Kiedy wyszłam z jaskini przejść się,usłyszałam cichy szept. Rozejrzałam się w około,ale nikogo nie widziałam. W końcu zrozumiałam. Przewróciłam oczami i powiedziałam:
-Czego znowu chcesz Tantibus?
-Hahahahahahahah! Dawno się nie widziałyśmy.-Powiedziała siadając na kamieniu opierając się o drzewo. Wyglądała jeszcze potworniej niż ostatnio. Miała pozszywany wycięty uśmiech i krwawiące oczy. Na łapach było pełno blizn i szwów,a sierść była umazana świeżą krwią. Jej uszy wyglądały jak rogi,a pazury miała jak u diabła.
-Co ci się stało? Marnie wyglądasz...
-Marnie? Ahahahahah! Przybieram na sile! Idę jak burza,a ty nie zdajesz sobie sprawy,że niedługo cię przejmę!
-Nie uda ci się.-Wzruszyłam ramionami.
-Mówisz? Dlaczegóż to?
-Bo mam kogo bronić. Mam przy-ja-cie-la-Przeliterowałam drażniąc się z nią.
-AHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAH! Właśnie ten "przyjaciel" okaże się twoją zgubą.-Zaczęła zajmować się swoimi pazurami.
-Dlaczego niby?
-Przejrzałam twoje myśli. Boisz się,że go zabiję! On nie ma żadnego wpływu na twoje powstrzymywanie mnie. Wręcz pogarsza sprawę! Nie powstrzymasz mnie.
-Mam pewnego asa w rękawie...-Szepnęłam.
-Wiesz,że mogę przejrzeć twoje myśli. Zamierzasz się zabić,jeśli dojdzie do mojej kontroli? Niby jak to zrobisz? Będę tobą kontrolować!
-Na początku będziesz przejmować moje ciało co jakiś czas. Oczywiście do tego nie dopuszczę,ale zawsze trzeba się przygotować na najgorszy scenariusz.-Zaśmiałam się.
-I co? Zamierzasz odejść z tego świata dla "bliskich"? To najbardziej żałosna śmierć. Zamierzasz odejść po cichu? Miałaś tak wielkie marzenia! Naprawić ten zepsuty świat i jakieś tam inne...
-Już go zmieniłam-Uśmiechnęłam się patrząc w górę. Wiatr chwycił moje włosy i uniósł ku górze.
-Niby jak?
-Na wojnach nazywali mnie cichym zabójcą. Nie mów,że tego nie pamiętasz. Wtedy się przecież pojawiłaś.
-W sumie,to dzięki mnie byłaś taka silna...
-Nie. Nie byłaś jeszcze dostatecznie silna,by przejąć kontrolę. Zmieniałam świat po trochu. Tworzyłam pokoje i rozejmy...
-Przeciw tobie.-Mruknęła.
-Heh. Ale dzięki temu nastał pokój.
-Myślisz,że ile ten pokój będzie trwał?
-To nie ma większego znaczenia...niewiele zdążyłam zmienić,ale cóż...kiedyś trzeba umrzeć.
-Ahahahahahhahaahahhahah! Nawet nie zauważysz kiedy będzie już za późno.-Powiedziała i zniknęła. W tym momencie z za krzaków wyszedł Limo.
-Z kim rozmawiałaś?-Zapytał.
-Ile słyszałeś?-Warknęłam.
-O-od tego "Zmieniałam świat po trochu" i coś tam dalej...-Powiedział niepewnie.
-Z-zignoruj to...mówiłam do siebie...to nic wielkiego...zapomnij...-Powiedziałam i szybko go minęłam.
<Co dalej Limo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz