środa, 30 lipca 2014

Od Timore CD Corpoise

-Ale rodzinka...-Szepnęłam i odeszłam nic więcej nie mówiąc. Rozpostarłam skrzydła i wzbiłam się w powietrze. Kiedy leciałam nad morzem,poczułam jakby drgnięcie pode mną. Kiedy spojrzałam w dół,ujrzałam tam coś dziwnego. Pod wodą,na samym dnie. Zatrzymałam się,przyłożyłam skrzydła do siebie (by opadać na dół) i dosłownie wbiłam się w taflę wody. Siła,z którą leciałam sama popchnęła mnie na dno. Tam,leżało jajo. Nie należało ono do wodnego smoka. Widocznie ktoś je tam zostawił specjalnie,lub smoczyca lecąc z jajami,upuściła je. Kiedy wyleciałam z jajem z wody,próbowałam złapać zapach i szukać jego mamy,ale słona woda zmyła jakiekolwiek zapachy. Postanowiłam znaleźć jaskinię (czego nigdy nie robiłam) i tam zajmować się jajem...
     Po jakimś czasie,znalazłam trudno dostępną jaskinię,którą bardzo ciężko znaleźć. Prowadziło do niej ciasne wejście i równie mały,długi tunel. Musiałam zdjąć swoje uzbrojenie,żeby tam się wcisnąć. Czołgałam się i czołgałam,aż ni stąd ni zowąd jajo zaczęło spadać. Koniec tunelu okazał się być przepaścią,jednak nie była ona głęboka. Wyglądało to tak: Kiedy tunel się kończył,w dół była tylko płaska ściana niedostępna dla stworzeń nieumiejących latać. Siedząc na samym końcu tunelu widać było całą,ogromną jaskinię zarośniętą bluszczem i innymi roślinami. W jednym miejscu,mieści się nawet wodospad.
       Kiedy zobaczyłam,że jajko zaczęło spadać (wraz z moją broną,którą też miałam przed sobą czołgając się w ciasnym tunelu),rozłożyłam skrzydła i skoczyłam za nim. Kiedy je chwyciłam w ostatnim momencie,złapałam też moje uzbrojenie,które było blisko jaja i złapałam je równocześnie. Stanęłam na ziemi,schowałam skrzydła i odetchnęłam z ulgą. Umościłam przytulne gniazdko dla jaja i zrobiłam oddzielny pokój na moje wszystkie zbroje i bronie. Nikt nie wie gdzie mam jaskinie,ani gdzie jest wejście. Nawet,jakby się dowiedzieli,byliby zbyt wielcy,by się przecisnąć,chyba,że byłaby to mała,albo przynajmniej mojej budowy wilczyca,bądź inne stworzenie. Dokładnie tak wyobrażałam sobie swoją jaskinię za młodu. Kiedy się zadomowiłam w jaskini (sprawdziwszy ją dokładnie),był już wieczór,więc umościłam sobie łóżko (wyglądało to jak malutki pokoik wielkości mojego łóżka z trzema ścianami z kamienia i jedną,bluszczową ścianą-zwisający bluszcz stworzył coś w stylu firany).
"Cisza,biel,czerwień...tik...tak...
Złote liście opadają na trawę zdobiąc ją przeróżnymi kolorami.
Cisza,biel,czerwień...Tik...
Ona jednak nie zwraca uwagi na piękno jesieni.
Cisza,biel,czerwień...Tak...
Nie patrzy na wschód słońca oświetlający rosę na trawie.
Cisza,biel,czerwień...Tik...
Jej skamieniałe serce nie wytwarza już uczuć.
Cisza,biel,czerwień...Tak...
Interesuje ją tylko cel,do którego zmierza.
Cisza biel,czerwień...Tik..."
      Następnego dnia,obudził mnie nowy zapach. Dużo silniejszy,niż czułam od jajka. Szybko domyśliłam się co to jest i wyszłam z jaskini żeby powitać nowego...przyjaciela...nie wiem czemu,ale nie mogłem go oddać komu innemu jak zamierzałam. No nic,mówi się trudno. Kiedy wyszłam z łóżka,zobaczyłam niespotykany widok. Mały,straszny smok ziejący ogniem odpowiedzialny za śmierć tysiąca istot wliczając w to rośliny,bawił się z motylkiem.
Nigdy nie uważałam smoków za zabójców (co wszyscy mówili z mojej wioski) i właśnie się sprawdziło! Zauważywszy mnie,smoczek podszedł w moją stronę i patrzył na mnie swoimi oczyskami. Nieco zmieszana stałam oglądając co zaraz zrobi. Ale on tylko stał.
-W yyyy iiiięęęęęęęęccccc....masz jakieś imię?-Umiem rozmawiać ze zwierzętami,co potrafi jeśli już tylko kilka wilków na ziemi,gdyż to nie jest umiejętność,którą się "dostaje".
-Rozumiesz mnie?-Zapytała swoim dziecięcym głosikiem.
-Najwyraźniej tak. To odpowiesz na moje pytanie,czy nie?-Niestety nie mam rę...łapy do dzieci.
-Nie mam imienia. Musisz mi jakieś wymyślić.-Zaśmiało się.
-A czemu akurat nie możesz być po prostu "smok"?-Powiedziałam i zbliżyłam się do tunelu-jedynego wyjścia. Smoczek stracił dobry humor.
-G-gdzie idziesz?-Zapytała.
-Po coś do jedzenia.
-Idę z tobą! A-ale pomożesz mi wejść? Nie umiem latać...
-Smoki umieją latać...-Powiedziałam po czym weszłam do tunelu. Może go troszkę poszerzę w środku....skałę trochę trudno poszerzać,ale warto spróbować....nie,nie mogę. Kiedy doszłam do łąki,znalazłam stado jeleni. Złapałam ich przywódcę,jakąś łanię i zająca. Kiedy wracałam ze zdobyczami rozmyślałam...byłam trochę szorstka dla małego...ale niech się uczy...
        Dotarłam do tunelu po jakimś czasie. Musiałam trochę poćwiartować zdobycze,żeby się zmieściły (oprócz zająca). Tym razem ja szłam pierwsza. Za mną były przywiązane do mojej nogi sarny i jelenie,a w pysku trzymałam zająca.
-Obiad!-Krzyknęłam rzucając zająca na dół. Młode je złapało w locie. Całkiem wysoko skacze,ale ściana jest wysoka.
-Dziękuję,ale...dostałabym coś jeszcze? Ten zając jest wielkości mojej łapy...
-Co z tego?
-No...nie najem się tym...-Rozłożyłam skrzydła i wyleciałam z tunelu ciągnąc za sobą pozostałą zdobycz. Położyłam sarnę na ziemi i włożyłam jelenia do dziury w ziemi,z której zrobiłam skrytkę...niedługo zima.
-Zjemy po połowie...-Powiedziałam. Mała szybko pochłonęła pół sarny. Ja też się z tym szybko uporałam. Kiedy kości wrzuciłam do jelenia,powiedziałam:
-Melody....
-Hm...?
-Tak będziesz mieć na imię...jeszcze zanim cię wyniosłam z morza,wiedziałam jak ci nadać na imię...
-Skąd wiedziałaś czy będę smoczycą,a nie smokiem? Skąd wiedziałaś,że w ogóle to smocze jajo...
-To wszystko widać,a co do płci,da się to wykryć po ciepłu i takich tam....-Młode niedługo po tym zasnęło. Wtedy usłyszałam echo odbijające się od tunelu. To echo wołało moje imię...weszłam do tunelu i tuż przy wyjściu zobaczyłam biegającego Corpoise w tę i weftę...szukał mnie...ale po co? Wyszłam z jaskini kiedy nie patrzył i stanęłam za nim...
-Czego?-Zapytałam. On wyraźnie zaniepokojony powiedział szybko i mało zrozumiale:
<Co powiedziałeś Corpoise?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz