piątek, 14 listopada 2014

Od Luny CD (cz.5)

Zapukałam do jego jaskini. W środku usłyszałam głuche "Proszę",więc weszłam. Niepewnie stąpając łapkami zawołałam:
-Meteor? To ty?
-Witaj moja mała.-Zaśmiał się Meteor wychodząc ze swojego pokoju.-Co cię tu sprowadza?
-Sen.-Powiedziałam krótko.
-Ach tak?
-Tak. Wybacz mi, że przychodzę do ciebie wiedząc, że nie lubisz...-Meteor przerwał mi.
-Po pierwsze, droga Luno, nie lubię wróżyć z gwiazd, nie mówić o czym są czyjeś sny. To dwie różne rzeczy, a po drugie, dla mojej wyjątkowej przyjaciółeczki wszystko.-Usłyszałam jak się uśmiechnął. Poszłam w jego ślady. Zaprowadził mnie do jego "salonu" i usadowił na "fotelu". Niewielu to wie, ale Meteor jest także wynalazcą i stworzył miękki kamień do siedzenia. Od ludzi usłyszał jak nazywają go "fotel" więc tak też nazwał swój wynalazek.
-Więc. Opowiedz mi swój sen.
-Dobrze. Są to dwa sny. Niezbyt nawiązują do siebie...-Opowiedziałam mu oba sny. Przez chwilę się nie odzywał jakby był zamyślony, po czym rzekł:
-Twe sny zagadką są nawet dla mnie, jednak nie obawiaj się, czoła stawimy owej pannie, wilczyca mówisz, o której mowa, doszła w te strony i jest tutaj nowa? Boisz się o bliskich swych? Nie ma potrzeby, pomogę ci używając czarów mych.-Mówił krzątając się po pokoju. Nagle znaleźliśmy się w jego tak jakby laboratorium. Wyczuwałam tam przeróżne rzeczy jak pióra, różne dziwne płyny, gwiazdy itp.-Mikstura ta, ukarze magiczną treść, tajemnicę twych snów, jeśli to nie pomoże, by przegonić twe smutki będę pracował za dwóch. Lecz pamiętaj, moja mała, że strach nie jest zły, bo ze strachu, drogi brachu, powstaliśmy my. Hipotezy bywają różne, lecz ta prawdziwą jest, jedyną, że jedynie strach, doprowadził, że jesteśmy wszyscy rodziną. Ciężko to zrozumieć jak i wytłumaczyć, może jednak zamiast tego, uda ci się to zobaczyć.- Usłyszałam jak coś cichu buchnęło. Z dymu poleciały maleńkie gwiazdy. Jedna z nich usiadła mi na nosie i zniknęła. Przez chwilę Meteor się nie odzywał. Heh. Śmiesznie mówi, kiedy wchodzi w "trans". Później mało z tego, co się działo pamięta, jednak zawsze wie co zobaczył w swojej miksturze i o co chodzi. Po jakimś czasie, Meteor znów się odezwał, jednak przyciszonym i tajemniczym głosem.-Chodź, weź łyka tej mikstury, a zobaczysz czym są te czarne chmury. Dowiesz się, co i jak, a koszmar odleci tak jak...ptak.-Podał mi jakiś płyn w łyżce. Wzięłam łyka i zemdlałam...
    Obudziłam się znów na kanapie w salonie Meteora.
-C-co to było?
-To było konieczne...chyba...-No tak...zanik pamięci z transu. Więc się przebudził.- Twoje sny odczytać, było dla mnie nie lada trudnością,ale chyba już wiem o co chodzi. Te głosy w twojej głowie...to gwiazdy. Te głośniejsze, są tymi jaśniejszymi. Jeśli odezwie się górujący nad nimi, oznacza to, że jest to księżyc. Masz moc podobną do mnie, skarbie, jednak o wiele potężniejszą. Nie potrafię jeszcze zrozumieć o co chodzi z tą wilczycą, ale wiem jedno-życie podda cię próbie. To oznaczał jej zwodniczy głos. Musisz być ostrożna i nie ufaj nowej. Miej się przy niej na baczności, przyjaciółko. Przed tobą stanie wybór. Nie wiem czego. To tyle na razie. Poinformuję cię jak dowiem się czegoś nowego.
-Dziękuję ci bardzo za wsparcie.
-No idź już.- Zaśmiał się Meteor. Wybiegłam z jaskini. Kiedy tak biegłam z uśmiechem na pyszczku,wpadłam na jakąś wilczycę.
-Co cię tak śmieszy, wilczku?-Zapytała miło nie kto inny jak...Infernus.
-Nic takiego. Przyjaciel zrobił mi...niespodziankę.-Powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Ach tak? W porządku...-Powiedziała i odeszła. Odetchnęłam z ulgą i poszłam do jaskini. Wieczorem poszłam spać.
C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz