Długo myślałam nad tym co powiedziała Are. Nie spałam całą noc zastanawiając się co mogłabym zrobić. W końcu postanowiłam pogadać z wilczycą. Pobiegłam do jej jaskini i zapukałam. Usłyszałam zaspane:
-Taaaaak?
-P-przpraszam. M-możemy porozmawiać?
-W środku nocy?
-T-tak...przepraszam...
-Właź...-Powiedziała. Weszłam. W jej jaskini było przepięknie. Same wodospady i jeziora. Ona leżała w jednym z małych,ciepłych jeziorek.
-Czego chcesz?-Zapytała.
-Ch-chcę się zapytać...czemu złamałaś serca przyjaciół mojego przyjaciela...czemu jesteś taka bezwzględna i bezuczuciowa...przepraszam...
-Wszyscy są tacy sami...-Mruknęła.
-S-słucham?
-Żaden nie kochał mnie na prawdę. Chcieli tylko mieć ładną dziewczynę do chwalenia się mną. Mam uczucia. Na początku bardzo mi przeszkadzało być otoczoną facetami ze sztucznymi uczuciami...później przywykłam...odpychałam ich po prostu...oni uważają to za złamane serca...ale wiesz co ci powiem? Żaden nie próbował dalej. Każdy dał za wygraną po jednym moim zdaniu "Daj sobie spokój". Gdyby mnie na prawdę kochali,próbowali by dalej. Myślisz,że to nie jest bolesne? Wiedzieć,że nie masz kogoś,kto by cię szczerze kochał? Możesz uważać mnie za potwora...pfff...wszyscy uważają mnie za potwora....a ja po prostu chcę być szczęśliwa...zakochać się...mieć szczeniaki...zestarzeć się i umrzeć...przez to,że jestem córką syreny jestem nieśmiertelna,ale jestem dumna z tego kogo córką jestem...to skomplikowane...
Następnego dnia opowiedziałam wszystko Hachiemu. On na to:
<Co dalej Hachi?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz