czwartek, 5 marca 2015

Od Luny CD (cz.7)

Kiedy opowiedziałam mu cały sen, zamarł. Najbardziej pobladł przy końcówce, kiedy znalazłam go martwego. Nie zdążyłam dokończyć ostatniego słowa, a już go nie było. Poszłam za nim do jego pokoju z eliksirami. Znów coś mieszał. Kiedy skończył, powiedział przerażonym głosem.
-Luna...a widziałaś może w tym śnie jakiś znak...typu jaka była pora roku...czy coś?
-Wydaje mi się, że dzisiejsza...a co?
-T-twój sen...to może być ostrzeżenie...
-Czyli...
-Tak...
-Chcesz spać u nas przez jakiś czas?
-Myślę, że to za dużo kłopot. Wystarczy, że będę spał gdzie indziej niż w mojej jaskini...chyba...więc znajdę inną...
-Nie zgadzam się. Idziesz do naszej.-Powiedziałam i zaczęłam go ciągnąć do naszej jaskini. On jednak mnie zatrzymał.
-Czekaj, tylko spakuję rzeczy...mamy cały dzień. Dobra?
-D-dobra...ja ustalę wszystko z rodzicami.
-Dobrze.-Usłyszałam jego uśmiech i odeszłam. Wieczorem przyszedł do nas, podziękował za pomoc i poszliśmy spać...
"Obudził mnie dziwny śpiew...
"My JR Vir vitae meae,
JR Vir vitae meae parvi,
Dabitur, tamen,
mei in rapinam,
mea infantem,
"tollo, oculi tui ...
Quamdiu tibi cum esses,
mom curam,
usquequo videbo vos,
si iam scis te?
Et deprehendi, nec videre,
alienatio non nisi amici vita ...
Et scitis quia antequam sciat,
iterum tu solus"

Jej słowa mnie przeraziły...pobiegłam do łóżka Meteora...był martwy..."
Obudziłam się w środku nocy i od razu podbiegłam do łóżka Meteora. Szarpałam go z całej siły. Kiedy mi nie odpowiadał, zaczęłam wykrzykiwać jego imię nie zważając na rodzinę, którą obudziłam...Meteor...nie odpowiadał...był zimny i sztywny...był martwy...
C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz