach dorównywała kobiecie.
Jej łapy były skute,zakończone przerwanymi łańcuchami. Czarne od cienia uszy,wyglądały jak długie rogi. Jej włosy przypominały czuprynę samego szatana,a ogon falował tak,jakby zwodził innych. Jak chytrego lisa-diabła.
-Cz-czym ty jesteś?-Zapytałam przerażona cofając się.
-Ja? Jestem koszmarem. Jestem córką boga chaosu i piekieł. Jestem córką szatana,a imię me,brzmi "Infernus"-Uśmiechnęła się pokazując swoje białe,ostre kły.-Wreszcie cię znalazłam.-Powiedziała rozpływając się. Po chwili cała jaskinia i całe to miejsce zaczęło się rozpływać",a ja obudziłam się w swoim łóżku dysząc.
Po śniadaniu,kiedy inne szczeniaki się bawiły, podeszłam do mamy i zapytałam:
-Mamo. Co znaczy moje imię?
-Twoje imię? Z łaciny oznacza księżyc. Timore pomogła mi w wymyślaniu imion,a co?
-nic,a nic.-Uśmiechnęłam się,ale w duszy skuliłam się ze strachu.
Jeszcze tego samego dnia,dowiedziałam się o nowej wilczycy w watasze. Poprosiłam mamę o opisanie nowego członka. Jej opis przeraził mnie. To była wilczyca ze snu.
C.D.N


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz