-... Et ... verum etiam nunc me mater. Quid me?-Mówiłam do siebie w umarłym języku. Tylko stworzenia z mojego klanu go znały,niestety przeżyłam tylko ja. Po tych słowach zatrzymałam się.-Wyjdź już. Denerwuje mnie to,że mnie śledzisz.
-A odpowiesz na moje pytanie?-Przemienił się z powrotem w wilka.
-Nie będę się przed tobą tłumaczyć. Wystarczy,że wiesz,że nie boję się ani ciebie,ani nikogo. No possum...nara. Mam coś do zaniesienia.-Spojrzałam na sarnę na moim grzbiecie.
-Pomogę ci.-Podbiegł do mnie i chciał przejąć sarnę. Wyszarpnęłam się i powiedziałam.
-Zostaw! Recede!-Zaczęłam biec,by oszczędzić sobie czasu i nerwów. Kiedy byłam przy wejściu do jaskini i wrzuciłam sarnę,która poleciała do środka,usłyszałam za sobą znajomy głos Corpoise.
-Czemu uciekasz?
-Dasz mi w końcu spokój? Nie uciekałam. Nie mam dużo czasu,a rzeczy do zrobienia owszem. Przestań więc....-Wzięłam głęboki oddech-Czego chcesz?
-Skąd wniosek,że czegoś chcę?
-Od rana za mną łazisz,więc musisz mieć jakiś cel.
<Co to za cel Corpoise?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz