środa, 20 sierpnia 2014

Od Timore CD Corpoise

-Sit finis complebitur.-Wtedy upadłam. Złapałam szczenię i oddałam je Corpoise.
-C-co to było?-Zapytał przerażony.
-Nie wiem,ale nie wracaj tu więcej i weź ją stąd. To nie jest moja córka. Nie mam dzieci.-Wyszeptałam i odwróciłam się.
-Kim oni są?-Zapytała zaspana Melody.
-Ty masz podopieczną? Jednak nie jesteś taka skamieniała...-Szepnęło szczenię. Spojrzałam w ziemię i nie odwracając się wyszeptałam:
-Wynocha.-Corpoise zamienił się w demona i wyleciał ze szczenięciem.-A ty-Zwróciłam się do Melody-Nie wychodź więcej,kiedy ktoś tu jest.-Po tych słowach wzięłam potrzebne rzeczy i stworzyłam coś w rodzaju pola ochronnego na skały tak,żeby można było się przedostać do środka tylko dziurą w ziemi. żaden demon,duch czy nawet magiczny wiatr się nie przedrą. Kiedy skończyłam,położyłam się spać,tak samo jak Melody.
Tik tak...Spojrzałam w lustro.
Tik, to,co zobaczyłam,nie robiło tego co ja
Tak, uśmiechała się,bardzo szeroko,
Tik,położyła łapę na lustrze,
Tak,zaczęła coś szeptać,
Tik,niezrozumiałe słowa,
Tik,po lustrze zaczęła spływać krew,
Tak,zakryła wilczycę...
Cisza,biel,czerwień...
Zerwałam się jak oparzona z łóżka...nim sen się skończył,przez ułamek sekundy widziałam jeszcze innego wilka...
(Uśmiechnięty wilk)
Heh. Jeszcze nie przywykłam do tych koszmarów? Żałosne...Wstałam i wyszłam z jaskini. Wciągnęłam żeśkie,poranne powietrze i pobiegłam przeskakując krzaki przed siebie. Kiedy dotarłam na złotą łąkę,zobaczyłam pasące się stado jeleni. Zniżyłam się prawie do samej ziemi. Zaczęłam powoli podchodzić. Źdźbła zboża łaskotały mnie w nos i brzuch. Kiedy byłam wystarczająco blisko,skoczyłam na sarnę. Wyrwałam jej gardło. Wtedy zobaczyłam przyglądającego mi się Corpoise.
-Czego?-Zapytałam ocierając pysk z krwi.
<Co dalej Corpoise?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz