Kiedy dowiedziałam się,że Corpoise opuścił watahę zrobiło mi się bardzo smutno. Był bardzo miły...polubiłam go...wiem,że to głupota...ale postanowiłam go odnaleźć. Wzięłam plecak (jak mają konie) i spakowałam do niego potrzebne rzeczy. M.in. wzięłam mapę,kompas,wodę,jedzenie i potrzebne rzeczy i pobiegłam przed siebie. Ech. Gdybym miała skrzydła byłoby łatwiej...
W nocy w jaskini którą znalazłam żeby schronić się przed nagłym deszczem czytałam mapę przy świecy. Kawałkiem węgla zaznaczałam drogę którą szłam i gdzie byłam oraz wybierałam miejsce które muszę sprawdzić jutro. Spakowałam się,zjadłam i poszłam spać.
Nazajutrz,wstałam,wzięłam rzeczy i poszłam nad rzekę się napić. Słońce dopiero wspinało się na błękitne niebo i było jeszcze prawie ciemno. Corpoise na pewno jeszcze śpi,dlatego skorzystałam z wolnego czasu i popływałam w orzeźwiającej wodzie rzeki. Kiedy wyszłam,otrzepałam się i ruszyłam w drogę. Wieczorem rozłożyłam obóz. Wykreśliłam sprawdzone miejsca i rzuciłam mapą zdenerwowana i załamana. Wstałam,chwyciłam mój miecz,którym zamierzałam się nauczyć posługiwać i zaczęłam walić nim w drzewo.
Po chwili zauważyłam,że moje ciosy nie są aż tak słabe jak myślałam. Nigdy przecież nie walczyłam mieczem. Wtedy zorientowałam się,że jest już ciemno. Położyłam się więc obok mojej torby i zasnęłam...
Następnego dnia z samego rana pobiegłam przed siebie. Miałam dość. Tęskniłam za Corpoise jak za nikim innym. Jak on mógł odejść? Mimo iż znaliśmy się dopiero dwa dni...polubiłam go...i to bardzo...ze łzami w oczach nie patrzyłam gdzie biegnę. Chciałam po prostu jak najszybciej oddalić się od watahy,której trzymałam się całkiem nie daleko tzn. w odległości ok. 5 000km. W pewnym momencie wpadłam na jakiegoś wielkiego czarnego wilka. Odezwał się znajomy głos:
-Co ty tu robisz? Miałaś nie wychodzić z terenów watahy...
-A ty? Co robisz tutaj? Z tymi rzeczami i rodziną? Hmmm? Należysz do watahy-Nigdy nie mówiłam tak głośno i pewnie-...d-do...m-mojego....s-serca...-...nigdy nie mówiłam tak cicho...
<Co dalej Corpoise?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz